BMW M5 od Mansory ma końcówki układu wydechowego jak Civic Type R

Mansory ponownie udowodniło, że pojęcie umiaru nie istnieje w jego słowniku. Tym razem tuner z Bawarii wziął na warsztat najnowsze BMW M5 generacji G90 – hybrydowego potwora o mocy 727 KM – i postanowił dodać mu jeszcze więcej karbonu, jeszcze więcej koni mechanicznych i kontrowersji. Efekt? Limuzyna, która równie dobrze mogłaby być parodią Hondy Civic Type R, jak i jej luksusową wersją w cenie małego apartamentu.
Karbon, wszędzie karbon
Standardowy model M5 już sam w sobie zbiera mieszane opinie: jedni narzekają na masę, inni zachwycają się jego właściwościami jezdnymi. Po modyfikacjach Mansory M5 stało się jeszcze bardziej ekstremalne. Firma poszła w klasykę – czyli karbon, karbon i jeszcze raz karbon. Przód zyskał nową osłonę chłodnicy, agresywny splitter oraz otwory wentylacyjne z włókna węglowego na masce, które wyglądają, jakby pochodziły z torowego prototypu. Lusterka, progi i detale również wykonano z karbonu. Całość zamykają 22-calowe felgi, które nie tylko wypełniają nadkola po brzegi, ale też sygnalizują, że pod maską dzieje się coś poważnego. 
Wydech rodem z Civica Type R
Najbardziej kontrowersyjny element? Układ wydechowy. Mansory postanowił zainspirować się… Hondą Civic Type R. Trzy centralnie umieszczone końcówki wydechu wyglądają jak żywcem wyjęte z japońskiego hot hatcha, choć – paradoksalnie – prezentują się lepiej niż fabryczny, groteskowy układ M Performance dla M3 i M4. Jak podało Mansory:
Zależało nam na nowym, bardziej sportowym wyrazie i wyróżnieniu modelu spośród innych sedanów klasy premium.
Owszem, wyróżnia się. Choć niektórzy fani BMW mogą twierdzić, że tuner przekroczył granicę dobrego smaku, dla Mansory to po prostu kolejny dzień w biurze.
Wnętrze? Niebieska ekstrawagancja
W kabinie nie mogło zabraknąć firmowego chaosu kolorystycznego. Siedzenia i panele drzwi pokryto intensywnie niebieską skórą, kontrastującą z czarnymi wstawkami. Niektórzy nazwaliby to kiczem, inni – odważnym manifestem stylu. Jak na Mansory przystało, to wersja „stonowana”: żadnych kryształowych przycisków ani złotych przeszyć.
Silnik – jeszcze więcej mięśni
Pod maską dzieje się równie dużo, co na zewnątrz. Standardowe BMW M5 G90 korzysta z 4.4-litrowego silnika V8 biturbo wspomaganego układem hybrydowym. W seryjnej formie generuje 727 KM i 1000 Nm momentu obrotowego. Mansory uznało, że to za mało. Po modyfikacjach wartości wzrosły do 850 KM i 1150 Nm. Zastrzyk 123 KM i 150 Nm to ogromny skok nawet w świecie supersedanów. Choć tuner nie ujawnił dokładnych osiągów, można śmiało założyć, że przyspieszenie do 100 km/h spadło poniżej 3 sekund.
Kontrowersyjnie, ale na markę
W kontekście projektów Mansory, ten M5 to niemal przykład powściągliwości. Brak neonowych wstawek, brak złotych listew czy diamentowych klamek – a mimo to sedan wciąż wygląda jak samochód, który właśnie uciekł z toru Nürburgring po przegranym zakładzie. Zaledwie kilka sztuk tego modelu trafi do klientów, którzy nie boją się spojrzeń ani opinii. W końcu, jak to u Mansory bywa, ekstrawagancja jest wpisana w cenę.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery




















