⏱️ 3 min.

Mekies podsumował: Mocny debiut Hadjara. Red Bull musi gonić Mercedesa i Ferrari

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

10-03-2026 14:03
Isack Hadjar
Źródło: Getty Images / Red Bull Content Pool

Isack Hadjar mocno wszedł do Red Bulla już w swoim debiucie, kwalifikując się w Australii w pierwszej trójce. Weekend nie zamienił się jednak w pełny sukces, bo Francuz odpadł z wyścigu, a Red Bull już po pierwszej rundzie otwarcie przyznaje, że na razie ustępuje Mercedesowi i Ferrari.

Mocny Hadjar

Na sobotę najmocniej zapracował Hadjar, który w swoim pierwszym kwalifikacyjnym występie dla ekipy z Milton Keynes wywalczył trzecie pole startowe. Do pole position George’a Russella zabrakło mu 0,785 s, ale sam wynik i tak był dla Red Bulla jasnym punktem weekendu. Sytuację zespołu mocno skomplikował Max Verstappen, który odpadł już w Q1 po wypadku wywołanym zablokowaniem tylnej osi.

Holender ruszał do wyścigu z 20. pola, co od razu ustawiło niedzielę w trybie ratunkowym, a nie ofensywnym. Hadjar po starcie z trzeciego miejsca stracił kilka pozycji. Laurent Mekies wyjaśnił później, że Francuz miał problem z baterią, a jego wyścig zakończył się definitywnie na 11. okrążeniu, gdy z RB22 zaczął wydobywać się dym. Szef Red Bulla nie ukrywał, że mimo nieukończenia wyścigu występ debiutanta zrobił na nim bardzo dobre wrażenie.

Laurent Mekies pod wrażeniem

W realiach całkowicie nowych samochodów i nowych jednostek napędowych taki weekend był dla kierowcy wyjątkowo trudnym testem. Laurent Mekies podsumował występ Hadjara wprost:

Miał fantastyczny weekend. Przyjechał tutaj z dość ograniczonym przebiegiem po testach i od pierwszego okrążenia w piątkowym FP1 był we właściwym tempie. W kwalifikacjach poradził sobie znakomicie i ustawił samochód na trzecim miejscu, czyli prawdopodobnie tak wysoko, jak było można w sobotę. Dziś był na dobrej drodze do świetnego początku wyścigu, zanim zorientował się, że nie mamy odpowiedniego naładowania baterii.

Solindy podścig Verstappena

Z punktu widzenia całego weekendu Red Bull wywiózł z Melbourne także solidny pościg Verstappena. Mistrz świata przebił się z końca stawki na szóste miejsce, więc zespół zebrał sporo informacji przed kolejną rundą, choć nie wszystkie wnioski muszą brzmieć przyjemnie dla uszu w garażu. Mekies przyznał, że w tempie wyścigowym Red Bull był co najmniej na poziomie McLarena, ale nie był w stanie walczyć ani z Ferrari, ani z Mercedesem.

To ważna deklaracja, bo pada już po pierwszym weekendzie sezonu i bez pudrowania obrazu samym wynikiem z kwalifikacji. Albert Park dał zespołowi pełne 58 okrążeń materiału do analizy. Red Bull uważa, że znajduje się w walce, ale równocześnie wie, że sama rywalizacja w czołówce nie wystarczy, jeśli rozwój auta nie będzie szybszy niż u rywali. Mekies podkreślał, że zespół ma ambicję i obowiązek poprawić swoją pozycję w stawce.

Red Bull w grze o czołowe miejsca

Według szefa Red Bulla punktem wyjścia pozostaje to, że ekipa już od pierwszego weekendu jest obecna w grze o czołowe miejsca, nawet jeśli na razie nie rozdaje kart. W podobnym tonie wypowiadał się także Verstappen, który po wyścigu przekonywał, że nie jest zaniepokojony stratą do Mercedesa, mimo że na mecie zabrakło mu do George’a Russella 54,617 s. Taka różnica wygląda brutalnie, ale początek sezonu 2026 i nowe przepisy już teraz pokazują, że układ sił może jeszcze długo pozostawać ruchomy. Największym zwycięzcą tego weekendu po stronie Red Bulla pozostaje więc sam Hadjar. Debiutant pokazał tempo, spokój i zdolność do szybkiego wejścia w nowe realia, a zespół dostał sygnał, że ma kierowcę gotowego do punktowania, o ile technika przestanie płatać figle.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl