Właściciel Bugatti Veyrona zaoszczędził fortunę naprawiając go samodzielnie. Użył części od VW Transportera

Marek Karpiuk

Marek Karpiuk

W świecie, w którym za logo Bugatti płaci się jak za mały apartament, nawet drobna usterka może przyprawić o zawrót głowy. Brytyjski handlarz supersamochodów Carl Hartley przekonał się o tym, gdy serwis zażądał od niego 11 400 funtów (ok.13 000 euro) za naprawę przełącznika lusterek w jego Veyronie. Na szczęście postanowił działać po swojemu – i udowodnił, że nawet hipersamochód można naprawić taniej niż czajnik elektryczny.

Najdroższe auto świata, jeszcze droższe koszty

Bugatti Veyron to samochód, który samym swoim istnieniem definiuje pojęcie „ekstremum”. Auto powstało w zaledwie 450 egzemplarzach, a jego cena sięgała 1,4 miliona euro. Napędzane 8-litrowym silnikiem W16 z czterema turbosprężarkami, generuje do 1200 KM – to więcej niż niejeden bolid. Niestety, jak przyznał Hartley, utrzymanie tej bestii nie ma nic wspólnego z rozsądkiem:

Roczne koszty utrzymania Veyrona sięgają około 117 000 euro, a sam serwis potrafi kosztować nawet 35 000 euro.

Bugatti Veyron

Kiedy 13 000 euro to za dużo za przełącznik

Historia zaczęła się niewinnie – od przełącznika do regulacji lusterek bocznych, który zaczął się luzować. Dla zwykłego auta oznaczałoby to wizytę w warsztacie i rachunek na kilkadziesiąt złotych. W przypadku Bugatti – astronomiczne 11 400 funtów, czyli 13 000 euro. Dla Hartleya, który zawodowo handluje egzotykami, to była przesada:

Kiedy usłyszałem cenę za naprawę przełącznika, pomyślałem, że ktoś sobie ze mnie żartuje.

Naprawa w stylu DIY: od Bugatti do Volkswagena

Zamiast godzić się na rachunek z pięcioma zerami, Brytyjczyk wziął sprawy w swoje ręce. Poprosił o pomoc znajomego z doświadczeniem w świecie Formuły 1. Po krótkich oględzinach duet odkrył, że za luźny przełącznik odpowiada niewielki element, który można kupić w salonie Volkswagena. Dokładniej to część z Transportera, kosztująca nieco ponad 1 euro. Wymiana zajęła zaledwie 20 minut, a efekt? Przełącznik działa jak nowy. Bez faktury i bez lawiny kosztów – choć może z lekko nadszarpniętym mitem o „niezastąpionej technologii Bugatti”. Jak mówi Hartley:

Mój przyjaciel nie wziął za to ani grosza. Po prostu dobrze się bawiliśmy.

Bugatti Veyron

Bugatti – symbol luksusu, ale też absurdu

Historia Hartleya to nie tylko anegdota o sprycie i koneksjach. To także ilustracja tego, jak bardzo oderwane od rzeczywistości potrafią być koszty utrzymania supersamochodów. Veyron to dzieło inżynieryjne, które wymaga ekskluzywnego serwisu – ale 13 000 euro za naprawę części współdzielonej z Volkswagenem Transporterem pokazuje, że luksus potrafi mieć absurdalną cenę. Od czasu zakończenia produkcji w 2015 roku Veyron pozostaje jednym z najkosztowniejszych w utrzymaniu samochodów w historii.

I choć jego następca, Chiron, jest jeszcze szybszy i droższy, przykład Hartleya dowodzi, że czasem najlepszą decyzją jest… wziąć śrubokręt do ręki.

Historia Hartleya to nie tylko anegdota o sprycie i koneksjachznajomościach.

O autorze

Marek Karpiuk

Marek Karpiuk

Redaktor
Motoryzacja to dla mnie synonim wolności – od klasycznego Malucha po najnowsze elektryczne superauta. Od ponad 15 lat wnikliwie śledzę rynek samochodowy oraz świat motorsportu. Łączę teorię z praktyką: posiadam solidną wiedzę mechaniczną, a moi znajomi od lat polegają na moich oględzinach przy zakupie aut używanych – jak dotąd bez ani jednej powypadkowej „miny”. W wolnych chwilach chętnie sięgam po skomplikowane zestawy Lego Technic, które idealnie łączą moją pasję do konstrukcji z dbałością o detale.

© 2026 MotoGuru.pl