Lewis Hamilton twierdzi, że jego pierwsza wygrana w Ferrari „nie mogłaby być bliżej”. Po bardzo trudnym debiutanckim sezonie w Scuderii siedmiokrotny mistrz świata jest drugi w klasyfikacji F1 2026 i znów wygląda jak kierowca, który może realnie walczyć o zwycięstwa.
Ferrari wreszcie dało Hamiltonowi punkt zaczepienia
Hamilton w poprzednim sezonie nie miał komfortu budowania samochodu pod własne preferencje, bo nie uczestniczył w rozwoju konstrukcji na 2025 rok. Zmiana przepisów na sezon 2026 i lżejsze, zwinniejsze bolidy otworzyły mu znacznie lepszy punkt startu. Brytyjczyk wykorzystał też możliwość zmian w swoim otoczeniu, w tym przy pracy z personelem wyścigowym.
Po sześciu rundach jest drugi, ale Antonelli uciekł daleko
Hamilton zajmuje drugie miejsce w mistrzostwach po sześciu rundach sezonu 2026. Ma za sobą dwa kolejne finisze na drugim miejscu, a przed sobą Kimi Antonellego, który prowadzi w klasyfikacji i wygrał Grand Prix Monako. Różnica między nimi wynosi 66 punktów, więc ósmy tytuł Hamiltona pozostaje bardzo trudnym scenariuszem. Sam kierowca nie koncentruje się jednak na potencjalnie frustracjących danych, tylko na odbudowie formy i dalszym zmniejszaniu straty do Mercedesa. Hamilton po Grand Prix Monako ocenił swoją sytuację krótko:
Nie mogłoby być bliżej.
Leclerc ma problem, bo Hamilton przestał tylko „adaptować się”
Najmocniej zmianę widać w porównaniu z Charlesem Leclerkiem. Hamilton ma nad Monakijczykiem 15 punktów przewagi i prowadzi 5:4 w pojedynkach kwalifikacyjnych, licząc także sprinty. To duży zwrot po sezonie 2025, gdy przegrał z Leclerkiem kwalifikacje 7:23 i zakończył rok 86 punktów za zespołowym partnerem. Tamten sezon był dla niego pierwszym w 18-letniej karierze bez podium, a w pewnym momencie Hamilton sugerował nawet, że Ferrari powinno rozważyć zmianę kierowcy.
Vasseur dostał kredyt zaufania i zaczął go spłacać
Hamilton przypisuje dużą część poprawy Fredowi Vasseurowi. Szef Ferrari zna Brytyjczyka od dawna, bo razem zdobyli tytuł w GP2 w 2006 roku, ale sezon 2025 był dla obu wyjątkowo trudny. Kierowca podkreśla, że prosił Vasseura o konkretne zmiany w zespole i samochodzie, a Ferrari zaczęło dostarczać rozwiązania, które teraz przynoszą efekt. W jego ocenie znaczenie ma też niezawodność, bo bez niej nawet szybki bolid robi się tylko efektowną dekoracją garażu. Hamilton powiedział wprostk:
Nie osiągnąłbym tego bez tego zespołu, bez niezawodności, którą mamy, i bez Freda. Fred był świetny we wspieraniu mnie. W zeszłym roku było nam bardzo trudno, prosiłem go o pewne zmiany w moim zespole i samochodzie, a on je dowiózł.
Mercedes nadal jest celem, nie wspomnieniem
Największą przeszkodą Ferrari pozostaje Mercedes. Hamilton przyznał, że jego były zespół od dłuższego czasu znajduje się przed resztą stawki, a Scuderia nie była jeszcze w stanie dorównać temu tempu. Szczególnie mocno błyszczy Antonelli, który zwycięstwem w Monako wyrównał najlepszą serię Hamiltona w karierze: pięć kolejnych wygranych wyścigów. Dla Hamiltona to sytuacja osobliwa, bo ściga się z następcą w Mercedesie, a jednocześnie obserwuje moment, w którym młody kierowca zaczyna pisać własną historię.
Pierwsza wygrana dla Ferrari byłaby czymś więcej niż statystyką
Hamilton ostatni raz wygrał w Grand Prix Belgii 2024. Na torze finiszował wtedy drugi, ale zwycięstwo przypadło mu po dyskwalifikacji George’a Russella. Kolejna wygrana podniosłaby jego dorobek do 106 zwycięstw w Formule 1. W kontekście Ferrari miałaby jednak większe znaczenie niż sama liczba, bo potwierdziłaby, że sezon 2026 nie jest tylko chwilowym odbiciem po słabym roku.
Ferrari ma jeszcze sporo pracy, ale po fatalnym 2025 roku Brytyjczyk znów mówi o pasji, wierze w zespół i realnym pościgu za czołówką. To już nie brzmi jak terapia po rozczarowaniu, tylko jak początek i kontynuacja nowego rozdziału.






