⏱️ 4 min.

Ferrari w testach przedsezonowych skupi się na dystansie, a nie tempie

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

05-01-2026 08:01
Formula 1

W erze wielkiej zmiany przepisów w F12026 Ferrari nie zamierza grać w grę pod tytułem „wygrywa ten, kto pierwszy sprawi wrażenie szybkiego”. Zespół wprost mówi, że na pierwszych testach nie interesuje go „czysta szybkość”, tylko to, czy samochód w ogóle przejedzie solidny dystans i da inżynierom wiarygodne punkty odniesienia.

To podejście wynika z wyjątkowego kalendarza zimowych jazd. W 2026 roku zespoły dostaną aż trzy tury testów przedsezonowych, bo zmiany obejmują jednocześnie jednostki napędowe i konstrukcję samochodów: mają być mniejsze, lżejsze i mocniej oparte o napęd elektryczny. Marketing lubi czasy okrążeń, inżynierowie lubią dane.

Trzy testy, dziewięć dni jazdy i prywatna Barcelona

W harmonogramie przed sezonem 2026 zaplanowano:

  • Barcelona-Catalunya: 26–30 stycznia,
  • Bahrajn: 11–13 lutego,
  • Bahrajn: 18–20 lutego.

Pierwsza tura w Barcelonie ma mieć charakter prywatny. Chodzi o to, by zespoły mogły „dotknąć” nowych reguł i podstawowej konfiguracji auta bez publicznej presji i bez wnikliwej obserwacji z zewnątrz. Sezon ma ruszyć w Australii podczas Grand Prix w dniach 6–8 marca. I właśnie dlatego Ferrari podkreśla, że w tej układance kluczowe jest tempo reakcji na problemy, a nie jednorazowy błysk.

Vasseur: w Barcelonie „czysta szybkość” jest mało istotna

Szef Ferrari Fred Vasseur stawia sprawę jasno: przy tak dużej rewolucji regulaminowej pierwszy cel to niezawodność i przejechany dystans. W jego ocenie dziewięć dni testów to luksus w porównaniu z ostatnimi latami, gdy standardem były trzy dni, ale to także zupełnie inny typ programu prac. Fred Vasseur powiedział:

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do dziewięciu dni testów. Przez ostatnie cztery czy pięć sezonów mieliśmy trzy. To przewaga, ale to też całkowicie inny program.

W praktyce Ferrari chce zbudować fundament: odpalić projekt, przejechać jak najwięcej okrążeń, wyłapać choroby wieku dziecięcego i mieć pewność, że zespół nie będzie tracić czasu na odtwarzanie tego, co powinno było zostać sprawdzone wcześniej. Vasseur wraca też do doświadczeń z początku poprzedniego sezonu, kiedy problemy (w tym dyskwalifikacja) miały, w jego narracji, hamować Ferrari w rozwoju:

Pierwszym celem w takim sezonie jest niezawodność. Najpierw musimy zrobić przebieg. Chcemy też uniknąć tego, co wydarzyło się w 2025 roku: na początku sezonu byliśmy pogubieni, przez dyskwalifikację straciliśmy przebieg i punkty odniesienia, a potem gonisz już tylko uciekający pociąg.

To właśnie dlatego Ferrari w Barcelonie ma priorytetyzować „przebieg, nie czyste osiągi”. Brzmi mało romantycznie, ale w F1 romantyzm zwykle kończy się na prezentacji malowania.

Dlaczego przebieg jest ważniejszy niż wynik tabeli na początku roku

W logice Vasseura kluczowe jest tempo uczenia się samochodu i zespołu: gdzie auto jest wrażliwe, co się przegrzewa, co się psuje, jak zachowują się nowe elementy układu napędowego i jak działa jako całość w dłuższych przejazdach. Jeśli coś wyjdzie na jaw dopiero w Bahrajnie, czasu na reakcję przed Australią może już nie być. W tym kontekście Ferrari chce, by pierwszy test dał odpowiedzi na pytania:

  • czy samochód potrafi bezproblemowo robić duży dystans,
  • co wymaga wzmocnienia lub przeprojektowania,
  • jakie są pierwsze, twarde punkty odniesienia dla rozwoju.

„Wersja A” na testach i auto, które w Melbourne będzie inne

Vasseur sugeruje też, że zespoły pojawią się na pierwszych jazdach nie z typowym samochodem przejściowym „tylko do kręcenia kilometrów”, ale z czymś, co można nazwać bazową specyfikacją. Jednocześnie ma to być dopiero początek, a nie docelowy kształt auta na start sezonu:

Wydaje mi się, że wszyscy przyjadą na pierwszy test nie z typowym samochodem przejściowym, ale powiedzmy z wersją A, która będzie wyglądała bardzo inaczej niż ta, która wyjedzie w Melbourne.

Czyli: nawet jeśli ktoś „wygra” pierwsze nagłówki w styczniu, to w marcu może nie mieć z tego nic. W Melbourne każdy i tak przywiezie wersję B.

F12 026 ma być wyścigiem w rozwoju

Szef Ferrari idzie dalej i wskazuje, co jego zdaniem naprawdę rozstrzygnie nową erę przepisów: zdolność do szybkiego rozwoju w trakcie sezonu. Wprost mówi, że nie będzie liczył się „pierwszy obrazek” sezonu ani nawet klasyfikacja po Australii. Liczyć ma się to, kto potrafi najszybciej iterować i dowozić poprawki.

Z jego perspektywy kampania 2026 to długi dystans i dla Ferrari, i dla rywali: można zaczynać wysoko lub nisko, ale stawka ma się przetasowywać. I właśnie dlatego pierwszy test ma być „poligonem niezawodności”, a nie konkursem na najładniejszy wykres z jednego szybkiego kółka.

Stawka: powrót Ferrari na szczyt

W tle jest oczywisty cel: Ferrari chce znów bić się o tytuł. Zespół nie zdobył mistrzostwa konstruktorów od 2008 roku, a poprzedni sezon zakończył na czwartym miejscu w klasyfikacji. Nowe przepisy otwierają okno szansy, ale też bezlitośnie karzą brak przygotowania na starcie projektu. Wnioski z narracji Ferrari są proste: na początku 2026 nie wygrywa ten, kto najgłośniej krzyczy „mamy tempo”, tylko ten, kto ma auto, które jeździ, uczy i pozwala rozwijać się szybciej niż konkurencja.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.