Lando Norris musiał wycofać się z wyścigu po problemach z jednostką napędową. Najpierw pojawił się deficyt mocy i kłopot z poziomem naładowania baterii, a chwilę później zapadła decyzja o zjeździe do alei serwisowej.
Pierwszy sygnał przyszedł w tunelu
Najbardziej wymowny moment nastąpił jeszcze zanim Norris otrzymał końcowy komunikat przez radio. George Russell bez większego problemu wyprzedził go w tunelu, co na takim odcinku samo w sobie wyglądało jak sygnał ostrzegawczy. To nie był zwykły pojedynek, tylko sytuacja pokazująca, że samochód Norrisa tracił normalną skuteczność w fazie przyspieszenia.
Deficyt mocy i bateria pod kontrolą zespołu
Norris wcześniej zgłaszał problemy z brakiem mocy oraz poziomem naładowania baterii. We współczesnej Formule 1 takie objawy szybko wpływają na tempo, obronę pozycji i możliwość jazdy w tempie rywali. Kierowca może nadal prowadzić samochód, ale każde wyjście z zakrętu zaczyna wtedy przypominać walkę z narzędziem, które nagle przestało słuchać.
Decyzja była szybka
Po komunikacie radiowym Norris zjechał do alei serwisowej i zakończył udział w wyścigu. Zespół nie przeciągał sytuacji, bo przy problemach z jednostką dalsza jazda rzadko daje sensowną korzyść sportową, a może narobić niepotrzebnych kosztów. Dla kierowcy to wyjątkowo frustrujący scenariusz: najpierw traci tempo, potem pozycję, a na końcu zostaje mu już tylko bezpieczne odstawienie bolidu do alei serwisowej.






