Red Bull ma za sobą kolejny trudny weekend w sezonie 2026, a po Grand Prix Japonii w zespole nikt nie ma dobrego nastroju. Isack Hadjar po wyścigu przyznał wprost, że atmosfera jest zła, a ekipa próbuje zrozumieć, skąd bierze się spadek formy. To mocny sygnał, bo jeszcze niedawno taki ton w Milton Keynes byłby nie do pomyślenia.
Pozycja Red Bulla w tabeli zaczyna wyglądać niepokojąco. Zespół ma na koncie 16 punktów, z czego cztery zdobył Hadjar w Grand Prix Chin, i zajmuje dopiero szóste miejsce w klasyfikacji konstruktorów.
Wyścig Hadjara szybko się posypał
Hadjar ruszał z ósmego pola po tym, jak po raz drugi w tym sezonie pokonał Maxa Verstappena w kwalifikacjach. Holender nie awansował wtedy do finałowej części czasówki, ale w samym wyścigu Francuz nie zdołał przekuć dobrego początku w solidny wynik. Kierowca Red Bulla zakończył rywalizację na 12. miejscu, choć początek zapowiadał się lepiej.
Na pierwszych okrążeniach stracił kilka pozycji po tym, jak bardzo wcześnie wyczerpał energię z baterii, a potem ugrzązł za Arvidem Lindbladem z Racing Bulls. Po jedynym wyjeździe samochodu bezpieczeństwa spadł nawet na 13. lokatę i ostatecznie odrobił już tylko jedną pozycję.
Problem nie dotyczył jednego zakrętu ani jednego momentu
Hadjar po wyścigu opisał sytuację bardzo konkretnie. Nie mówił o pechu ani o drobiazgu, który zabrał wynik, tylko o problemie, który ciągnął się przez dużą część dystansu. Isack Hadjar podsumował swój wyścig tak:
To był po prostu bardzo długi wyścig. Miałem dobry start i walczyłem z Pierre’em Gaslym dokładnie tak, jak chciałem na pierwszym okrążeniu. Bardzo wcześnie skończyła mi się energia z baterii na prostej start-meta i wszyscy zaczęli mnie wyprzedzać okrążenie po okrążeniu, gdy próbowałem odzyskać energię. Przez dłuższy czas byłem zablokowany, więc w samochodzie nie było zbyt przyjemnie.
Taki opis dobrze pokazuje, że problem Red Bulla nie wygląda na jednorazowy incydent. W Formule 1 nawet udana sobota niewiele daje, jeśli w niedzielę auto nie pozwala bronić pozycji ani zarządzać tempem bez strat.
Verstappen też nie dał zespołowi oddechu
Max Verstappen został sklasyfikowany na ósmym miejscu, więc Red Bull nie miał nawet komfortu ratowania weekendu mocnym wynikiem lidera. Zespół, który zwykle był punktem odniesienia, dziś słyszy od własnych kierowców, że walczy raczej w środku stawki niż na jej czele. To już nie jest drobne potknięcie, tylko wyraźny trend. Hadjar przyznał też, że przerwa przed kolejnym wyścigiem w Miami będzie ważna dla zrozumienia problemów i znalezienia osiągów. Brzmi to jak klasyczne szukanie odpowiedzi w danych, ale tym razem w Red Bullu nikt nie udaje, że wszystko jest pod kontrolą.
Nadzieja jest w nowej wersji samochodu
Najważniejsza deklaracja z padoku dotyczy tego, co ma wydarzyć się dalej. Zespół liczy, że kolejna wersja auta realnie poprawi sytuację, bo bez tego walka o powrót do czołówki może się szybko zamienić w gaszenie pożaru weekend po weekendzie. O nastrojach w ekipie Hadjar powiedział wprost:
Nie jest dobrze. Ale wszyscy pochylili głowy i próbują zrozumieć, co się dzieje. Miejmy nadzieję, że kolejna wersja samochodu naprawdę zrobi różnicę. Tyle.





