Audi A6 e-tron poległo w teście łosa. Elektryczne kombi szybko straciło kontrolę

Audi A6 Avant e-tron zaliczyło jedną z najbardziej kompromitujących porażek w historii testów łosia. Elektryczna wersja prestiżowego modelu nie tylko nie spełniła wymagań testu, ale zrobiła to w stylu, który zaskoczył nawet doświadczonych testerów ze Szwecji. Wynik? Znacznie poniżej normy i bardzo daleko od wizerunku „bezpiecznego auta” segmentu premium.
Test łosia, czyli brutalny sprawdzian rzeczywistości
Szwedzki magazyn Technikens Värld przeprowadził klasyczny test łosia, czyli próbę gwałtownego wymijania przeszkody przy rosnącej prędkości. Aby samochód został uznany za bezpieczny, musi przejechać manewr z prędkością 72 km/h bez utraty kontroli. Audi A6 Avant e-tron z napędem na tylną oś nie sprostało temu zadaniu. Auto zaczęło tracić przyczepność już przy 62 km/h. To wynik wyraźnie poniżej standardów tej klasy i – jak podkreślili testerzy – najgorszy, jaki kiedykolwiek zanotowano dla samochodu tej wielkości i typu.
Co dokładnie poszło nie tak?
Jak podało Technikens Värld, problemem nie była pojedyncza wada, lecz niebezpieczna kombinacja kilku czynników. Podczas skrętu samochód zachowywał się tak, jakby całkowicie ignorował polecenia kierowcy. Firma Technikens Värld napisała:
Opony nie mają przyczepności podczas skrętu, samochód jedzie prosto, a system kontroli stabilności nie robi nic, by spowolnić pojazd.
Innymi słowy: elektronika, która w teorii powinna ratować sytuację, w praktyce nie reagowała wystarczająco szybko ani zdecydowanie.
Paradoks: świetne hamowanie, fatalny unik
Co ciekawe, te same testy wykazały, że Audi A6 e-tron bardzo dobrze wypada w próbach hamowania na wprost. Samochód skutecznie i stabilnie wytraca prędkość, gdy jedzie prosto. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy trzeba jednocześnie skręcać i panować nad masą pojazdu. Ten kontrast tylko pogłębia krytykę, bo pokazuje, że układ jezdny i systemy bezpieczeństwa nie działają spójnie w sytuacjach awaryjnych.
Nowy trend w motoryzacji? Elektronika zbyt „łagodna”
Szwedzi zwrócili uwagę na zjawisko, które coraz częściej pojawia się w nowoczesnych autach – zbyt zachowawczo skalibrowane systemy stabilizacji toru jazdy. Antypoślizg działa później i mniej agresywnie niż kiedyś, co w teorii ma poprawiać komfort i naturalne odczucia z jazdy. Firma Technikens Värld oceniła, że w przypadku A6 e-tron to podejście okazało się błędem. Gdyby system reagował wcześniej, samochód miałby realną szansę zaliczyć test.
Opony też dokładają swoje trzy grosze
Drugim istotnym czynnikiem okazały się opony o niskich oporach toczenia, typowe dla aut elektrycznych. Takie ogumienie sprzyja zasięgowi i efektywności, ale często oferuje słabszą przyczepność w dynamicznych manewrach. Według Technikens Värld, Audi A6 Avant e-tron z lepszymi oponami oraz ostrzej działającym systemem stabilizacji mogłoby spełnić wymagania testu. W obecnej konfiguracji jednak wyraźnie zawiodło.
Prestiż kontra fizyka
Audi A6 e-tron trafiło wcześniej na rynek norweski i miało być pokazem technologicznej dojrzałości marki w segmencie elektrycznych modeli klasy wyższej. Elgtest brutalnie zweryfikował te ambicje. W tej próbie nie liczy się marketing, tylko fizyka i kalibracja elektroniki – a tutaj zabrakło jednego i drugiego. Dla marki, która od lat buduje wizerunek bezpieczeństwa i przewidywalności, to wynik wyjątkowo niewygodny. I sygnał, że w pogoni za zasięgiem i „komfortowym prowadzeniem” łatwo przekroczyć cienką granicę, za którą zaczyna się realne zagrożenie.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?



