Jak Max Verstappen zapatruje się na perspektywę zdobycia tytułu w 2025 roku?

Pawel Trafny
Paweł Trafny

Max Verstappen wrócił na najwyższy stopień podium w dwóch kolejnych wyścigach – we Włoszech i w Azerbejdżanie. Red Bull, który jeszcze kilka tygodni temu wyglądał jak cień samego siebie, niespodziewanie odzyskał konkurencyjność. Czy jednak te zwycięstwa naprawdę oznaczają powrót Holendra do walki o piąty tytuł mistrza świata?

Red Bull odradza się na torach „niskiego docisku

Red Bull Racing w Monzy i Baku odwrócił narrację z 2024 roku, kiedy te same obiekty były prawdziwą zmorą zespołu z Milton Keynes. Włoski tor, z długimi prostymi i niskim dociskiem, nigdy nie był sprzymierzeńcem Verstappena. Tym razem Holender nie tylko odniósł zwycięstwo, ale zrobił to w dominującym stylu. W Azerbejdżanie poszło mu równie gładko – świetna jazda w kwalifikacjach, trudne warunki i perfekcyjna pole position zostały przekute w pewne zwycięstwo dzień później. Kluczem do poprawy formy okazała się zmiana filozofii ustawień połączona z nową podłogą bolidu. To właśnie ten element – często pomijany przez kibiców – decyduje o stabilności auta w szybkich zakrętach i przy hamowaniu. Andrea Stella, szef McLarena, stwierdził, że taka poprawa sprawia, iż Verstappen staje się realnym zagrożeniem w walce o mistrzostwo dla Oscara Piastriego i Lando Norrisa.

Punkty, matematyka i twarda rzeczywistość

Po GP Azerbejdżanu strata Verstappena do lidera klasyfikacji, Oscara Piastriego, zmalała do 69 punktów. Zostało jeszcze siedem weekendów wyścigowych – teoretycznie wszystko jest możliwe. Jednak Holender pozostał chłodny wobec pytań o swoje szanse:

Nie polegam na nadziei. Zostało siedem rund, 69 punktów to dużo. Nie myślę o tym. Jadę wyścig po wyścigu, starając się zdobywać jak najwięcej punktów. A po Abu Zabi zobaczymy.

To charakterystyczna dla Verstappena postawa – koncentracja na tu i teraz, bez kalkulacji. Choć kibice chcieliby widzieć scenariusz rodem z hollywoodzkiego thrillera, on sam podchodzi do sprawy pragmatycznie.

Dlaczego Monza i Baku miały znaczenie

Dwa zwycięstwa z rzędu nie są dziełem przypadku. Monza to tor, który tradycyjnie obnażał słabości Red Bulla. W przeszłości nawet dominujące konstrukcje miały tu problemy. Fakt, że w 2025 roku Verstappen wygrał tam z zapasem, pokazuje, że problemy zostały rozwiązane. Jak dodał Verstappen:

Monza nigdy nie była dla nas mocnym punktem, więc takie zwycięstwo to ogromny plus. Baku bywało w porządku, ale nigdy świetne – poza może sezonami 2021 i 2022. Dlatego taki weekend był dla nas bardzo ważny.

W Baku Red Bull również poprawił wynik względem poprzednich lat, udowadniając, że aktualny pakiet działa na wymagających torach ulicznych o niskim docisku.

Singapur – prawdziwy test siły

Przed Red Bullem stoi jednak największe wyzwanie – Singapur. To miejsce, które rok wcześniej obnażyło wszystkie słabości austriackiego zespołu, a przede wszystkim – bolidu. Wysoki docisk, nierówna nawierzchnia i trudna charakterystyka toru okazały się prawdziwą zmorą. Verstappen podkreślił:

Singapur to zupełnie inne wyzwanie. Trzeba tam jechać z dużym dociskiem. Zobaczymy, co zdołamy osiągnąć. Na razie ostatnie dwa weekendy były dla nas niesamowite, ale tam sytuacja znów się zmieni.

McLaren ma szczególne powody do optymizmu – to właśnie w warunkach dużego docisku ich samochód czuje się najlepiej. Jeśli Verstappen chce naprawdę zbliżyć się do walki o tytuł, musi pokazać świetnąformę także w Singapurze.

Verstappen – pretendent czy outsider?

Matematyka nie kłamie – 69 punktów to dystans do zniwelowania tylko w przypadku serii błędów McLarena i perfekcji po stronie Red Bulla. Verstappen wie, że sytuacja jest trudna, ale to on ma doświadczenie i spokój, które mogą okazać się bezcenne. Dla kibiców to scenariusz, o którym marzą – powrót mistrza, który jeszcze kilka tygodni temu był skreślany, teraz sprawia, że sezon 2025 znów nabiera rumieńców. A czy Red Bull utrzyma tempo i czy Verstappen faktycznie stanie się „czarnym koniem” mistrzostw, okaże się już w Singapurze.

Siedem rund oznacza pulę nawet 175 punktów do zgarnięcia przez Holendra, pod warunkiem nie tylko samych zwycięstw, ale i wykręcenia najszybszych okrążeń w wyścigu. Piastri, dojeżdżając drugi, mógłby zgarnać 126 „oczek”, które z zapasem starczyłoby na zdobycie tytułu z przewagą okrągłych 20 punktów.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl