BMW M5 od Mansory ma końcówki układu wydechowego jak Civic Type R

Piotr Popiolek

Piotr Popiołek

Mansory ponownie udowodniło, że pojęcie umiaru nie istnieje w jego słowniku. Tym razem tuner z Bawarii wziął na warsztat najnowsze BMW M5 generacji G90 – hybrydowego potwora o mocy 727 KM – i postanowił dodać mu jeszcze więcej karbonu, jeszcze więcej koni mechanicznych i kontrowersji. Efekt? Limuzyna, która równie dobrze mogłaby być parodią Hondy Civic Type R, jak i jej luksusową wersją w cenie małego apartamentu. Mansory zrobiło z BMW M5 coś, co wygląda jak Honda Civic Type R

Karbon, wszędzie karbon

Standardowy model M5 już sam w sobie zbiera mieszane opinie: jedni narzekają na masę, inni zachwycają się jego właściwościami jezdnymi. Po modyfikacjach Mansory M5 stało się jeszcze bardziej ekstremalne. Firma poszła w klasykę – czyli karbon, karbon i jeszcze raz karbon. Przód zyskał nową osłonę chłodnicy, agresywny splitter oraz otwory wentylacyjne z włókna węglowego na masce, które wyglądają, jakby pochodziły z torowego prototypu. Lusterka, progi i detale również wykonano z karbonu. Całość zamykają 22-calowe felgi, które nie tylko wypełniają nadkola po brzegi, ale też sygnalizują, że pod maską dzieje się coś poważnego.  Mansory zrobiło z BMW M5 coś, co wygląda jak Honda Civic Type R

Wydech rodem z Civica Type R

Najbardziej kontrowersyjny element? Układ wydechowy. Mansory postanowił zainspirować się… Hondą Civic Type R. Trzy centralnie umieszczone końcówki wydechu wyglądają jak żywcem wyjęte z japońskiego hot hatcha, choć – paradoksalnie – prezentują się lepiej niż fabryczny, groteskowy układ M Performance dla M3 i M4. Jak podało Mansory:

Zależało nam na nowym, bardziej sportowym wyrazie i wyróżnieniu modelu spośród innych sedanów klasy premium.

Owszem, wyróżnia się. Choć niektórzy fani BMW mogą twierdzić, że tuner przekroczył granicę dobrego smaku, dla Mansory to po prostu kolejny dzień w biurze.

Wnętrze? Niebieska ekstrawagancja

W kabinie nie mogło zabraknąć firmowego chaosu kolorystycznego. Siedzenia i panele drzwi pokryto intensywnie niebieską skórą, kontrastującą z czarnymi wstawkami. Niektórzy nazwaliby to kiczem, inni – odważnym manifestem stylu. Jak na Mansory przystało, to wersja „stonowana”: żadnych kryształowych przycisków ani złotych przeszyć.

Silnik – jeszcze więcej mięśni

Pod maską dzieje się równie dużo, co na zewnątrz. Standardowe BMW M5 G90 korzysta z 4.4-litrowego silnika V8 biturbo wspomaganego układem hybrydowym. W seryjnej formie generuje 727 KM i 1000 Nm momentu obrotowego. Mansory uznało, że to za mało. Po modyfikacjach wartości wzrosły do 850 KM i 1150 Nm. Zastrzyk 123 KM i 150 Nm to ogromny skok nawet w świecie supersedanów. Choć tuner nie ujawnił dokładnych osiągów, można śmiało założyć, że przyspieszenie do 100 km/h spadło poniżej 3 sekund.

Kontrowersyjnie, ale na markę

W kontekście projektów Mansory, ten M5 to niemal przykład powściągliwości. Brak neonowych wstawek, brak złotych listew czy diamentowych klamek – a mimo to sedan wciąż wygląda jak samochód, który właśnie uciekł z toru Nürburgring po przegranym zakładzie. Zaledwie kilka sztuk tego modelu trafi do klientów, którzy nie boją się spojrzeń ani opinii. W końcu, jak to u Mansory bywa, ekstrawagancja jest wpisana w cenę.

O autorze

Piotr Popiolek

Piotr Popiołek

Redaktor działu Porady
Redaktor specjalizujący się w przepisach drogowych, prawach kierowców oraz praktycznych aspektach użytkowania samochodu. W swoich publikacjach analizuje regulacje i ich konsekwencje dla uczestników ruchu, opierając się na aktach prawnych, źródłach urzędowych oraz stanowiskach właściwych instytucji.Motoryzację postrzega zarówno przez pryzmat emocji, jak i codziennej użyteczności. Interesują go samochody sportowe, zwłaszcza modele napędzane silnikami V8, ale równie dużą wagę przywiązuje do kosztów eksploatacji, funkcjonalności i racjonalnego wyboru auta. Prywatnie marzy o Jaguarze F-Type SVR i wygodnym minivanie do podróży w większym gronie.

© 2026 MotoGuru.pl