⏱️ 5 min.

Red Bull zaprezentował nowy bolid na sezon 2026. Najciekawsze jest to, czego nie pokazano

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

16-01-2026 08:01
RedBull RB22

Detroit, światła, scena i nowe barwy Red Bulla – ale prawdziwy „smaczek” tej prezentacji to nie lakier, tylko to, co schowano pod karbonową karoserią. RB22 ma otworzyć nową erę Formuły 1 w sezonie 2026, a w tle dzieje się więcej niż kosmetyka. I tak, Ford wraca na samochód Red Bulla w sposób, który ma znaczyć coś więcej niż ładne logo.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo: niebieska baza, żółty nos, byki na bokach. Tyle że diabeł, jak zwykle, siedzi w detalach – i w polityce technicznej, której nikt jeszcze nie chce pokazać konkurencji.

Lakier niby ten sam, ale jednak inny

Red Bull na sezon 2026 nie robi rewolucji w malowaniu. Niebieski jest odrobinę jaśniejszy, logotypy byków dostały biały obrys, a całość wraca do połysku (zamiast matu). Najbardziej „czytelna” nowość jest z tyłu: logo Forda pojawia się wyraźnie na tylnej części karoserii. Nie bez powodu miejsce prezentacji zdradzało, że ten rok ma dla Red Bulla szczególny ciężar: to Ford zaprosił media do Detroit, a na scenie pokazano auto Maxa Verstappena w nowej odsłonie. W oczy rzuca się też nowy numer startowy – Verstappen w 2026 ma jeździć z „3”.

RedBull RB22

Ford nie chce być tylko naklejką

Przez ostatnie lata Red Bull ścigał się z jednostkami Hondy (od 2019) i było to – delikatnie mówiąc – pasmo bardzo udanych sezonów. Gdy pojawiły się sygnały, że Japończycy mogą stracić zapał do F1, Red Bull uruchomił własny projekt budowy jednostki napędowej. Centrum rozwojowe w parku technologicznym w Milton Keynes działało już na pełnych obrotach, kiedy Ford zgłosił gotowość do współpracy. Ford podkreśla:

To nie jest akcja „naklejka na karoserii”. Pomogliśmy przede wszystkim przy elektrycznej części nowej hybrydy V6, dorzuciliśmy też elementy z druku 3D oraz część rozwiązań turbosprężarki.

Na samym evencie w Detroit silnika jednak nie pokazano. Zobaczyliśmy tylko oficjalne logo wspólnego przedsięwzięcia. Wchodzimy w nowy cykl przepisów, więc nikt rozsądny nie będzie rozdawał rywalom zdjęć „wnętrzności” na tacy – zwłaszcza że rola napędu ma znowu urosnąć.

Wizualizacje zdradzają więcej niż sceniczny pokaz

Ciekawostka: fani dostali więcej, niż zwykle w takich momentach, ale nie z podestu. Równolegle opublikowano komputerowe wizualizacje RB22 i one już wyglądają na bardziej „uszyte na miarę” niż model pokazowy stojący na scenie. Różnic jest sporo, a część brzmi jak zapowiedź ostrej zabawy z aerodynamiką.

RedBull RB22

Najbardziej rzuca się w oczy ekstremalnie wąski nos, połączony z przednim skrzydłem dwoma zewnętrznymi wspornikami. Boki auta są mocno podcięte (jak wcześniej), a nad wlotami powietrza znowu widać charakterystyczny „nawis”. Na tym nie koniec – widać też ostre krawędzie trójkątnych płyt końcowych przedniego skrzydła oraz nowe elementy przy przedniej krawędzi podłogi, w których wycięto dwa głębokie nacięcia. W skrócie, lista tego, co sugerują wizualizacje:

  • bardzo wąski nos i zewnętrzne mocowania do przedniego skrzydła,
  • mocne podcięcie sekcji bocznych i „nawis” nad wlotami powietrza,
  • trójkątne płyty końcowe przedniego skrzydła z ostrymi krawędziami,
  • dwa głębokie nacięcia w nowych elementach przy krawędzi podłogi,
  • zawieszenie z popychaczem z przodu i z tyłu (wcześniej przód był typu ciągnionego).

Tylko spokojnie: te obrazy trzeba oglądać z rezerwą. Red Bull już nieraz pokazywał materiały „na prezentację”, które potem nie miały wiele wspólnego z autem ustawionym na starcie sezonu. W Melbourne, za niecałe dwa miesiące, RB22 może wyglądać zupełnie inaczej. Ale kierunek – i agresja w detalach – robią wrażenie (choć to jeszcze nie dowód, że będzie szybkie).

Bez Neweya, Hornera i Marko: nowe rozdanie w Red Bullu

Oczekiwania są ogromne, bo to projekt „z nowego otwarcia” – również mentalnie. Budowa własnej jednostki napędowej to dla każdego zespołu wyścigowego zadanie gigantyczne, nawet jeśli część inżynierów udało się ściągnąć od konkurencji. A i przy podwoziu pojawiają się znaki zapytania: kiedyś Red Bull miał Adriana Neweya i słynął z tego, że przy dużych zmianach przepisów potrafił być zabójczo skuteczny.

RedBull RB22

Teraz Newey projektuje już dla Aston Martina, więc jego następcy muszą dopiero udowodnić, że potrafią skleić równie spójny koncept (i że mają w zanadrzu tę samą bezczelną kreatywność). W Detroit Red Bull pokazał się razem z siostrzanym zespołem Racing Bulls a w samym teamie zaszły kolejne duże zmiany. Laurent Mekies jedzie pierwszy pełny sezon jako szef zespołu – przejął stery latem po Christianie Hornerze. Końcówka poprzedniego sezonu miała mu dać zapas zaufania u Verstappena i Olivera Mintzlaffa, ale w F1 kredyt bywa krótkoterminowy (zwłaszcza gdy wyniki nie dowożą). Dodatkowo Mekies nie może już opierać się na doświadczeniu Helmuta Marko – jego kontrakt rozwiązano w przerwie zimowej.

Verstappen z numerem 3 i nowy, młody partner

Jeśli coś w Red Bullu ma dziś gwarantować poziom, to kierowca. Max Verstappen – czterokrotny mistrz świata – zostaje, mimo słabszych momentów w poprzednim sezonie, a jego kontrakt obowiązuje do 2028 roku. To dobra wiadomość dla zespołu, ale i ostrzeżenie: rywale na pewno nie przestaną próbować go podebrać, więc Red Bull musi dać mu maszynę, która pozwoli walczyć na samym przodzie. Zagadka dotyczy za to nowego kolegi z garażu.

Isack Hadjar dostaje szansę u boku Verstappena jako bardzo młody kierowca: ma 21 lat i na koncie zaledwie 23 wyścigi. To brzmi jak szybki kurs pływania na głębokiej wodzie – a ta woda ma jeszcze śruby w środku (czytaj: presję i porównania do najlepszego w stawce).

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl