⏱️ 3 min.

F1 studzi entuzjazm Indii. Powrót Buddh International Circuit nie nastąpi szybko

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

14-04-2026 18:04
McLaren F1, Oscar Piastri

Formuła 1 ucięła spekulacje po deklaracji indyjskiego ministra sportu i potwierdziła, że wyścigu w Indiach nie będzie w 2027 roku.

Seria jednocześnie nie zamknęła drzwi przed powrotem do tego kraju w kolejnych latach, ale jasno wskazała, że miejsce w kalendarzu jest dziś towarem deficytowym.

Buddh International Circuit wrócił do rozmów po słowach ministra sportu Mansukha Mandanayivy, który zapowiedział wyścig od 2027 roku i wskazał właśnie ten obiekt jako gospodarza. Tor nie jest dla F1 nowością, bo gościł Grand Prix Indii w latach 2011–2013. F1 odpowiedziała na te doniesienia oficjalnym komunikatem cytowanym przez PlanetF1.

Seria podkreśliła, że Indie pozostają ważnym rynkiem i mają bardzo zaangażowaną bazę kibiców, ale w sezonie 2027 wyścigu tam nie będzie.

Indie są wartościowym rynkiem dla dalszego wzrostu Formuły 1 i mają niesamowitą, pełną pasji bazę kibiców, ale nie będziemy się tam ścigać w 2027 roku. Zainteresowanie organizacją wyścigów Formuły 1 nigdy nie było większe, a liczba miejsc w kalendarzu jest ograniczona.

Dlaczego F1 zniknęła z Indii

Buddh International Circuit wypadł z kalendarza z powodu problemów podatkowych i biurokratycznych. Indyjski rząd nie był wówczas wystarczająco przekonany do inwestowania w ten sport, a promotorzy z JPSK Sports mieli pozostać z niezapłaconymi opłatami wyścigowymi na poziomie 51 mln dolarów (ok. 185,51 mln zł).

Według opisu sprawy ta kwota wciąż nie została uregulowana od czasu przejęcia Formuły 1 przez Liberty Media w 2017 roku. To tłumaczy, dlaczego temat powrotu do Indii brzmi atrakcyjnie medialnie, ale w praktyce nadal wymaga uporządkowania starych problemów, a nie tylko głośnych deklaracji.

Minister zapowiada pomoc państwa

Mansukh Mandanayiva przekonywał, że w ciągu sześciu miesięcy mają zostać dopracowane szczegóły organizacyjne. Zapowiedział też wsparcie rządu przy ulgach podatkowych, które wcześniej były jednym z głównych punktów spornych i podważały opłacalność całego przedsięwzięcia.

Minister twierdzi również, że Indie są dziś postrzegane jako bezpieczne i realne miejsce dla dużych wydarzeń sportowych w związku z sytuacją międzynarodową i trwającą wojną z Iranem. Dodał, że przed powrotem F1 kraj chce zorganizować zawody MotoGP, a rozmowy z Formułą 1 prowadzi obecnie Federacja Klubów Sportów Motorowych Indii.

Kalendarz F1 nie jest z gumy

Stanowisko Formuły 1 sugeruje jedno: sam apetyt gospodarza już nie wystarcza. Seria wprost przyznała, że zainteresowanie organizacją rund jest rekordowe, a liczba wolnych miejsc w harmonogramie pozostaje ograniczona.

To oznacza, że Indie muszą dziś wygrać nie tylko z własną przeszłością, ale też z konkurencją innych lokalizacji. Sam tor ma historię, kraj ma rynek i kibiców, lecz kalendarz nie rozciąga się tylko dlatego, że polityk powiedział „już”.

Tyle z szybkiego okrążenia entuzjazmu. W tle tej historii trwa też nietypowy moment sezonu, bo Formuła 1 ma wymuszoną kwietniową przerwę po odwołaniu Grand Prix Arabii Saudyjskiej i Bahrajnu z powodu konfliktów na Bliskim Wschodzie. Pojawiają się przy tym doniesienia, że wyścig w Dżuddzie może jeszcze wrócić do kalendarza jako przedostatnia runda sezonu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl