Colapinto bije na alarm po kraksie Bearmana. Niebezpieczne różnice prędkości

Franco Colapinto uważa, że różnice prędkości w Formule 1 sezonu 2026 zaczynają wchodzić w niebezpieczną strefę. Po potężnym wypadku Olivera Bearmana podczas Grand Prix Japonii Argentyńczyk otwarcie przyznał, że przy obecnych przepisach różnice prędkości bywają po prostu zbyt duże. To już nie wygląda jak zwykła walka koło w koło, tylko momentami jak spotkanie dwóch aut różnych klas.
Do kluczowego incydentu doszło na 22. okrążeniu w zakręcie Spoon. Bearman jechał mniej więcej sekundę za Colapinto w drugim sektorze, a potem nagle bardzo szybko zbliżył się do wolniejszego Alpine, który odzyskiwał energię do ładowania akumulatora. Brytyjczyk musiał ratować się manewrem omijającym. Skończyło się wyjazdem na trawę, obrotem bokiem i uderzeniem w bariery z przeciążeniem 50G. Colapinto nie bronił pozycji, tylko jechał po naturalnej linii wyścigowej, nie patrząc w lusterka w momencie wejścia w zakręt.
Różnica prędkości była ogromna
Colapinto opisał tę sytuację jako wyjątkowo dziwną, bo sam czuł się jak łatwy cel. Zwrócił uwagę, że jeden samochód potrafi nagle znaleźć się w zupełnie innym tempie niż drugi, choć oba nadal uczestniczą w tym samym wyścigu. Franco Colapinto powiedział:
To było naprawdę dziwne. Przez chwilę byłem jak siedzący cel. Różnica prędkości była ogromna, niemal jak wtedy, gdy jeden kierowca jedzie kółko wyjazdowe, a drugi jest na szybkim okrążeniu. To bardzo nietypowe. W zakręcie, który pokonujemy z gazem w podłodze, on był szybszy o ponad 50 km/h. To robi się bardzo podejrzane, bo nie jedziemy idealnie prosto, tylko skręcamy. Gdy spojrzałem w lusterko, zobaczyłem, jak obraca się na trawie. Nawet w poślizgu mnie wyprzedził, więc można sobie wyobrazić skalę tej różnicy. W pewnym momencie robi się to naprawdę niebezpieczne. Dobrze, że nic mu się nie stało.
Argentyńczyk zakończył rywalizację na 16. miejscu. Po wyścigu widział Bearmana w padoku i podkreślił, że kierowca Haasa wyglądał na całego i zdrowego.
To nie był odosobniony przypadek
Colapinto przypomniał, że podobna sytuacja wydarzyła się już wcześniej w tym sezonie podczas Grand Prix Australii. Wtedy Liam Lawson słabo ruszył z powodu braku energii w akumulatorze, a Colapinto w ostatniej chwili uniknął bardzo groźnego najechania na tył jego auta. Według kierowcy Alpine problem nie dotyczy wyłącznie jednego incydentu ani jednego toru. To cecha obecnych samochodów i obecnego zestawu przepisów, którą trzeba dokładnie przeanalizować, zanim dojdzie do kolejnego poważnego wypadku.
Problem dotyczy też wyprzedzania
Colapinto uważa, że ten sam mechanizm psuje także obraz walki na torze. Gdy jedno auto nagle zyskuje około 50 km/h przewagi, manewr wyprzedzania wygląda efektownie tylko na pierwszy rzut oka, ale w praktyce staje się sztuczny i trudny do obrony. Franco Colapinto powiedział:
Nie wykonałem żadnego ruchu obronnego. Największym problemem jest to, że jeden samochód jedzie o 50 km/h albo więcej szybciej od drugiego i wtedy robi się niebezpiecznie. To przypomina sytuację z Melbourne. Tam przy starcie musiałem ominąć auto, które było ode mnie wolniejsze o około 100 km/h. Takie rzeczy dzieją się w tych samochodach i musimy zrozumieć, jak ograniczyć ten problem. To samo dotyczy wyprzedzania. Takie manewry są bardzo sztuczne. W telewizji wygląda to tak, że auto jadące z przodu nagle zostaje minięte przez samochód szybszy o 50 km/h i właściwie nic nie widać. To są rzeczy, które trzeba w przyszłości omówić z FIA.
Wypowiedź Colapinto uderza w jeden z najczulszych punktów przepisów na sezon 2026. Jeśli samochody potrafią generować tak ogromne różnice prędkości w newralgicznych miejscach toru, temat szybko przestaje być techniczną ciekawostką, a zaczyna być sprawą bezpieczeństwa.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Volvo traci w pierwszym kwartale 2026 r. na największym rynku. EX60 ma odwrócić trend

Cyfrowy dowód rejestracyjny w UE coraz bliżej. Papier jednak nie zniknie

Skandal w Niemczech. Volkswagen tnie koszty i stanowiska, ale… szefowie latają prywatnymi odrzutowcami

Luksusowa Toyota bZ7 kosztuje w Chinach mniej niż Dacia Duster w Polsce. 3000 zamówień w pierwszą godzinę od startu sprzedaży



