⏱️ 3 min.

Elektryczne BMW M3 chce brzmieć jak legenda z V10

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

24-01-2026 11:01
Elektryczne BMW M3 chce brzmieć jak legenda. Włącza V10, ale tylko w głośnikach

BMW szykuje elektryczne M3 i wie, że część fanów będzie tęsknić za dźwiękiem spalin. Zamiast udawać, że „cisza to nowa emocja”, marka idzie w drugą stronę i buduje całe audio-show z nutami V8, rzędowej szóstki i V10. Brzmi jak ryzykowny teatr, ale przynajmniej ma przełącznik.

Nowe M3 na prąd ma powstać na bazie architektury Neue Klasse, a roboczo mówi się o nazwie i3M (nazwa nie jest jeszcze przesądzona). Ważniejsze jest jednak to, że elektryk nie ma zastąpić spalinowego M3 – ma je uzupełnić i stać obok, jako druga ścieżka dla tych, którzy chcą osiągów, ale już w innym świecie napędu.

Dźwięk z ikon, ale nagrany na hamowni

BMW nie poszło w czyste „generowanie z komputera” w stylu syntezatora. Do nagrań ściągnięto trzy auta, które mają w portfolio M swój ciężar gatunkowy: M3 GTS z 4,4-litrowym V8, M4 GTS z 3-litrową podwójnie doładowaną rzędową szóstką oraz klasyczne M6 z 5-litrowym V10 bez doładowania. Ich brzmienie zarejestrowano na hamowni, a potem „warstwami” wpleciono w ścieżkę dźwiękową elektrycznego prototypu. Przy mocnym wciśnięciu gazu pojawia się wrażenie narastania doładowania, jakby silnik budował ciśnienie, a obok słychać świsty turbosprężarek i ten charakterystyczny, wysoki „śpiew” napędu EV. To miks, który ma przypominać przeszłość, ale nie udawać jej jeden do jednego.

Syntetyczne zmiany biegów, czyli teatr z wyłącznikiem

Dźwięk nie ma działać w próżni. BMW planuje też symulowane zmiany biegów, podobnie jak robią to dziś sportowe elektryki w stylu Hyundai Ioniq 5 N i Ioniq 6 N. Cel jest prosty: dopasować „akcję” do dźwięku, żeby kierowca nie miał wrażenia, że audio to nakładka z osobnej bajki. Najważniejsza informacja dla purystów jest taka, że te dodatki mają być opcjonalne i łatwe do wyłączenia. Czyli możesz dostać emocje „z głośnika”, ale możesz też pojechać na czysto, bez udawania czegokolwiek. W praktyce BMW celuje w wybór, nie w przymus:

  • tryby dźwięku inspirowane klasycznymi M,
  • symulowane przełożenia zsynchronizowane z audio,
  • możliwość wyłączenia efektów i jazdy „bez wzmacniaczy smaków”.

Osiągi mają imponować: 4 silniki i bateria 100 kWh

Sam dźwięk nie zdobędzie serc klientów, jeśli reszta nie będzie się zgadzać. BMW potwierdza, że elektryczne M3 dostanie cztery silniki elektryczne i akumulator100 kWh, który ma wytrzymać jazdę torową. Marka nie podaje jeszcze finalnej mocy, ale wiadomo, że każde z czterech kół ma być sterowany indywidualnie. To otwiera drogę do zaawansowanego wektorowania momentu obrotowego, czyli precyzyjnego „dawkowania” siły na koła pod kątem prowadzenia i trakcji.

Do tego dochodzi jeszcze jedna ciekawostka dla tych, którzy lubią prostsze recepty na frajdę z jazdy: przewidziano opcjonalny tryb napędu tylko na tył. To ważne, bo cztery silniki i inteligentne sterowanie potrafią zrobić z auta maszynę skuteczną, ale nie zawsze „zadziorną” w odbiorze. Tryb tylnonapędowy daje szansę na bardziej klasyczne zachowanie, zależnie od warunków, ustawień i preferencji.

Most między epokami, ale bez obietnicy, że wszystkich kupi

BMW wyraźnie próbuje zbudować pomost między dawnym światem M a elektrycznym „tu i teraz”. Dźwięki z V8, rzędowej szóstki i V10 mają być przypomnieniem tego, za co ludzie kochali M, a symulowane przełożenia mają dodać rytmu i „wrażeń” podczas przyspieszania. To może zadziałać na tych, którzy chcą wejść w świat EV bez poczucia, że ktoś im wyrwał z rąk połowę wrażeń.

Z drugiej strony, to nadal będzie tylko warstwa doświadczenia, nie mechanika spalania. I dobrze, że BMW zostawia wybór – bo jeśli ktoś chce elektrycznego M3 bez sztuczek, to powinien móc jechać bez orkiestry w tle.

Tagi: BMW, BMW M3

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

Jeżdżę, piszę, testuję. Wierzę, że każdy samochód ma swoją historię – trzeba tylko umieć ją opowiedzieć.

© 2026 MotoGuru.pl