Tak wygląda używane „Bugatti” za 25 000 euro z Alibaby. Ciężko nazwać je samochodem!

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Marzenie o supersamochodzie w cenie używanego modelu kompaktowego szybko zamieniło się w koszmar. Amerykański youtuber Carter Sharer zapłacił 25 000 euro za rzekome Bugatti z Alibaby, a po miesiącach oczekiwania otrzymał to…

Historia zaczęła się od oferty, która wyglądała jak prezent od losu, albo raczej sprytna pułapka. Na jednej z największych platform e-commerce pojawiło się rzekomo używane Bugatti. Cena? Zaledwie 25 000 euro, czyli około 106 000 złotych. Sprzedawca obiecywał parametry rodem z folderu marzeń: aż 1001 KM, czyli moc, która robi wrażenie nawet na najbardziej wybrednych fanach motoryzacji.

Cztery miesiące oczekiwania

Po czterech miesiącach oczekiwania przyszedł moment prawdy. Przesyłka zamiast spełnienia marzeń przyniosła brutalne rozczarowanie – w pudle nie było ani śladu prawdziwego Bugatti. Nie było ani ikonicznej osłony chłodnicy w kształcie podkowy, ani majestatycznego silnika W16, ani luksusowego wnętrza. Youtuber otrzymał jedynie zewnętrzną powłokę przypominającą hiperauto – bez silnika czy innych podzespołów. Jak podkreślił Sharer:

To nie był samochód. To była wydmuszka – skorupa z pianki i plastiku, która tylko z daleka przypominała prawdziwe Bugatti.

Coraz częstszy problem

Problem nie kończy się na osobistej porażce youtubera. Wpadł on bowiem w sidła rosnącego zjawiska – sprzedaży podróbek i atrap luksusowych aut w internecie. O ile chińskie mini-elektryki, choć wątpliwej jakości, faktycznie jeżdżą, tutaj mamy do czynienia z całkowitą fikcją – pojazd nie ma nawet najprostszej funkcjonalności. To nie „tania alternatywa”, a zwykła pułapka na naiwnych, którzy uwierzyli w zbyt piękną historię, by była prawdziwa. Eksperci od bezpieczeństwa rynku online ostrzegali już wcześniej:

Oferty samochodów luksusowych po podejrzanie niskich cenach to klasyczna przynęta. Brak weryfikacji sprzedawcy i brak gwarancji oznaczają duże ryzyko straty pieniędzy.

Każdy może paść ofiarą oszustów

Przypadek Sharera obnażył, jak łatwo ulec pokusie. Nawet osoby świadome zagrożeń mogą paść ofiarą chwytów marketingowych i złudzeń tworzonych przez atrakcyjne zdjęcia i obietnice „niepowtarzalnej okazji”.

Cała historia staje się lekcją dla wszystkich miłośników motoryzacji: hipersamochódw cenie hatchbacka to nie okazja, a sygnał alarmowy. Lepiej obejść się smakiem niż po miesiącach czekania i złudzeń wyciągać z paczki drogi, ale kompletnie bezużyteczny kawałek plastiku. Bugatti to synonim absolutnego luksusu i osiągów, ale jak widać – nie każde „Bugatti” kupione w sieci ma w sobie choćby odrobinę tej magii.

W tym przypadku internetowy sen o posiadaniu hipersamochodu zmienił się w gorzką nauczkę o tym, że w motoryzacji – podobnie jak w życiu – cuda nie zdarzają się za pół darmo.

Po czterech miesiącach oczekiwania nadszedłprzyszedł moment prawdy.

O autorze

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z wyboru – bezkompromisowa petrolheadka. W swoich tekstach łączę twarde dane techniczne z lekkim piórem, nutą ironii i kobiecą perspektywą. Od 2017 roku współtworzyłam portal petrofile.pl, a moje publikacje ukazywały się również w serwisach publicystycznych, w tym na łamach piszejakjest.pl. Prywatnie pasjonuję się fitnessem i zdrowym stylem życia, więc w motoryzacji również stawiam na dobrą formę i profilaktykę: regularny serwis, właściwą rozgrzewkę przed ostrzejszą jazdą i dbałość o podzespoły. Fanka F1, WEC i serii GT3.

© 2026 MotoGuru.pl