Audi przez chwilę próbowało zrobić z nazw modeli coś w rodzaju drogowskazu: nieparzyste numery dla spalinowych, parzyste dla elektryków. Teoretycznie prosto. W praktyce wyszło tak, że część klientów zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie potrzebuje tłumacza do konfiguratora. I właśnie dlatego marka teraz mówi wprost: to była pomyłka.
Plan był taki: benzyna i diesel mają jeździć pod nieparzystymi oznaczeniami, a elektryki pod parzystymi. Stąd ruch, który wywołał najwięcej zamieszania: A4 stało się A5. A skoro nomenklatura ma być „spójna”, to ciągnie to za sobą także S5 oraz nadchodzące RS 5, które ma zastąpić RS 4.
Skąd wzięła się ta plątanina?
W teorii liczba miała wprost podpowiadać rodzaj napędu. W praktyce oznaczało to, że model od lat znany jako A4 nagle „awansował” na A5, chociaż w głowie wielu osób A5 to po prostu inna półka i inny pomysł na auto. I tu pojawił się zgrzyt: nazwa miała wyjaśniać, a zaczęła zaciemniać. Co ważne, Audi nie poszło w tę logikę do końca. Marka zdecydowała, że nowe A6 z silnikiem spalinowym nie będzie nazywało się A7, mimo że według wcześniejszego klucza brzmiałoby to „zgodnie z tabelką”. Widać, że nawet wewnątrz firmy ktoś w końcu usłyszał, jak to wszystko brzmi na głos.
Szef Audi: błąd i powrót do starych zasad
Podczas rozmów z australijskimi mediami na targach motoryzacyjnych w Monachium zeszłej jesieni, prezes Audi nie owijał w bawełnę. Gernot Döllner:
Tak jak mówiliśmy wcześniej w tym roku, to był błąd i go naprawiliśmy. Wrócimy do naszej starej nomenklatury: „A” oznacza samochody z płaską podłogą, „Q” oznacza SUV-y, a liczba oznacza rozmiar samochodu lub jego segment. Kropka.
W praktyce oznacza to powrót do logiki, którą większość kierowców i tak miała już w głowie: litera mówi „co to jest”, a liczba „jak duże”. Bez gimnastyki i bez dopowiadania sobie, czy parzysta cyfra to przypadkiem nie deklaracja światopoglądowa.
A5 z powrotem jako A4? Taki scenariusz jest na stole
Najciekawsze dopiero się zaczyna, bo temat nie kończy się na A6 i ogólnych deklaracjach. Australijski dziennik Drive zapytał Döllnera wprost, czy Audi rozważa powrót do starej nazwy także w przypadku A5 nowej generacji, czyli przemianowanie go z powrotem na A4. Odpowiedź była krótka i znacząca: to możliwe. Jeśli do tego dojdzie, najbardziej prawdopodobnym momentem wydaje się odświeżenie auta w połowie cyklu produkcyjnego (czyli wtedy, gdy i tak robi się porządki w ofercie). A skoro A5 miałoby wrócić do korzeni jako A4, to konsekwencje obejmą też sportowe odmiany:
- S5 musiałoby podążyć za zmianą nazwy bazowego modelu.
- RS 5, planowane jako następca RS 4, również wylądowałoby w nowej-starej szufladzie.
To trochę jak cofnięcie źle postawionego przecinka: niby detal, ale potrafi uratować sens całego zdania.
Co z elektrycznym A4 i gdzie tu „e-tron”?
Pojawia się też pytanie o wersję zasilaną akumulatorem. Skoro Audi wycofało się z planu przejścia na ofertę wyłącznie elektryczną na większości rynków od 2033 roku, to przez jakiś czas w gamie mogą funkcjonować równolegle auta spalinowe i elektryczne o bardzo podobnej „tożsamości” modelowej. Żeby to rozróżnić, najbardziej logiczny wydaje się dopisek „e-tron” – powinien wystarczyć, by oddzielić elektryczne A4 od spalinowego A4, bez robienia kolejnej rewolucji w numerkach.
Nie tylko nazwy: Audi sprząta też inne własne zagadki
Nazewnictwo to nie jedyny obszar, w którym marka przyznaje, że nie wszystko zagrało. Audi ma świadomość, że także oznaczenia typów silników potrafią być mylące. Do tego doszedł przykład z wnętrza: dotykowe suwaki na kierownicy zostały zastąpione tradycyjnymi rozwiązaniami, bliższymi temu, czego ludzie faktycznie chcą używać na co dzień.
To pokazuje, że firma potrafi się cofnąć, gdy coś nie działa – nawet jeśli wcześniej wyglądało to świetnie w prezentacji. A dla kierowcy jest to zwykle ważniejsze niż idealna teoria: żeby po prostu było jasno, co kupuje, i jak to nazwać bez pięciu przypisów.






