Max Verstappen po dwóch zwycięstwach z rzędu w Monzy i Baku znów wrócił do gry o mistrzostwo świata Formuły 1 2025. Holender ma 69 punktów straty do Oscara Piastriego i 44 do Lando Norrisa, a na stole leży jeszcze 199 punktów. Matematyka daje mu szanse, ale rzeczywistość stawia poprzeczkę bardzo wysoko.
Piąty z rzędu tytuł
Walka o piąty z rzędu tytuł dla Verstappena wymaga nie tylko perfekcyjnej serii zwycięstw, lecz także sporej dawki nieszczęścia po stronie McLarena. Nawet jeśli Holender wygra wszystkie pozostałe wyścigi i sprinty, a Piastri w każdym z nich zajmie drugie miejsce, Red Bull odzyska tylko 52 z 69 punktów. Scenariusz, w którym Piastri lub Norris zaliczają awarię albo wypadają z czołówki, to jedyna realna furtka dla obrońcy tytułu. Kłopot Verstappena polega na tym, że musi dogonić nie jednego, a dwóch rywali. Dodatkowo jego partner z Red Bulla, Yuki Tsunoda, nie jest w stanie pełnić roli skrzydłowego, regularnie odbierając punkty konkurencji.
Małe pole manewru
Holender i jego ekipa mogą więc jedynie kontynuować strategię „wyścig po wyścigu” i wykorzystywać okazje tam, gdzie RB21 okazuje się najlepszy. Włoska Monza i azerskie Baku były dla Red Bulla poligonem sukcesu. W niskim docisku RB21 błyszczał, a nowy pakiet aerodynamiczny wprowadzony we Włoszech zadziałał bez zarzutu. Teraz wyzwaniem staje się Singapur, gdzie liczy się maksymalny docisk i panowanie nad tempem w wolnych zakrętach. Jak powiedział Laurent Mekies, szef Red Bulla w Baku:
Obserwujemy sytuację wyścig po wyścigu. Nie analizujemy tabeli, nie myślimy o konstruktorach. Skupiamy się na tym, jak odblokować czas okrążenia i jakie ryzyko warto podjąć. Obecnie wolimy podejście wysokiego ryzyka, by uczyć się jak najwięcej do końca sezonu.
Drugi z rzędu tytuł konstruktorów dla McLarena
Takie podejście sprawia, że Red Bull nie ma nic do stracenia. Presja spada na Piastriego, Norrisa i McLarena, którzy mają wszystko do stracenia. Zespół z Woking zapewnił już sobie niemal drugi z rzędu tytuł konstruktorów, ale kierowcy wciąż walczą o pierwsze od 2008 roku mistrzostwo świata. Mekies nie ukrywał, że inspiracją jest sam Verstappen i jego instynkt w ustawianiu auta. Zespół coraz częściej daje pierwszeństwo uwagom Holendra zamiast komputerowym symulacjom. To przynosi efekty – w Monzy i Baku RB21 był konkurencyjny zarówno na prostych, jak i w zakrętach. Teraz przyjdzie sprawdzian na wymagających torach, w tym w Singapurze, który rok temu jako jedyny wymknął się Red Bullowi, co podkreślił Mekies:
Singapur od zawsze był dla nas trudny. To będzie test, co tak naprawdę przestało działać, a co wciąż mamy pod kontrolą. Po nim wrócimy na tory ze średnimi prędkościami, gdzie McLaren ostatnio nas zdominował, jak w Zandvoort czy Spa.
McLaren wciąż się obawia Verstrappena
Po drugiej stronie barykady McLaren nie pozwala sobie na lekceważenie. Szef zespołu Andrea Stella zachowuje pragmatyzm i wie, że Max wciąż jest zagrożeniem:
Mówimy o Maxie Verstappenie, o Red Bullu. Widzieliśmy w Monzy, że dokonali wyraźnego postępu – byli szybcy w zakrętach, na prostych, wszędzie. A my wiemy, że jeśli Max ma konkurencyjne auto, potrafi dowieźć wyniki. W Baku wiedzieliśmy, że będzie nam trudno. W Singapurze spodziewamy się lepszego występu, ale Max pozostaje w walce o tytuł.
Przed Verstappenem i Red Bullem trudna droga – z jednej strony ograniczenia sprzętu na torach wymagających dużego docisku, z drugiej – konieczność liczenia na błędy rywali. Jedno jest pewne: dopóki są punkty do zdobycia, Holender nie odpuści. McLaren ma komfort w postaci przewagi punktowej, ale historia Formuły 1 nie raz pokazała, że o mistrzostwie decydują detale – i odrobina szczęścia lub pecha.






