Red Bull wygrał, ale nie szarżuje: Mekies ostudził entuzjazm po Monzy i Baku

Red Bull zgarnął dwa zwycięstwa z rzędu – najpierw w Monzy z przewagą 19 sekund nad Lando Norrisem, później w chaotycznym Baku – ale szef zespołu Laurent Mekies wyhamował nastroje. Zaznaczył, że ekipa wciąż „idzie wyścig po wyścigu”, a RB21 ma swoje kaprysy, które potrafią zemścić się na torach o wysokich temperaturach i dużym docisku. Innymi słowy: euforia po dwóch strzałach nie zamieniła się w przekonanie o cudownym lekarstwie.
McLaren realnie trzyma rękę na pulsie walki o tempo, a Verstappen – choć punktowo odrobił straty – nadal jest daleko w pogoni za duetem kierowców papai. Zespół przyznał, że w Monzy zadziałał bardzo niski docisk auta, a w Baku – gdzie dominują wolne zakręty – pakiet także się „zgrał”. To jednak wciąż nie dowód na pełną transformację formy.
Monza i Baku: dwie wygrane, dwa różne światy
Włoski klasyk premiuje minimalny opór powietrza i maksymalną stabilność przy hamowaniu. RB21 w takiej specyfikacji potrafił wykorzystać nową podłogę oraz ustawienia przygotowane pod długie proste i mocne dohamowania. W Baku wygrały za to trakcja i czyste wyjścia z zakrętów 90°, gdzie liczy się spokojne przeniesienie momentu i przewidywalność tylnej osi. W obu przypadkach Red Bull potrafił „wstrzelić się” w okno pracy bolidu – i to był klucz. Jak zauważył Mekies, te sukcesy nie przekreśliły jednak bolączek pakietu RB21. To, co dało się ukryć na niskim docisku, może wypłynąć na torach wymagających przyczepności mechanicznej i aerodynamicznej w średnich i szybkich łukach. Mekies powiedział:
Ilu dobrych rzeczy doświadczyliśmy w Monzy, tyle znaleźliśmy tu, w Baku. W wolnych zakrętach i przy bardzo niskim docisku wszystko zadziałało bardzo dobrze – to inna układanka niż w Monzy, co jest dobrą wiadomością.
Słabości RB21: temperatura i wysoki docisk
Zespół przyznał, że wrażliwość na upał oraz potrzeba większego docisku to wciąż „sprawy otwarte”. Na torach, gdzie nawierzchnia nagrzewa się szybciej niż cierpliwość inżynierów, okno pracy opon zawęża się, a balans aero przestaje być tak przewidywalny. To dlatego Red Bull nie ogłosił „powrotu do dominacji”, tylko ostrożnie skorygował narrację. Mekies stwierdził:
W Zandvoort McLaren nas „zabił”, a w Spa wyjechaliśmy z poczuciem, że byli szybsi około pół sekundy na okrążeniu, chociaż Max wygrał sprint. RB21 wciąż ma obszary do poprawy.
Singapur jako papierek lakmusowy
Ulice w Singapurze historycznie nie rozpieszczały Red Bulla. To mieszanka wolnych i średnich zakrętów, nierówna nawierzchnia i wysoka temperatura – dokładnie ten profil, który bezlitośnie obnaża wrażliwości pakietu. Tam zespół zamierza sprawdzić, które elementy z Monzy i Baku „nie zdają egzaminu” w innych warunkach. Mekies podkreślił:
Wyzwaniem jest Singapur – od lat trudny dla zespołu. To bardzo ważne zobaczyć, co nagle przestaje działać w takich warunkach, a potem podjąć kolejny krok.
Małe kroki zamiast „srebrnej kuli”
Red Bull ograniczył rozwój auta na końcówkę sezonu, bo – podobnie jak reszta stawki – przekierował zasoby na przełomowy 2026. Zamiast dużych poprawek liczą się więc iteracje: detale w pracy podłogi, korekty mechaniki zawieszenia, precyzyjniejsze mapy przepływu energii oraz – co ważne – rosnąca rola kierowców w doborze ustawień. Yuki Tsunoda spędził długie godziny w symulatorze po nieudanej Monzy, a zespół wprowadził zmiany w sposobie „zbierania” feedbacku. W opinii prelegenta:
Nie wierzymy w jedną „srebrną kulę”. To kombinacja wielu drobnych elementów wyciągnęła więcej osiągów z auta. Część to podłoga z Monzy, część to zmiany operacyjne. Jak daleko to nas poniesie w innych warunkach – nie wiemy. Mamy nadzieję, ale wkrótce się przekonamy.
Walka o drugie miejsce? „Skupiamy się na zrozumieniu auta”
W klasyfikacji konstruktorów Red Bull zredukował stratę do Mercedesa do 18 punktów. Zespół zastrzegł jednak, że nie patrzył na tabelę jak księgowy na arkusz – priorytetem jest opanowanie charakteru RB21. Jeśli przy okazji uda się wskoczyć na P2, nikt nie będzie narzekał, ale to ma być konsekwencja, nie cel sam w sobie. Firma Red Bull ogłosiła:
Nawet nie patrzymy na to z perspektywy konstruktorów. Najważniejsze jest zrozumienie kłopotliwego RB21. Jeśli po drodze odwrócimy wyniki i wskoczymy na drugie miejsce, potraktujemy to jako przyjemny skutek uboczny.
McLaren wciąż punktem odniesienia
Zandvoort i Spa boleśnie przypomniały, jak szybko McLaren potrafi odjechać w zakrętach o średnich prędkościach. To właśnie tam różnice w stabilności przy wejściu i przyczepności przy wyjściu składają się na „pół sekundy”, której może nie widać na pojedynczym kółku, ale w kontekście całego wyścigu już tak. Po Monzy i Baku Red Bull zyskał pewność, że potrafi trafić w okno pracy, ale benchmarkiem pozostaje regularność ekipy z Woking. Aby tę regularność dogonić, Red Bull postawił na operacyjne „usprawnienia 1%”:
- inny proces decyzyjny podczas weekendu (szybsze pętle feedbacku kierowca-inżynier-symulator),
- agresywniejsze korekty mechaniki pod konkretne typy zakrętów (zwłaszcza wolne 90°),
- pilnowanie temperatury opon i hamulców w upale, gdzie RB21 bywa kapryśny.
Co z tego wynika na finiszu sezonu?
Red Bull pokazał, że ma zestaw narzędzi, którym potrafi wygrywać na dwóch skrajnie różnych obiektach. Jednocześnie nie zakrył wszystkich „dziur w kołdrze” – a kalendarz wciąż zawiera tory, które bezlitośnie sprawdzają docisk i termikę. Jeśli McLaren znowu trafi w swoje okno, świetna passa RBR może stać się echem przeszłości. Jeśli jednak Red Bull utrzyma precyzję w swojej decyzyjności i czystość w egzekucji, końcówka sezonu zamieni się w partię szachów, gdzie o ostatecznym wyniku mogą zadecydować nawet milisekundy.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS

Alfa Romeo przesuwa Giulię i Stelvio. Nowe generacje dopiero w 2028, ale Quadrifoglio wraca do gry



