Chris Harris: Luce to efekt nastrojów sprzed kilku lat

Ferrari Luce miało być jednym z najważniejszych przełomów w historii marki, ale pierwsze reakcje skupiają się nie na technologii, tylko na wyglądzie i sensie całego projektu. Elektryczne Ferrari zostało odebrane przez część komentatorów jako auto chłodne, zbyt produktowe i zaskakująco nieprzypominające innych produktów tej marki.
Dyskusja wokół Luce pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do pytania, czy Ferrari powinno mieć napęd elektryczny. Znacznie mocniejszy jest spór o to, czy samochód za około 550 000 euro (ok. 2,3 mln zł) może wyglądać tak, jakby bardziej chciał przypominać luksusowy gadżet niż włoski supersamochód.
To Ferrari celowo nie wygląda jak klasyczne Ferrari
Najostrzejsza krytyka dotyczy proporcji i języka stylistycznego. Manish Pandey ocenił, że Ferrari dostało dokładnie taki efekt, jakiego chciał zarząd: samochód o estetyce bliskiej produktom Apple, prosty, gładki i pozbawiony agresji typowej dla wielu modeli z Maranello. W tej interpretacji problemem nie są sami projektanci, lecz decyzja biznesowa. Ferrari wybrało język projektowy, który ma wyglądać nowocześnie i dyskretnie, ale według krytyków już w chwili debiutu sprawia wrażenie spóźnionego.
Pada nawet porównanie do pierwszego iPhone’a z 2007 roku, czyli produktu, który zrewolucjonizował rynek, ale dziś sam w sobie nie jest już wizją przyszłości. Luce ma też odcinać się od krzykliwej ostentacji. To samochód dla klienta, który nie chce klasycznego, klinowatego, głośnego Ferrari pod domem. Neil Clifford nazwał go wręcz autem w stylu Loro Piana, czyli czymś dla ludzi bardzo zamożnych, którzy nie chcą wyglądać, jakby właśnie próbowali to wszystkim udowodnić.
Technologia może być imponująca, ale emocje uciekły bokiem
Luce może być technicznie bardzo zaawansowane. Ferrari ma doświadczenie w rozwiązaniach z najwyższej półki, a Benedetto Vigna miał mówić o większej liczbie patentów niż w jakimkolwiek wcześniejszym Ferrari. To jednak nie zamknęło dyskusji. Chris Harris przyznał, że nie interesuje go sam fakt obecności silników elektrycznych przy kołach, bo dla niego nie jest to sedno Ferrari. Jego zarzut jest prostszy: marka słynęła z piękna, rozpoznawalności i emocji, a Luce wygląda jak samochód, który bez emblematów mógłby wymagać dodatkowego tłumaczenia.
Właśnie dlatego w dyskusji wraca temat tarcz Ferrari na błotnikach. Pandey stwierdził, że to może być pierwszy model marki, przy którym boczne emblematy są potrzebne nie dla prestiżu, lecz dla identyfikacji. To złośliwe, ale trafia w czuły punkt.
Jaguar nagle może odetchnąć
Paradoksalnie elektryczne Ferrari może poprawić odbiór kontrowersyjnych decyzji Jaguara. Chris Cooper przywołał rozmowy z osobami związanymi z brytyjską marką i zauważył, że teraz inni widzą, jak trudne jest projektowanie drogiego, prestiżowego samochodu elektrycznego bez utraty tożsamości. W tym sensie Luce nie jest tylko problemem Ferrari. To przykład szerszego kłopotu zachodnich marek premium, które próbują pogodzić tradycję, regulacje, oczekiwania inwestorów i zmianę gustu klientów.
Przy takim zestawie wymagań nawet Maranello może dojść do ściany. Pojawia się też porównanie z Mercedesem-AMG i sztucznymi zmianami biegów w elektryku. W tym zestawieniu Ferrari przynajmniej nie próbuje udawać klasycznej mechaniki. Problem w tym, że samo „nieudawanie” nie wystarcza, jeśli auto nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czym ma być Ferrari bez silnika spalinowego.
Regulacje, giełda i pytanie, czy Ferrari musiało to zrobić
Najciekawszy wątek dotyczy nie stylizacji, lecz presji systemowej. Harris sugeruje, że polityczna i regulacyjna presja na elektryfikację doprowadziła branżę do sytuacji, w której problemy widać już nie tylko w tanich autach, ale także na samym szczycie rynku.
Drugim elementem jest giełdowa logika działania Ferrari. Po wejściu na rynek publiczny firma musi nie tylko pielęgnować legendę, lecz także dostarczać wartość akcjonariuszom. To zmienia sposób podejmowania decyzji i może prowadzić do projektów, które są bardziej ruchem strategicznym niż naturalnym rozwinięciem DNA marki.
Harris stawia więc pytanie egzystencjalne: czy Ferrari naprawdę potrzebowało auta elektrycznego? Jego odpowiedź jest sceptyczna. Według niego projekt mógł być efektem nastroju sprzed kilku lat, gdy cała branża uznała, że bez elektryka nie ma przyszłości.
Ferrari prawdopodobnie i tak sprzeda każde Luce
Największa ironia polega na tym, że krytyka nie musi oznaczać porażki rynkowej. Ferrari ma wyjątkową pozycję, lojalnych klientów i system, w którym zakup jednego modelu może pomagać w dostępie do kolejnych, bardziej pożądanych samochodów. Harris wprost przewiduje, że Ferrari sprzeda wszystkie egzemplarze. Luce może więc być jednocześnie stylistycznie kontrowersyjne, emocjonalnie chłodne i komercyjnie skuteczne.
W świecie Ferrari to nie jest sprzeczność, tylko część gry. Neil Clifford żartował, że właściciele starszych modeli FF i GTC4Lusso mogą być po premierze Luce szczęśliwi, bo ich auta nagle wyglądają jeszcze bardziej pożądanie. W tym samym duchu Ferrari Purosangue po debiucie elektrycznego modelu może wydawać się znacznie mniej kontrowersyjne niż wcześniej.
Największy problem Luce: wygląda jak decyzja, a nie marzenie
Ferrari przez dekady sprzedawało coś więcej niż osiągi. Sprzedawało obraz, dźwięk, proporcje i poczucie obcowania z maszyną, która nawet stojąc w miejscu wyglądała jak wydarzenie. Luce próbuje zagrać inną melodię: mniej teatralną, bardziej dyskretną i bardziej technologiczną.
To może być świadomy zwrot do nowej grupy klientów. Może też być dowód, że nawet najbardziej legendarna marka świata nie wie jeszcze, jak opowiedzieć o elektrycznej przyszłości bez utraty własnego mitu. Ferrari Luce nie musi przegrać sprzedażowo, ale już teraz wygrało jedną konkurencję: dawno żaden samochód z Maranello nie zostawił tylu ludzi z pytaniem, czy to jeszcze prowokacja, czy już kapitulacja.
Rynek szybko odpowiedział spadkiem akcji Ferrari o 6%. A w mediach społecznościowych zewsząd wylewały się negatywnie opinie na temat stylistyki Luce. Luca Cordero di Montezemolo, były prezes Ferrari, co prawda oszczędził mocnych słów w swojej wypowiedzi, ale jednocześnie dosadnie dał do zrozumienia, co myśli. Naszym z kolei zdaniem, Ferrari Luce mogło powstać w równie źle zarządzanym środowisku, co Pontiac Aztek.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Ten Mercedes W110 uniknął złomowania. Stał 20 lat w stodole przeznaczonej do rozbiórki

Kimi Antonelli jedzie do Barcelony z serią zwycięstw

SEAT Arona tanieje. Miejski crossover schodzi poniżej 80 tys. zł

Oto najmłodsi zwycięzcy GP Monako. Na czele Antonelli



