⏱️ 4 min.

Bugatti Chiron, który naprawdę robi kilometry. Na liczniku 175 797 km

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

26-01-2026 14:01
Bugatti Chiron

Większość hipersamochodów prowadzi życie bardziej jak dzieło sztuki: ma wyglądać, pachnieć nowością i najlepiej nie łapać kurzu na asfalcie. Tymczasem jest Bugatti Chiron, który ma na liczniku 175 797 km i wciąż wygląda tak, jakby dopiero co wyjechał z salonu. Internet najpierw się oburzył, potem zaczął podejrzewać manipulacje, a na końcu musiał przełknąć fakt, że ten egzemplarz po prostu robi to, do czego został zbudowany – jeździ.

Nie chodzi o zwykłe niedzielne przejażdżki. Ten wynik jest na tyle wysoki, że wywołał lawinę komentarzy: jedni nie wierzyli, inni bili brawo kierowcy za to, że używa samochodu wyposażonego w 8-litrowe W16 z czterema turbosprężarkami i mocą aż 1500 KM.

Licznik, który pachnie absurdem

Zdjęcie przebiegu 175 797 km wypłynęło publicznie i momentalnie odpaliło klasyczny zestaw reakcji: „niemożliwe”, „na pewno kręcony”, „to musi być fotomontaż”. Tyle że po czasie pojawiło się mocne potwierdzenie: ten sam Chiron był widziany na zlocie supersamochodów w październiku 2025 roku, z podobnym wskazaniem licznika.

To ważny detal, bo odbiera paliwo teorii, że ktoś „na szybko” podbił liczby dla rozgłosu. Sam samochód jest wykończony niebieskim karbonem, wnętrze ma odcień siodłowy, a całość sprawiała wrażenie świeżości. Brak oczywistych śladów zajechania przy takim przebiegu? To właśnie dolało oliwy do ognia.

Jak to możliwe w aucie z Molsheim?

Chiron był produkowany w latach 2016–2024, więc najstarsze egzemplarze mają około dekady. To oznacza średnio ponad 17 000 km rocznie, a jak na Bugatti to wynik z innej planety. Wyjaśnienie jest proste, choć dla części fanów mniej romantyczne: ten konkretny Chiron ma być autem testowo-rozwojowym należącym do Bugatti. Czyli żył dokładnie odwrotnie niż typowy egzemplarz. Zamiast spokojnych weekendów w prywatnym garażu dostawał:

  • testy trwałości i długie przebiegi kontrolne,
  • jazdy z wysokimi prędkościami,
  • cykle walidacyjne i sprawdzanie podzespołów,
  • przejazdy w ramach jazd medialnych.

W pewnym sensie to ruchomy dowód, że konstrukcja potrafi znieść realną eksploatację. Trzeba jednak dopisać jedno uczciwe zdanie: taki samochód jest obsługiwany w warunkach „fabrycznej opieki”, z poziomem uwagi i zaplecza, którego większość prywatnych właścicieli nigdy nie odtworzy 1:1. To nie ujmuje wynikowi, ale ustawia go we właściwym kontekście.

Serwis Chirona: co wynika z fabrycznego programu

Koszty utrzymania hipersamochodów od lat obrastają legendami, zwykle podawanymi w tonie „lepiej nie pytaj, bo się przestraszysz”. Fabryczny program serwisowy zakłada co najmniej coroczny przegląd oraz większy serwis mniej więcej co cztery lata. Do tego dochodzi harmonogram prac stricte eksploatacyjnych.

W16 ma wymagać pełnej wymiany oleju i płynów co 14 miesięcy lub co 15 000 km (w zależności od tego, co nastąpi wcześniej). I nie jest to „podjedź, zostaw kluczyk i wróć po godzinie”, tylko czasochłonna operacja wymagająca specjalistycznych narzędzi i dostępu serwisowego, którego nie zapewnia pierwszy lepszy warsztat. Opony to kolejny stały wydatek, choć w tym przypadku pada ważne zastrzeżenie: mają być mniej bezlitosne kosztowo niż słynne ogumienie Veyrona, kojarzone z bardzo drogimi procedurami wymiany.

Do listy dochodzą też hamulce węglowo-ceramiczne, które przy jeździe z wysokimi prędkościami lub torowym epizodzie potrafią domagać się uwagi szybciej, niż sugerowałaby „garażowa” legenda o hipersamochodach. Nie ma pewności, czy ten egzemplarz przechodził odbudowę silnika albo skrzyni biegów. Gdyby tak było, koszty wchodzą na zupełnie inny poziom. Jednocześnie tu działa kluczowy haczyk: skoro to auto wewnętrzne, robocizna jest realizowana „u siebie”, a części i logistyka są po stronie firmy. Prywatny właściciel w podobnej sytuacji musiałby po drodze zapłacić srogą marżę.

Czy to rekord Bugatti?

Na podstawie dostępnych informacji ten Chiron jest bardzo mocnym kandydatem na najwyższy przebieg wśród Bugatti. W tle przewija się jeszcze jeden trop: emerytowany prototyp rozwojowy Veyrona mógł mieć więcej, ale brak twardych danych, by to potwierdzić. Wśród aut klientów wysoko stoi rzadki Veyron Super Sport World Record Edition, który w 16 lat uzbierał nieco ponad 37 000 km.

Jak na standardy marki to i tak wynik „z kategorii odważnych”, ale w zestawieniu z testowym Chironem robi się z tego różnica niemal sześciokrotna. W tym miejscu wraca pytanie, dlaczego w ogóle tak mało modele Bugatti jeżdżą. I tu pasuje jedna, stara, ale wyjątkowo celna obserwacja o profilu przeciętnego klienta. Wolfgang Dürheimer, ówczesny szef Bugatti, mówił w 2014 roku:

Przeciętny klient Bugatti ma 84 samochody, trzy odrzutowce i jeden jacht.

Jeśli ktoś ma takie „zaplecze”, to żadne auto nie musi robić przebiegów. Po prostu ginie w kolekcji, a licznik żyje bardziej w teorii niż w praktyce.

Najciekawszy wniosek: ten przebieg nie wziął się z kaprysu

To nie jest historia o właścicielu, który codziennie latał Chironem po bułki. To raczej dowód, że auto używane zgodnie z przeznaczeniem rozwojowym potrafi zrobić przebieg i nadal wyglądać „zaskakująco dobrze”. A jeśli ktoś liczył na morał o tym, że każdy Chiron przejedzie tyle samo bez mrugnięcia okiem, to spokojnie: ten egzemplarz miał warunki niemal jak w laboratorium. Tyle że sama skala licznika i tak robi robotę.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl