Samochody chińskich marek mogą w przyszłości zjeżdżać z linii produkcyjnych należących do Volkswagena, BMW lub Mercedesa. Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz wydawałby się nieprawdopodobny, dziś jednak niemiecki przemysł motoryzacyjny mierzy się z niewykorzystanymi mocami, spadkiem popytu i planowanymi redukcjami zatrudnienia.
Chińskie marki szukają miejsca w europejskich fabrykach
Dla producentów z Państwa Środka Europa jest nie tylko atrakcyjnym kierunkiem ekspansji, ale również sposobem na ograniczenie zależności od coraz trudniejszego rynku krajowego. Chińska branża motoryzacyjna zmaga się z ostrą konkurencją, presją cenową oraz spadkiem rentowności części przedsiębiorstw.
Jednocześnie wiele europejskich fabryk pracuje poniżej swoich możliwości. Popyt na nowe samochody pozostaje wyraźnie słabszy niż przed pandemią, dlatego część koncernów musi rozważać ograniczanie produkcji, redukcję zatrudnienia, a nawet zamykanie zakładów.
W takiej sytuacji udostępnienie linii produkcyjnych chińskiemu partnerowi mogłoby przynieść korzyści obu stronom. Europejski właściciel fabryki utrzymałby zatrudnienie i wykorzystanie zakładu, natomiast chińska marka uniknęłaby konieczności natychmiastowej budowy własnego obiektu.
Stellantis już współpracuje z Dongfengiem
Taki model współpracy nie jest wyłącznie teoretycznym pomysłem. Stellantis otworzył swoje europejskie zaplecze produkcyjne na Dongfenga, z którym od lat współpracuje na rynku chińskim.
W branży pojawiają się również spekulacje, że fabryka Volvo w Gandawie mogłaby w przyszłości produkować samochody innej chińskiej marki. Volvo pozostaje zresztą częścią chińskiej grupy Geely, dlatego wykorzystanie europejskich zakładów do obsługi kolejnych projektów nie byłoby całkowitym zaskoczeniem.

fot. Volkswagen
Największe zainteresowanie budzi jednak Volkswagen. Koncern planuje restrukturyzację swojej działalności w Niemczech i nie wyklucza ograniczenia liczby zakładów. W takiej sytuacji produkcja dla chińskiego partnera mogłaby stać się jednym ze sposobów ochrony części miejsc pracy.
Friedrich Merz: rozwiązanie ostatniej szansy
Do możliwości uruchomienia chińskiej produkcji w niemieckich fabrykach odniósł się kanclerz Friedrich Merz. Polityk nie odrzucił takiego scenariusza, choć podkreślił, że nie powinien on zastępować rozwiązania głębszych problemów niemieckiego przemysłu. Friedrich Merz określił swoje stanowisko następująco:
Postrzegam to jako rozwiązanie ostatniej szansy, a nie odpowiedź na problemy strukturalne.
Kanclerz zaznaczył również, że decyzje dotyczące wykorzystania fabryk należą do samych przedsiębiorstw. Oznacza to, że niemiecki rząd nie zamierza z góry blokować współpracy pomiędzy krajowymi koncernami a producentami z Chin.
Niemieckie zakłady pod presją restrukturyzacji
Sytuacja jest szczególnie napięta w Grupie Volkswagen, która przygotowuje szerokie oszczędności i redukcje zatrudnienia. Zagrożonych może być kilka zakładów należących do koncernu, a wśród wymienianych lokalizacji pojawia się fabryka Audi w Neckarsulm.
Wpuszczenie chińskiego producenta do niemieckiego zakładu byłoby dla europejskich marek decyzją trudną wizerunkowo. Oznaczałoby bowiem, że rywale, którzy jeszcze niedawno walczyli głównie niskimi cenami, stają się partnerami potrzebnymi do utrzymania przemysłowego zaplecza Europy.
Z drugiej strony alternatywą może być dalsze ograniczanie produkcji i zamykanie kolejnych linii. Produkcja chińskich samochodów w Niemczech mogłaby więc stać się kompromisem pomiędzy ochroną własnego rynku a ratowaniem fabryk.
Chiński samochód z oznaczeniem „Made in Germany”
Przeniesienie części produkcji do Europy pomogłoby chińskim markom skrócić łańcuchy dostaw i lepiej dostosować samochody do wymagań lokalnych klientów. Mogłoby także ograniczyć wpływ barier handlowych nakładanych na pojazdy sprowadzane bezpośrednio z Chin.
Dla niemieckich koncernów byłaby to natomiast szansa na wykorzystanie infrastruktury, która przy obecnym poziomie sprzedaży nie zawsze może pracować na pełnych obrotach. Ostateczna decyzja będzie zależeć od opłacalności poszczególnych projektów oraz warunków stawianych przez związki zawodowe i właścicieli zakładów.
Niewykluczone więc, że pierwszym wyraźnym symbolem zmiany układu sił w światowej motoryzacji będzie chiński samochód wyprodukowany w jednej z najbardziej znanych niemieckich fabryk. Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak prowokacja. Dziś staje się realnym elementem planów ratunkowych europejskiego przemysłu.






