Ferrari SF-26 zaliczyło 121 okrążeń w deszczu

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Barcelona przywitała Ferrari SF-26 mokrą i kapryśną pogodą. Słowem: bez taryfy ulgowej. Nowy samochód wyjechał na tor w drugi dzień grupowego tzw. shakedownu Formuły 1 i od razu nabił zrobił ładny przebieg. Konkretnie 121 okrążeń, czyli około 560 km, a przy okazji zebrano sporo danych z jazdy na trzech typach ogumienia. 

Deszcz nie jest tu tłem, tylko głównym bohaterem, bo wymusza szybkie zmiany ustawień i sprawdza, czy systemy działają bez fochów. Ferrari od początku traktowało ten dzień jak porządny przegląd generalny, a nie pokaz fajerwerków.

Poranek: Leclerc, C2 i nagła ściana wody

Charles Leclerc ruszył dokładnie o 9:00, kiedy zapaliło się zielone światło na wyjeździe z alei serwisowej. Zaliczył okrążenie instalacyjne, wrócił na standardowe kontrole i dopiero potem zaczął „prawdziwe” kółka. Na średniej mieszance C2 przejechał 19 okrążeń, po czym ulewa przerwała program. Następnie Ferrari przestawiło auto na deszczową konfigurację i zaczęło zbierać dane na mokrym. Leclerc przejechał 15 okrążeń na oponach na pełny deszcz i 20 na oponach przejściowych, kończąc poranek z wynikiem 64 okrążeń.

Popołudnie: Hamilton i powtórka z deszczowego chaosu

Po 14:00 za kierownicą zameldował się Lewis Hamilton. Zaczynał na oponach na pełny deszcz, ale szybko przesiadł się na przejściówki i zrobił na nich 19 okrążeń, zanim deszcz znów zaczął padać mocniej. Po kolejnej przerwie warunki poprawiły się na tyle, że wrócił na tor, przejechał 28 okrążeń na oponach na pełny deszcz, a na koniec ponownie wskoczył na przejściówki, domykając dzień na 57 okrążeniach.

Co mówią wprost: mniej „forma”, więcej fundamentów

Charles Leclerc podsumował dzień jasno:

Dobrze było wrócić do samochodu i zacząć poznawać zupełnie nowy pakiet. Dziś chodziło o sprawdzenie systemów i zrozumienie, jak wszystko działa, a nie o osiągi, zwłaszcza przy tak mieszanych warunkach. Zrealizowaliśmy program i wszystko przebiegało zgodnie z oczekiwaniami, co jest pozytywnym startem i solidną bazą do dalszej pracy.

Lewis Hamilton zwrócił uwagę na kontekst zmian i to, co w takich dniach jest naprawdę „sukcesem”:

To był intensywny, ale produktywny pierwszy dzień, zwłaszcza przy mieszanej pogodzie. Udało nam się zrobić dobry przebieg i zebrać sporo przydatnych informacji, co ma znaczenie przy tak dużej zmianie przepisów. Nie było większych problemów i to daje nam solidny fundament, żeby uczyć się dalej i pracować przez kolejne dni.

Matteo Togninalli, szef inżynierii torowej, dołożył „kropkę nad i”:

Biorąc pod uwagę warunki, to był dla nas produktywny dzień. Mimo deszczu zrobiliśmy solidny przebieg i, co najważniejsze, nie mieliśmy dużych problemów z niezawodnością, a to jest kluczowy priorytet przy nowym samochodzie i nowej jednostce napędowej. Na rozmowy o osiągach jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie: teraz skupiamy się na zrozumieniu auta, poznaniu jego zachowania i budowaniu wiedzy krok po kroku przez kolejne dni, koncentrując się na sobie.

W skrócie: Ferrari nie sprzedaje dziś bajki o „szybkości”, tylko spokój. A w deszczu, na świeżym aucie i przy dużej zmianie przepisów, przeprowadzenie testów bez dodatkowych przygód to już sukces sam w sobie.

O autorze

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z wyboru – bezkompromisowa petrolheadka. W swoich tekstach łączę twarde dane techniczne z lekkim piórem, nutą ironii i kobiecą perspektywą. Od 2017 roku współtworzyłam portal petrofile.pl, a moje publikacje ukazywały się również w serwisach publicystycznych, w tym na łamach piszejakjest.pl. Prywatnie pasjonuję się fitnessem i zdrowym stylem życia, więc w motoryzacji również stawiam na dobrą formę i profilaktykę: regularny serwis, właściwą rozgrzewkę przed ostrzejszą jazdą i dbałość o podzespoły. Fanka F1, WEC i serii GT3.

© 2026 MotoGuru.pl