Tak wygląda używane „Bugatti” za 25 000 euro z Alibaby. Ciężko nazwać je samochodem!

Marzenie o supersamochodzie w cenie używanego modelu kompaktowego szybko zamieniło się w koszmar. Amerykański youtuber Carter Sharer zapłacił 25 000 euro za rzekome Bugatti z Alibaby, a po miesiącach oczekiwania otrzymał to…
Historia zaczęła się od oferty, która wyglądała jak prezent od losu, albo raczej sprytna pułapka. Na jednej z największych platform e-commerce pojawiło się rzekomo używane Bugatti. Cena? Zaledwie 25 000 euro, czyli około 106 000 złotych. Sprzedawca obiecywał parametry rodem z folderu marzeń: aż 1001 KM, czyli moc, która robi wrażenie nawet na najbardziej wybrednych fanach motoryzacji.
Cztery miesiące oczekiwania
Po czterech miesiącach oczekiwania przyszedł moment prawdy. Przesyłka zamiast spełnienia marzeń przyniosła brutalne rozczarowanie – w pudle nie było ani śladu prawdziwego Bugatti. Nie było ani ikonicznej osłony chłodnicy w kształcie podkowy, ani majestatycznego silnika W16, ani luksusowego wnętrza. Youtuber otrzymał jedynie zewnętrzną powłokę przypominającą hiperauto – bez silnika czy innych podzespołów. Jak podkreślił Sharer:
To nie był samochód. To była wydmuszka – skorupa z pianki i plastiku, która tylko z daleka przypominała prawdziwe Bugatti.
Coraz częstszy problem
Problem nie kończy się na osobistej porażce youtubera. Wpadł on bowiem w sidła rosnącego zjawiska – sprzedaży podróbek i atrap luksusowych aut w internecie. O ile chińskie mini-elektryki, choć wątpliwej jakości, faktycznie jeżdżą, tutaj mamy do czynienia z całkowitą fikcją – pojazd nie ma nawet najprostszej funkcjonalności. To nie „tania alternatywa”, a zwykła pułapka na naiwnych, którzy uwierzyli w zbyt piękną historię, by była prawdziwa. Eksperci od bezpieczeństwa rynku online ostrzegali już wcześniej:
Oferty samochodów luksusowych po podejrzanie niskich cenach to klasyczna przynęta. Brak weryfikacji sprzedawcy i brak gwarancji oznaczają duże ryzyko straty pieniędzy.
Każdy może paść ofiarą oszustów
Przypadek Sharera obnażył, jak łatwo ulec pokusie. Nawet osoby świadome zagrożeń mogą paść ofiarą chwytów marketingowych i złudzeń tworzonych przez atrakcyjne zdjęcia i obietnice „niepowtarzalnej okazji”.
Cała historia staje się lekcją dla wszystkich miłośników motoryzacji: hipersamochódw cenie hatchbacka to nie okazja, a sygnał alarmowy. Lepiej obejść się smakiem niż po miesiącach czekania i złudzeń wyciągać z paczki drogi, ale kompletnie bezużyteczny kawałek plastiku. Bugatti to synonim absolutnego luksusu i osiągów, ale jak widać – nie każde „Bugatti” kupione w sieci ma w sobie choćby odrobinę tej magii.
W tym przypadku internetowy sen o posiadaniu hipersamochodu zmienił się w gorzką nauczkę o tym, że w motoryzacji – podobnie jak w życiu – cuda nie zdarzają się za pół darmo.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Assetto Corsa EVO 0.4, czyli nadmuchany balonik przez marketingowców. Ale…

Dacia odświeżyła Sandero, Stepwaya i Joggera. Więcej stylu, nowa hybryda i LPG z automatem

Le Mans Ultimate 1.2: ogromna aktualizacja, nowe funkcje i porządki na torze

Toyota Mirai 2026: lifting, którego nikt nie zauważył



