Charles Leclerc po kraksie w Grand Prix Monako ostro skrytykował hamulce w swoim Ferrari, a Brembo szybko odpowiedziało stanowczym komunikatem. Sprawa jest delikatna, bo dotyczy wieloletniego partnera Scuderii i układu, który w Formule 1 decyduje nie tylko o tempie, ale też o zaufaniu kierowcy do samochodu.
Ferrari ma już kierunek: konfiguracja Hamiltona
Najważniejszy skutek całej historii nie sprowadza się do radiowej frustracji Leclerca. Monakijczyk zapowiedział, że od następnego wyścigu przejdzie na konfigurację stosowaną przez Lewisa Hamiltona, która ma być wewnętrznym rozwiązaniem Ferrari.
To istotny sygnał, bo Hamilton od dawna był znany z dużej wrażliwości na pracę hamulców. W czasach Mercedesa wielokrotnie wpływał na dobór materiałów w układzie hamulcowym, a w Ferrari miał naciskać na zmianę tarcz pod własne preferencje.
Według doniesień AutoRacera Hamilton korzysta z innych tarcz od kwalifikacji na Suzuce. Chodzi o elementy dostarczane przez francuską firmę Carbon Industrie, a nie o klasyczną konfigurację kojarzoną z Brembo.
Leclerc rozbił się tam, gdzie chwilę wcześniej Stroll
Do wypadku doszło w ostatnim zakręcie toru w Monako, czyli w Antony Noghes. W tym samym miejscu chwilę wcześniej rozbił się Lance Stroll, a świeża łata asfaltu sprawiała kłopot także włodarzom FIA podczas przerwy w wyścigu.
Leclerc przejechał wcześniej blisko 90% dystansu wyścigu tym bolidem. Problem, według jego relacji, pojawił się dopiero po okresie jazdy za samochodem bezpieczeństwa po kraksie Strolla. Monakijczyk twierdził, że po restarcie stracił realną kontrolę nad układem hamulcowym. W jego ocenie działał tylko „jeden z czterech hamulców”, a zachowanie samochodu przypominało sytuację, w której zacisków niemal nie było w aucie.
„To przez te cholerne hamulce”
Tuż po uderzeniu w bandę Leclerc nie próbował maskować emocji. Przez radio od razu zrzucił winę na układ hamulcowy Ferrari.
Nawet nie będę brał za to winy na siebie. To przez te cholerne hamulce.
Po opuszczeniu kokpitu Leclerc podtrzymał krytykę, choć mówił już spokojniej. Kierowca Ferrari stwierdził, że jazda nie była tylko trudna, lecz w pewnym momencie stała się niemożliwa.
Nie mogłem nic zrobić. Zahamowałem tak lekko, jak to tylko było możliwe. To nawet nie było hamowanie, co najwyżęj lekkie oparcie stopy na pedale hamulca.
Brembo: za wcześnie na techniczne wyroki
Brembo zareagowało szybko, bo wypowiedzi Leclerca uderzały bezpośrednio w reputację firmy. Włoska grupa podkreśliła, że jest zaskoczona słowami kierowcy Ferrari i nie zna jeszcze przyczyn problemu:
Obecnie firma nie zna przyczyn problemów, jakich doświadczył Charles Leclerc, dlatego uważa za przedwczesne wyciąganie ostatecznych wniosków technicznych przed przeanalizowaniem wszystkich dostępnych danych.
Producent przypomniał, że współpracuje z Ferrari od ponad 50 lat. Relacja obejmuje nie tylko układy hamulcowe Brembo, lecz także inne marki z grupy, w tym sprzęgła AP Racing oraz amortyzatory Ohlins. Brembo zaznaczyło, że w takich sytuacjach konieczna jest analiza danych telemetrycznych wspólnie z inżynierami zespołu. Firma podkreśliła też swoją obecność w całej stawce Formuły 1.
Leclerc przyznał się do jednego błędu
Leclerc nie wycofał się z krytyki, ale wskazał jedną decyzję, którą po fakcie uznał za nietrafioną. Jego zdaniem błędem było pozostanie przy znanej konfiguracji hamulców na torze takim jak Monako.
Nie chciałem nic zmieniać w ten weekend i za to w pewnym sensie mogę być winny, ponieważ uznałem, że na takim torze jak Monako dobrze będzie zacząć z hamulcami, które już znam.
To pokazuje, że spór nie dotyczy wyłącznie awarii lub zużycia. W tle jest także kwestia preferencji kierowców, materiałów tarcz i tego, jak bardzo Ferrari powinno dopasować samochód do stylu każdego z nich. Najbliższy wyścig będzie więc dla Leclerca czymś więcej niż powrotem po kraksie. Będzie testem konfiguracji Hamiltona i odpowiedzią na pytanie, czy problem z Monako był jednorazowym incydentem, czy symptomem głębszego kłopotu z zaufaniem do hamulców.






