Ponad pół tysiąca nowych aut z rocznika 2024 wciąż stoi u dealerów. Modele tych marek zalegają najczęściej

Na portalu OTOMOTO wciąż widać ogłoszenia 683 nowych samochodów z rocznika 2024. Dane pokazują, że nie jest to problem całego rynku, lecz przede wszystkim konkretnych marek.
Najwięcej takich aut mają dziś Ford, Mercedes i MG. W pierwszej dziesiątce znalazły się też Kia, Toyota, Hyundai, Volkswagen, Porsche, BMW i Renault, więc problem rozkłada się na kilku dużych graczy, a nie jednego pechowego producenta.
Które marki mają największy zapas aut?
W zestawieniu prowadzi Ford z wynikiem 87 aut. Dalej są Mercedes z 75 egzemplarzami i MG z 68, a potem Kia z 48 oraz Toyota z 46 autami. W dalszej części stawki znalazły się Hyundai z 36 autami, Volkswagen z 34, Porsche z 28, BMW z 23 i Renault z 22 egzemplarzami.
Już sama czołówka pokazuje, że największy ciężar zalegających ofert skupia się w kilku markach.
Nie każdy napęd sprzedaje się tak samo
Najwięcej ogłoszeń dotyczy aut benzynowych, których naliczono 349. Dalej są hybrydy z wynikiem 123, diesle z 88, elektryki z 59, hybrydy plug-in z 57 i LPG z zaledwie 4 autami. Same liczby nie mówią jeszcze wszystkiego, ale układ rynku jest czytelny.

Benzyna dominuje ilościowo, natomiast gorzej wyglądają napędy elektryczne i PHEV, bo ich udział w zalegających ofertach pozostaje wyraźny mimo mniejszej skali całego rynku.
Automat stał się standardem
W ogłoszeniach zdecydowanie przeważają samochody z automatem, których jest 566. Manual pojawia się w zdecydowanie mniejszej liczbie samochodów, więc rynek praktycznie przestał traktować ręczną skrzynię jako domyślny wybór. To kolejny sygnał, że dealerzy trzymają na placach przede wszystkim auta skonfigurowane pod obecne przyzwyczajenia klientów.
Problemem nie jest więc sam brak automatu, tylko to, że nawet dobrze wyposażony samochód nie sprzeda się szybko, gdy nie trafia w oczekiwania ceny lub napędu.
SUV rządzi, ale nie daje gwarancji sprzedaży
Najwięcej zalegających aut stanowią SUV-y, których jest 298. Dalej są kombi z 97 ofertami, kompakty z 85, sedany z 76, kombivany z 45, coupe z 33 i auta miejskie z 21 egzemplarzami. SUV pozostaje najmocniejszym typem nadwozia na rynku, ale ten segment też nie jest odporny na dłuższe postoje.
Droższa konfiguracja albo mniej oczywisty napęd potrafią skutecznie zatrzymać sprzedaż, nawet jeśli nadwozie teoretycznie powinno „robić robotę”.
Co z tego wynika dla kupującego?
Najważniejszy wniosek jest prosty: rynek nie odrzuca całych segmentów, tylko konkretne wersje, które słabiej wpisują się w oczekiwania klientów. W praktyce oznacza to mocniejszą pozycję negocjacyjną po stronie kupującego.
Można więc liczyć na rabaty na poziomie 10–15%, a przy trudniejszych modelach nawet 20–25%. W autach premium może to już oznaczać dziesiątki tysięcy złotych, więc plac dealera bywa dziś nie tylko parkingiem, ale i polem do sensownych negocjacji.
Rynek rozszedł się z konfiguracjami
Dane pokazują, że zalegające auta nie tworzą przypadkowego magazynu niesprzedanych roczników. To raczej zbiór wersji, które rozminęły się z popytem, choć na papierze często wyglądają rozsądnie.
Z perspektywy klienta to dobra wiadomość. Z perspektywy dealerów trochę mniej, bo rynek coraz wyraźniej mówi, że sam znaczek na masce już nie wystarczy.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

To nie Verstappen był najszybszym kierowcą w 24h Nürburgring. Lamborghini otarło się o rekord

Czy Verstappen jeszcze wróci na 24h Nürburgring? Jest jedno „ale”

Jucandella po 24h Nürburgring: To po prostu pech. Awaria mechaniczna

24h Nürburgring: Mercedes triumfuje po usterce zespołu Verstappena




