FIA zmienia test sprężania. Mercedes może być w tarapatach

Spektakl Formuły 1 może się rozegrać na całego, jeszcze przed pierwszą rundą w sezonie. Nie chodzi o rywalizację koło w koło, ani o naginanie regulaminu w zakresie skrzydła lub podłogi. Słowo klucz to… sprężanie w cylindrach. W tle krąży „trik”, który ma dawać Mercedesa i Red Bullowi wyższy stopień sprężania, a więc i lepsze osiągi – konkretnie ok. 0,3 s na okrążeniu, czyli mniej więcej 15 KM. Problem w tym, że obecne testy FIA mają go nie widzieć, bo badają silnik „na zimno”.
Jeśli to brzmi jak drobiazg, to właśnie dlatego jest groźne: różnica 0,3 s na okrążeniu „ot tak” to przepaść nie tylko w kwalifikacjach, ale i w wyścigu. Tempo tym bardziej procentuje, im dłuższy stint przejeżdża kierowca.
O co chodzi ze sprężaniem i gdzie jest haczyk
W grudniu 2025 pojawiły się informacje, że dwaj producenci silników – Mercedes i Red Bull – znaleźli szarą strefę rozwoju jednostek napędowych. Chodzi o rozwiązanie pozwalające uzyskać wyższy współczynnik sprężania cylindra. Efekt jest prosty w opisie: przy wyższym sprężaniu można spalić więcej mieszanki, co przekłada się na lepsze osiągi (w tym przypadku: ok. 0,3 s na okrążeniu i ok. 15 KM). Haczyk ma leżeć w warunkach – przewaga ma ujawniać się dopiero przy wysokich temperaturach, a dotychczasowe testy odbywają się na „zimnym” silniku, więc z założenia niczego nie są w stanie wyłapać.
Plan FIA: testy nie tylko na zimno
W styczniu miało odbyć się spotkanie, na którym dyskutowano możliwe wyjścia z sytuacji. I tu zaczyna się prawdziwy dylemat: zmienić sposób pomiaru i ryzykować, że część stawki nagle wypada poza regulamin, albo nic nie zmieniać i zaakceptować przewagę tych, którzy „przeczytali między wierszami”. Autosprint podał:
FIA ma utrzymać statyczne testy współczynnika sprężania, ale prowadzić je zarówno na zimno, jak i przy podwyższonych temperaturach. Kluczowe będzie, jak wysoką temperaturę uda się osiągnąć i czy to wystarczy, by wykryć rozwiązanie w silnikach Mercedesa.
Jeśli to się potwierdzi, to kierunek jest jasny: nie rewolucja w przepisach, tylko korekta warunków kontroli. Tyle że diabeł siedzi w szczegółach – dokładnie w tym, „jak ciepło” zrobi się w trakcie testu.
Kiedy zmiany i kto musi się zgodzić
Nowe testy mają zacząć obowiązywać od Grand Prix Australii, ale wcześniej muszą zostać przegłosowane przez FIA i producentów. W praktyce liczy się nie tylko wola FIA, lecz także arytmetyka polityczna: na zmianę musi się zgodzić 4 z 5 producentów. I tu nie trzeba być strategiem z pit wall, żeby przewidzieć układ interesów. Mercedes ma być przeciwny, bo to jego może zaboleć najbardziej. Reszta patrzy na to inaczej: albo wyrównujemy pole gry, albo gonimy uciekającego.
Kto na „tak”, kto na „nie” i dlaczego
W tej układance padają konkretne nazwiska i konkretne kalkulacje:
- Mercedes – naturalny kandydat do głosu „przeciw”, bo zmiana testu może uderzyć bezpośrednio w zgodność jednostki z regulaminem.
- Audi i Honda – mają być „za” zmianami.
- Red Bull – rozwiązanie miał skopiować, ale jednostki przygotowywane wspólnie z Fordem można elastycznie dostosować.
- Ferrari – miało już zacząć prace nad podobnym rozwiązaniem, ale jego debiut byłby planowany dopiero na 2027 rok. W tej sytuacji Ferrari także ma być „za” zmianami.
Największy straszak: dyskwalifikacje i presja czasu
Najbardziej zapalny fragment tej historii brzmi brutalnie: jeśli zmiana momentu pomiaru wykaże niezgodność, silniki Mercedesa mogłyby zostać uznane za nieregulaminowe. W skrajnym scenariuszu oznaczałoby to dyskwalifikacje aż 8 bolidów w stawce. Z drugiej strony, utrzymanie obecnego sposobu pomiaru oznaczałoby dalszą przewagę jednostek Mercedesa i konieczność nadrabiania u innych dostawców.
Czyli klasyczne „albo boli jednych, albo boli wszystkich”. Mercedes – jeśli nowe testy przejdą – będzie musiał szybko wprowadzić zmiany w silnikach. Problem w tym, że nawet szybkie poprawki mają zająć kilka tygodni. A sezon nie poczeka, nawet jeśli ktoś bardzo ładnie poprosi.
Co dalej: gorąca końcówka zimy
W praktyce wszystko rozbije się o dwa pytania: czy da się w warunkach testowych uzyskać temperatury, przy których „trik” faktycznie wychodzi na jaw, oraz czy producenci zbiorą wymagane 4 z 5 głosów za zmianą. Jeśli tak, Grand Prix Australii może zacząć się nie od opowieści o formie zespołów, tylko od nerwowego liczenia, kto zdążył dostosować silnik, a kto dopiero zaczyna gasić pożar. Jeśli nie, temat wróci jak bumerang – bo 0,3 s na okrążeniu nie znika od samego patrzenia w inną stronę.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



