⏱️ 2 min.

Kupił wadliwego Bugatti Veyrona: naprawa kosztowała 8 zł zamiast 1,7 mln zł

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

09-04-2026 14:04
Bugatti Veyron Mat Armstrong

Mat Armstrong kupił przejętego przez firmę windykacyjną Bugatti Veyrona z usterką, której naprawa miała wynieść 350 tys. funtów, czyli 1,7 mln zł. Problem przypisywano skrzyni biegów, ale diagnoza okazała się znacznie prostsza. Ostatecznie naprawa kosztowała około 2 dolary, czyli niecałe 8 zł.

Bugatti trafiło do Armstronga jako jego drugi samochód tej marki. Auto było przejęte od poprzedniego właściciela i kosztowało, jak sam twierdzi, wyraźnie mniej niż typowy Veyron. Nadwozie było w dobrym stanie, wnętrze również, a silnik uruchamiał się bez problemu. Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczyły skrzyni biegów. Wycena naprawy wynosiła od 300 tys. do 350 tys. dolarów, czyli około 1 094 670–1 277 115 zł, a w innym ujęciu padała też kwota 350 tys. funtów, czyli około 1 714 825 zł. To właśnie ten problem miał sprawić, że auto ostatecznie trafiło do firmy zajmującej się przejęciami.

Lista błędów wyglądała groźnie, ale przyczyna była banalna

Armstrong zaczął własną diagnostykę i nie zastał zniszczonej skrzyni. Zamiast poważnej awarii wykrył przepalony bezpiecznik. Po wymianie elementu błędy skrzyni zniknęły, a samochód wrócił do normalnej pracy. Koszt naprawy spadł więc z poziomu 350 tys. funtów do około 2 dolarów (ok. 7,30 zł). W tym przypadku najdroższa okazała się nie część, lecz błędne założenie.

W Veyronie prawdziwa awaria i tak mogłaby oznaczać fortunę

To nie znaczy, że wcześniejsza wycena była całkowicie oderwana od realiów. Veyron korzysta z siedmiobiegowej dwusprzęgłowej skrzyni opracowanej specjalnie dla tego modelu. Taki układ musi przenosić moc silnika W16 przekraczającą 1000 KM, więc rzeczywista poważna awaria mogłaby oznaczać rachunek liczony w setkach tysięcy.

Właśnie dlatego komunikaty o błędach w takim aucie automatycznie uruchamiają najczarniejsze scenariusze. Armstrong pokazał jednak, że nawet w świecie Bugatti diagnoza ma znaczenie i czasem warto samemu sprawdzić podstawy.

Drugi Bugatti w garażu i zupełnie inna skala wyzwań

Ta historia mocno kontrastuje z jego drugim projektem, czyli rozbitym Bugatti Chironem Pur Sport. Tam mowa o odbudowie, sporze z producentem i zdobywaniu części, których marka nie chciała dostarczyć. Przy takim tle naprawa Veyrona poprzez wymianę bezpiecznika brzmi jak wymarzony scenariusz. Od lat powtarza się, że używane Bugatti potrafi zrujnować właściciela szybciej niż zakup nowego. Armstrong znów znalazł wyjątek od tej reguły.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl