Motocykliści – dawcy narządów.

Od dawien dawna ta nazwa towarzyszyła fanom jednośladów. Motocyklista jako dawca narządów. I chociaż to powiedzenie jest sporo przesadzone, to jednak patrząc na prędkość, z jaką motocykliści nas wymijają na drogach ciężko nam się dziwić. Po co się tak śpieszą?

Co w tym jest takiego ciekawego pytamy siebie nawzajem, nie mówiąc o komentarzach, jakie wypowiadamy, kiedy taki motocykl śmignie koło nas. Codziennie słyszy się o jakiś wypadkach w udziałem motocyklistów. O ile z wypadku samochodowego człowiek jest w stanie wyjść cało, o tyle wypadek na motocyklu to świadoma utrata życia. Po co więc ryzykować swoje cenne życie dla 50 km przyśpieszenia?

Czy naprawdę ludzkie życie jest tak mało warte? Rozumiem, że motocykle to jedna z pasji człowieka. Rozumiem również, że jazda motocyklem to adrenalina, ale również frajda i super sprawa. Ale nie rozumiem, jak można w imię pasji ryzykować życie. Wiele razy ktoś z nas miał dreszcze, bo ni stąd ni zowąd przyjechał motocyklista, a my go nawet nie zauważyliśmy.

Pojazdy widmo, tak można określić jednoślady. Jeśli ktoś chce pędzić, niech pędzi po drodze szybkiego ruchu, po autostradach. Nie jesteśmy w stanie nawet zareagować, gdy w jednej chwili pojawia się motocykl. Droga hamowania samochodu jest dłuższa niż czas przyśpieszenia motocyklu. Wsiadając za kółko, czy to auta czy jednośladu warto pomyśleć również o innych uczestnikach ruchu, nie tylko o sobie. Bo jeśli ktoś chce zginąć na własne życzenie śmiało, ale niech nie miesza w to niewinnych, znajdujących się w danym miejscu przypadkiem, ludzi.