Toyota urządziła pokaz siły w Japonii. Evans wygrał, Solberg ratował punkty po kraksie

Patrycja Miętus - redaktor
Patrycja Miętus

Elfyn Evans wygrał Rajd Japonii i umocnił prowadzenie w klasyfikacji WRC. Toyota zajęła cztery pierwsze miejsca w domowej rundzie, a Oliver Solberg po sobotnim wypadku wrócił tylko po komplet punktów za Super Sunday i Power Stage.

Rajd Japonii był ostatnią asfaltową rundą ery Rally1. Zmiana terminu z jesiennego na wiosenny miała przynieść gorące i suche warunki, ale już po czwartkowym deszczu załogi dostały od trasy zupełnie inny komunikat. Wilgoć, szybko zmieniająca się przyczepność i zużycie opon zrobiły z tego rajdu coś więcej niż tylko domowy występ Toyoty.

Evans nie błyszczał efektowną szarżą. On po prostu nie pękł

Evans i Scott Martin przejechali 20 asfaltowych odcinków bez poważnego błędu. Brytyjczyk objął prowadzenie po świetnym czasie na próbie Isegami’s Tunnel, gdy przeskoczył z czwartego miejsca na pierwsze. Na koniec piątku miał już 15,7 s przewagi nad Oliverem Solbergiem. Od tego momentu Evans nie oddał prowadzenia.

Nawet gdy Solberg wygrał dwa sobotnie poranne odcinki i zmniejszył stratę do 10,6 s, lider mistrzostw utrzymał kontrolę nad tempem. Finał nie miał hollywoodzkiego pościgu, bo Evans zrobił coś cenniejszego: dowiózł zwycięstwo bez podarowania rywalom prezentu. Na mecie Evans pokonał Sebastiena Ogiera o 12,8 s. To było jego drugie zwycięstwo w sezonie 2026 i trzecia wygrana w Rajdzie Japonii. Dzięki temu został najskuteczniejszym kierowcą w historii tej imprezy.

Toyota wzięła wszystko, co było najważniejsze

Toyota Gazoo Racing zajęła cztery pierwsze miejsca. Za Evansem i Ogierem finiszował Sami Pajari, który stracił 51,4 s i zdobył swoje piąte podium w sezonie. Takamoto Katsuta zakończył domowy rajd na czwartym miejscu, ze stratą 1 min 03,5 s. Dla Katsuty był to wynik po solidnej odbudowie, ale nie spełnienie marzeń przed własną publicznością.

Już na pierwszym odcinku pojechał szeroko na wilgotnym fragmencie, uderzył w brzeg drogi i złapał kapcia. Później dołożył jeszcze wyjazd z trasy na trzeciej próbie, więc pogoń zaczynał z pozycji mocno niewygodnej. Evans powiększył przewagę w mistrzostwach do 20 punktów nad Katsutą. Sam zwycięzca tonował nastroje i mówił, że na rozmowy o tytule jest jeszcze za wcześnie. W Japonii ważniejsze było to, że Toyota na asfalcie wyglądała jak zespół, który ustawił sobie rajd pod linijkę.

Solberg był szybki, ale kolejny raz zapłacił za asfalt

Oliver Solberg zaczął rajd bardzo mocno, bo wygrał pierwszy odcinek i objął prowadzenie. Potem tracił do Evansa, ale w sobotę znów zbliżył się do walki o zwycięstwo. Ten scenariusz skończył się gwałtownie na 10. odcinku specjalnym. Solberg stracił kontrolę nad Toyotą GR Yaris Rally1 i uderzył w słup.

Uszkodzenie prawego tylnego zawieszenia było zbyt poważne, by kontynuować jazdę tego dnia. To był jego trzeci wypadek na asfalcie w tym sezonie, więc uwaga Ogiera o zbyt dużym ryzyku nie wzięła się znikąd. Szwed wrócił w niedzielę i uratował maksimum z tego, co jeszcze zostało do uratowania. Wygrał Super Sunday i Power Stage, zdobywając komplet 10 bonusowych punktów. Brzmi jak pocieszenie, ale w walce o sezon takie punkty są bardzo cenne.

Hyundai dalej męczył się z asfaltem

Najlepszym kierowcą Hyundaia był Adrien Fourmaux, który zajął piąte miejsce. Francuz postawił przed rajdem na agresywne, suche ustawienie, więc piątkowa wilgoć mocno utrudniła mu początek. Gdy odcinki przeschły, jego wybór ustawień zaczął się odwdzięczać i od dziewiątej próby był najwyżej sklasyfikowanym kierowcą marki.

Thierry Neuville przez chwilę wyglądał obiecująco, zwłaszcza w wilgotnych warunkach. W piątek rano jechał nawet czwarty, przed Pajari i Katsutą. Gdy nawierzchnia wyschła, a Hyundai musiał wrócić na twardą oponę Hankook, Belg stracił wyczucie samochodu. Do problemów Neuville’a doszła awaria hamulca ręcznego w sobotnie popołudnie. Ostatecznie spadł na szóste miejsce, a w niedzielę narzekał, że auto znów było praktycznie nie do prowadzenia na suchym asfalcie o niskiej przyczepności. To nie był subtelny sygnał dla zespołu. To była czerwona lampka z syreną.

Paddon, M-Sport i WRC2: spokojna jazda też miała wartość

Hayden Paddon zajął siódme miejsce w swoim pierwszym asfaltowym starcie w Rajdzie Japonii. Nowozelandczyk poprawiał tempo wraz z przebiegiem imprezy, ale nie wiadomo, czy później w sezonie dostanie trzeci samochód Hyundaia na rundy szutrowe. Ósme miejsce wywalczył Jon Armstrong, najlepszy kierowca M-Sport Forda. Irlandczyk z Północy miał szczęście po kontakcie z barierą w sobotę, a do tego walczył z problemem interkomu po tym, jak pot dostał się do systemu.

Josh McErlean zamknął pierwszą dziesiątkę po stracie ponad dwóch minut na zmianę koła na piątym odcinku. W WRC2 walka rozstrzygnęła się dopiero na końcu. Nikolay Gryazin wygrał Lancią po tym, jak Alejandro Cachon obrócił samochód, próbując odrobić 2,8 s straty. Rajd Japonii przypomniał, że na asfalcie czasem wystarczy jeden błąd, by z planu na zwycięstwo została co najwyżej elegancka teoria.

O autorze

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl