Przekraczanie prędkości pozwala dotrzeć do celu szybciej, ale rzeczywista oszczędność czasu bywa znacznie mniejsza, niż podpowiada intuicja. Analiza blisko 120 mln przejazdów wykazała, że przestrzeganie ograniczeń wydłużyłoby przeciętną codzienną podróż o zaledwie około 54 sekundy.
Przestrzeganie ograniczeń oznaczało średnio 54 sekundy różnicy
Badacze przeanalizowali niemal 120 mln tras zrealizowanych w Stanach Zjednoczonych. Z ich obliczeń wynika, że kierowca konsekwentnie przestrzegający ograniczeń prędkości spędziłby w drodze średnio tylko około 54 sekundy dziennie więcej, czyli nieco ponad sześć minut tygodniowo. Jednocześnie autorzy ustalili, że 43,2% badanych przejazdów obejmowało przynajmniej jeden przypadek przekroczenia dozwolonej prędkości.
Wyniki nie oznaczają jednak, że można je bezpośrednio odnieść do każdego kraju, kierowcy i rodzaju drogi, ponieważ są średnią wyliczoną na podstawie milionów amerykańskich podróży. Najważniejszy wniosek dotyczy rozbieżności między rzeczywistym a odczuwanym zyskiem. Kierowcy często są przekonani, że szybsza jazda pozwoliła im zaoszczędzić kilka lub kilkanaście minut, choć po uwzględnieniu świateł, korków i zmian ograniczeń różnica może wynosić jedynie kilkadziesiąt sekund.
Dlaczego kierowcy przeceniają korzyści z wyższej prędkości?
Zjawisko to jest znane w psychologii jako „time-saving bias”, czyli złudzenie oszczędności czasu. Człowiek ma skłonność do oceniania wzrostu prędkości w sposób liniowy, mimo że czas przejazdu nie zmniejsza się proporcjonalnie do wskazania prędkościomierza. Podniesienie prędkości z 30 do 50 km/h na tej samej trasie może wyraźnie skrócić podróż. Zwiększenie jej ze 110 do 130 km/h daje już znacznie mniejszy efekt, choć w obu przypadkach różnica wynosi 20 km/h.
Dobrze pokazuje to prosty przykład przejazdu 100 km. Przy stałej prędkości 110 km/h zajmie on około 54 minut i 33 sekund, natomiast przy 130 km/h około 46 minut i 9 sekund. Teoretyczna różnica przekracza osiem minut, ale wystarczy zjazd z autostrady, wolniejszy odcinek, korek lub postój, by część zysku szybko zniknęła.
Kilka kilometrów na godzinę więcej prawie niczego nie zmienia
Wielu kierowców ustawia tempomat nieco powyżej ograniczenia, licząc na zauważalnie wcześniejszy przyjazd. Tymczasem jazda z prędkością 135 zamiast 130 km/h na odcinku 100 km pozwala teoretycznie oszczędzić mniej niż dwie minuty. W codziennym ruchu wynik może być jeszcze skromniejszy. Sygnalizacja świetlna, skrzyżowania, wolniejsze pojazdy i ograniczenia miejscowe sprawiają, że średnia prędkość całej podróży pozostaje znacznie niższa od chwilowego wskazania prędkościomierza.

fot. GDDKiA
Stąd bierze się dobrze znana sytuacja, w której kierowca wykonuje serię wyprzedzeń, a po kilku kilometrach spotyka wyprzedzone samochody na tych samych światłach. Podobnie bywa na autostradzie, gdy auta pozostawione wcześniej w tyle pojawiają się na tej samej stacji paliw.
Szybsza jazda nadal skraca podróż, ale nie zawsze znacząco
Badanie nie podważa praw fizyki. Przy tej samej odległości wyższa prędkość rzeczywiście oznacza krótszy czas przejazdu, co wynika bezpośrednio ze wzoru opisującego zależność czasu, drogi i prędkości. Na długiej trasie autostradowej pokonywanej bez utrudnień różnica może wynosić nawet kilkadziesiąt minut. Taki przejazd nie odzwierciedla jednak większości codziennych podróży, podczas których tempo jazdy wielokrotnie się zmienia.
Autorzy badania skupili się właśnie na rzeczywistych przejazdach, obejmujących skrzyżowania, korki, zwężenia i różne ograniczenia. W takich warunkach chwilowe przyspieszanie często daje znacznie mniej, niż oczekuje kierowca.
Największym problemem jest błędna ocena zysku
Złudzenie oszczędności czasu nie polega na przekonaniu, że prędkość nie ma znaczenia. Polega na przecenianiu skali korzyści, przez co kierowca może podejmować ryzykowniejsze decyzje dla zysku, który w praktyce okazuje się niewielki.
W efekcie dynamiczne wyprzedzanie, częste zmiany pasa lub jazda tuż powyżej limitu mogą przynieść kilkadziesiąt sekund przewagi. Niekiedy cały „wyścig” kończy się wspólnym oczekiwaniem na tych samych światłach – i to jest najlepszy test skuteczności pośpiechu.






