⏱️ 3 min.

BMW wyjaśniło, dlaczego M3 i M5 mają tylne drzwi, które „nie pasują” do nadkoli

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

13-11-2025 10:11
BMW wyjaśniło, dlaczego M3 i M5 mają tylne drzwi, które „nie pasują” do nadkoli

BMW od lat budzi emocje, ale niewiele elementów rozpala dyskusję tak bardzo jak tylne drzwi w M3 i M5. Modele oferują świetne prowadzenie i osiągi, lecz ich stylistyka wciąż dzieli fanów. Największe kontrowersje wzbudza punkt, w którym drzwi kończą się nagle przed poszerzonymi nadkolami. Dla jednych to błąd projektantów, dla innych – świadomy zabieg, który podkreśla charakter M-ki. I właśnie tę drugą wersję potwierdziło samo BMW.

Obecna generacja M3 i M5 ma poszerzone tylne nadkola, które nadają im muskularny profil i odróżniają je od zwykłych wersji. Konstrukcyjnie to klasyczny motyw samochodów o aspiracjach torowych: mocne ramiona tylnej osi, wizualnie podkreślone szerokością i geometrią błotników. I właśnie w tym miejscu wielu entuzjastów oczekiwało równie rozbudowanych, specjalnych tylnych drzwi, które płynnie łączyłyby się z rozszerzoną linią nadwozia.

Dlaczego BMW nie poszerzyło drzwi w M3 i M5?

BMW zdecydowało inaczej. Firma pozostawiła standardowe tylne drzwi, a poszerzeniu uległy jedynie tylne błotniki. To świadomy krok, który – jak podkreśliło przedsiębiorstwo – był zgodny z filozofią działu M. Frank van Meel, szef BMW M, wyjaśnił, że ten „przeskok wizualny” nie jest błędem, lecz kluczowym elementem charakteru. Jak powiedział Frank van Meel w rozmowie z Auto Express:

Jeśli spojrzysz na M3, jednym z powodów, dla których wygląda tak dobrze, jest wyciągnięcie tylnego nadkola. Projektanci chcieli nowych drzwi, ale ja mówiłem: nie. Nasi klienci również nie. Jeśli nadwozie jest o 25 mm szersze, a różnica względem drzwi jest wyraźna, powstaje efekt jak w samochodzie wyścigowym. To sprawia, że M3 wygląda tak dobrze. Nie jest gładko – widać moc.

M4 rozwiązało to inaczej – ale nie zawsze „lepiej”

Ciekawostką jest to, że M4 – techniczny brat M3 – nie ma tego problemu. Brak tylnych drzwi pozwolił BMW poprowadzić poszerzenie nadwozia znacznie płynniej. Tylny błotnik M4 „wyrasta” naturalnie za drzwiami, tworząc bardziej jednolitą linię. Subiektywnie wygląda to spójniej, ale BMW podkreśliło, że sedan i Touring celowo zachowały bardziej „wyścigowy” charakter. Co ważne, poprzednia generacja M3 również korzystała ze standardowych tylnych drzwi w zestawieniu z poszerzeniami błotników. Różnica polegała na tym, że tamte proporcje były nieco łagodniejsze i mniej rzucały się w oczy. Obecna generacja akcentuje ten motyw znacznie mocniej.

Nowe BMW M3 – zmiana filozofii już w drodze?

Dyskusje dotyczące obecnej stylistyki nie potrwają jednak wiecznie. Nadchodzi zupełnie nowa generacja, rzekomo o oznaczeniu G84. Model ma zadebiutować pod koniec 2027 roku lub na początku 2028 roku i skorzysta z języka stylistycznego Neue Klasse. To duża zmiana, która może całkowicie przedefiniować wygląd M3, zwłaszcza jeśli BMW zdecyduje się na odejście od dotychczasowego sposobu akcentowania szerokości. Z drugiej strony dział M wielokrotnie pokazywał, że lubi podążać własną ścieżką. Niewykluczone więc, że celowe „zgrzyty” stylistyczne pozostaną częścią jego DNA – jako świadomy, torowy detal.

Debata trwa – i o to BMW chodziło

Tylne drzwi w M3 i M5 nigdy nie miały być gładkim, idealnie dopasowanym elementem. Z założenia są pewnym wizualnym „zerwaniem ciągłości”, które ma budować wrażenie agresji i siły. Czy to się podoba? Zależy od indywidualnej oceny. Ale BMW M nie ukrywa, że nie próbowało nikogo przekonać do łagodniejszych kształtów – wręcz przeciwnie, celowo podkręciło efekt nierównego przełamania nadwozia. W świecie, w którym wiele marek unifikuje projekty, M3 i M5 wciąż budzą dyskusje. I właśnie o to chodziło działowi M: żeby te auta wyglądały nie jak dopracowane rzeźby, lecz jak narzędzia do jazdy. Takie, które nawet stojąc w miejscu, komunikują jedno – tu rządzi tylna oś, szeroka jak w samochodzie wyścigowym.

Tagi: BMW, BMW M3, BMW M5

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.