Alfa Romeo zmienia kurs po zbyt ostrej próbie przejścia na elektromobilność. Marka należąca do Stellantis nie zostanie sprzedana, choć wokół niej pojawiły się spekulacje o chińskich producentach, arabskich funduszach i przyszłości fabryki w Cassino.
Nowe Giulia i Stelvio nie będą już tylko elektryczną obietnicą
Najważniejsza zmiana dotyczy przyszłych generacji Giulia i Stelvio. Inżynierowie mają dostosować rozwijane platformy tak, aby obsługiwały nie tylko napęd elektryczny, ale także silniki spalinowe i układy hybrydowe. To wyraźne odejście od wcześniejszego planu, w którym Alfa Romeo od 2027 roku miała sprzedawać wyłącznie auta elektryczne.
Obecne benzynowe modele pozostaną w ofercie dłużej, aby ta włoska marka przetrwała okres przejściowy. Dla kierowców przywiązanych do klasycznej Alfy to dobra wiadomość, ale dla Stellantisa oznacza kosztowną korektę strategii. Cofanie tak dużej decyzji nigdy nie jest tanie, nawet jeśli brzmi jak zdrowy rozsądek podany po włosku.
FaSTLAne 2030 to ratunkowy zwrot po spadku sprzedaży
Nowa globalna strategia nosi nazwę FaSTLAne 2030. Jej znaczenie jest większe niż kolejny korporacyjny slogan, bo Stellantis próbuje naprawić skutki wcześniejszej, zbyt radykalnej elektryfikacji. Plan czysto elektrycznej Alfy nie zadziałał tak, jak zakładano. Sprzedaż spadła, a fabryka w Cassino na kilka miesięcy praktycznie wyhamowała.

fot. wizualizacja
Po odejściu Carlosa Tavarese ze stanowiska szefa Stellantisa stery przejął Antonio Filosa, który zdecydował się na gwałtowną zmianę kierunku. Alfa Romeo dostała przede wszystkim więcej elastyczności w kwestii napędów.
Stellantis zaprzecza sprzedaży, ale plotki nie wzięły się znikąd
W tle pojawiły się informacje o możliwej sprzedaży Alfy Romeo, Maserati oraz fabryki w Cassino. Według włoskich doniesień zainteresowanie miały wykazywać chińskie firmy motoryzacyjne oraz fundusze inwestycyjne ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To pokazuje, jak napięta stała się sytuacja wokół włoskich marek Stellantisa.
Szef marketingu Alfy Romeo, Cristiano Fiorio, publicznie odrzucił scenariusz sprzedaży. Ta włoska marka nie zostanie wystawiona na sprzedaż. Stellantis próbuje ratować tę markę od środka, zamiast odcinać ją od koncernu albo wprowadzać na giełdę jako niezależny byt.
Alfa i Maserati mają zarabiać na ekskluzywności
Jednym z narzędzi ratunkowych jest program Bottegafuoriserie. Po raz pierwszy Alfa Romeo i Maserati mają działać pod jednym dachem w obszarze wyjątkowych, drogich i krótkoseryjnych samochodów. To przesunięcie akcentu z masowej sprzedaży na klientów kolekcjonerskich.
Najlepszym symbolem tej strategii jest 33 Stradale. Włosi zaoferowali limitowany supersamochód z możliwością wyboru między napędem elektrycznym a benzynowym silnikiem V6. Wszyscy 33 nabywcy wybrali wersję spalinową, co dla Alfy Romeo jest sygnałem trudnym do zignorowania.
Marzenie o drodze Ferrari znowu musi poczekać
Sergio Marchionne już przed laty widział Alfę Romeo jako niezależne imperium na wzór Ferrari. Ten scenariusz nadal pozostaje jednak bardziej romantyczną wizją niż realnym planem. Alfa Romeo zostaje w Stellantisie i walczy o sensowną przyszłość w ramach większego koncernu.
Największym problemem tej włoskiej marki jest dziś nie brak historii, lecz brak stabilnego pomysłu na teraźniejszość. Elektryczna rewolucja została wyhamowana, spalinowe modele dostały więcej czasu, a ekskluzywne serie mają poprawiać rachunek ekonomiczny. Alfa Romeo znów próbuje się odrodzić, ale tym razem bez udawania, że jeden napęd rozwiąże wszystkie problemy.






