⏱️ 3 min.

Czemu na starcie w Melbourne kierowcom brakowało energii?

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

09-03-2026 14:03
F1 wyścig 2026 Australia GP

Start Grand Prix Australii pokazał, że nowe samochody F1 z sezonu 2026 potrafią zaskoczyć jeszcze przed pierwszym zakrętem. Wielu kierowców ustawiło się na polach startowych z mocno rozładowanymi bateriami, co wywołało duże różnice w ruszaniu i mocno przetasowało stawkę już na pierwszych metrach. Sezon zaczął się więc od wyścigu na potencjał startowy, zanim na dobre zaczął się sam wyścig.

Co na to przepisy?

Przepisy zabraniają użycia energii elektrycznej, gdy samochód stoi na polu startowym. Dodatkowo bateria nie może wspierać auta aż do momentu osiągnięcia 50 km/h, a to szczególnie utrudnia życie konstrukcjom z większą turbosprężarką, która potrzebuje więcej czasu na wejście w optymalny zakres pracy. Na tym tle dobrze wyglądało Ferrari. Charles Leclerc bardzo sprawnie przebił się po starcie w kierunku pierwszego zakrętu, a wpływ niskiego poziomu energii był w jego aucie mniejszy, bo mniejsza turbosprężarka i krótsze, niższe przełożenia ograniczały skutki braku wsparcia ze strony MGU-K.

Niektóre zespoły próbowały ratować sytuację jeszcze przed zgaśnięciem świateł. Kierowcy, w tym reprezentanci Mercedesa, podnosili obroty silnika jeszcze przed pięciosekundowym ostrzeżeniem, by wcześniej rozpędzić turbosprężarkę i poprawić reakcję auta po ruszeniu. W środku stawki pojawiły się duże różnice prędkości, a część kierowców musiała omijać rywali, którzy ruszyli bardzo słabo lub niemal zostali w miejscu, jak Liam Lawson po problemie z jednostką napędową. Franco Colapinto ledwo uniknął w tej sytuacji najechania na jego samochód.

Przygotowanie opon

Brak energii uderzył też w procedurę przygotowania opon. Andrea Kimi Antonelli nie był w stanie wykonać pełnej sekwencji, aby zbliżyć tylne opony do optymalnego okna temperaturowego, a to przełożyło się na poślizg kół i ospałe ruszenie. Andrew Shovlin z Mercedesa ujął to wprost:

Start był trudny. Nie wykonaliśmy wystarczająco dobrej pracy przy zarządzaniu ograniczoną energią na okrążeniu formującym i obaj kierowcy ustawili się na starcie z niskim poziomem baterii. Kierowcy świetnie poradzili sobie z unikaniem kłopotów, ale stracili wiele pozycji i musieli przejść do odrabiania strat.

To tłumaczy, dlaczego już na pierwszym okrążeniu doszło do tylu zmian pozycji. Część kierowców nie mogła od razu atakować, bo musiała odzyskiwać energię w baterii, a to wymuszało bardziej zachowawczą jazdę i dodatkowo rozciągało różnice tempa w całej stawce.

Dlaczego baterie rozładowały się jeszcze przed startem

Źródłem problemu okazało się okrążenie formujące. W przeciwieństwie do wyjazdu pomiarowego w kwalifikacjach, gdzie obowiązują inne warunki pracy systemu odzyskiwania energii, tutaj kierowcy muszą jednocześnie przygotować hamulce i opony, stale przechodząc z przyspieszania do hamowania. Taki styl jazdy mocno obciąża baterię. Laurent Mekies przyznał, że zespoły wpadły w pułapkę własnych procedur:

To nasza odpowiedzialność, by nie znaleźć się w takiej sytuacji. Złapały nas ograniczenia związane ze sposobem ładowania i rozładowywania baterii na okrążeniu formującym. Przy nietypowym zachowaniu kierowców, którzy przyspieszają i hamują, by dogrzać hamulce i opony, doszliśmy do punktu, w którym nie byliśmy już w stanie osiągnąć właściwego poziomu naładowania przed startem. Musieliśmy odbudowywać ten poziom na pierwszym okrążeniu, co oczywiście nie było przyjemne.

Problematyczna Australia

W Melbourne problem był szczególnie wyraźny, bo tor daje niewiele dobrych okazji do odzyskiwania energii. Ostatnia realna szansa pojawia się przy hamowaniu do zakrętu numer 11 po dwóch długich prostych, a spokojniejsza jazda w końcówce okrążenia jeszcze bardziej ogranicza skuteczność odzysku. Do tego dochodzi ustawienie balansu hamulców. Aby szybciej dogrzać opony i układ hamulcowy, zespoły przesuwają siłę hamowania bardziej na przód.

W takiej konfiguracji MGU-K pracuje mniej intensywnie, więc odzysk energii dodatkowo spada, a tylne hamulce i system elektryczny nie współpracują już tak efektywnie jak w normalnych warunkach. Efekt był prosty, choć jego źródło już niekoniecznie. Inżynierowie kilku zespołów zostali zaskoczeni. Kierowcy ruszali z różnym poziomem dostępnej energii, a pierwszy start sezonu 2026 od razu pokazał, że nowe przepisy nie wybaczają nawet drobnych błędów proceduralnych.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl