Czeska armia ograniczyła wjazd wybranych samochodów chińskiego pochodzenia do własnych obiektów. Powodem są obawy o możliwość zbierania i przesyłania danych przez auta wyposażone w kamery, sensory oraz stałe połączenie z internetem. Podobne ograniczenia pojawiły się już wcześniej w Polsce, Wielkiej Brytanii, Izraelu i samych Chinach.
Auto jako nośnik danych, nie tylko środek transportu
Współczesny samochód coraz częściej przypomina mobilny zestaw kamer, mikrofonów, czujników i modułów komunikacyjnych. W przypadku obiektów wojskowych problemem nie jest więc samo logo na masce, lecz potencjalny dostęp do obrazu, lokalizacji i danych z otoczenia.
Czeskie ograniczenia mają charakter prewencyjny. Armia powiązała je z ostrzeżeniami krajowych ekspertów od cyberbezpieczeństwa oraz z doświadczeniami sojuszników z NATO.
Zakaz nie obejmuje każdego auta z Chin automatycznie
Czeska armia nie wprowadziła jednego prostego zakazu dla wszystkich chińskich samochodów. Ograniczenia mają zależeć od konkretnego auta oraz od wrażliwości danego obiektu. To istotne rozróżnienie, bo nie każdy model ma rozbudowany zestaw kamer i stałe połączenie z internetem.
Tańsze auta spalinowe mogą mieć znacznie mniejsze ryzyko, natomiast droższe samochody elektryczne bywają bardziej nasycone elektroniką i usługami online. Rzeczniczka czeskiej armii Zdeňka Sobarňa Košvancová przekazała czeskim mediom, że ograniczenie dotyczy wybranych pojazdów w określonych przestrzeniach resortu obrony:
W związku z ostrzeżeniem Narodowego Urzędu ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Informacji oraz doświadczeniami niektórych sojuszników z NATO ograniczono wjazd wybranych pojazdów do określonych przestrzeni resortu.
Rzeczniczka dodała, że środek dotyczy możliwego ryzyka zbierania i przesyłania danych przez technologie znajdujące się w samochodach:
Działanie reaguje na możliwe ryzyko zbierania i przesyłania danych za pośrednictwem technologii w pojazdach, ma charakter zapobiegawczy i jest stale oceniane z uwzględnieniem aktualnej sytuacji bezpieczeństwa.
Polski wątek już istnieje. Orlen i wojsko poszły podobną drogą
Podobny kierunek pojawił się wcześniej w Czechach w spółce Orlen Unipetrol. Petrochemiczny koncern wprowadził od 11 marca 2026 roku zakaz wjazdu i parkowania chińskich aut w czterech strategicznych zakładach chemicznych i rafineryjnych. Ograniczenie objęło zakłady w Litvínovie, Kralupach nad Vltavou, Paramo Pardubice i Spolanie Neratovice.
Kryterium oparto na numerze VIN: samochody z oznaczeniem zaczynającym się od litery L nie mogą wjeżdżać na teren tych obiektów. Taki filtr jest prosty, ale ma skutki uboczne. Obejmuje nie tylko marki chińskie, lecz także część modeli globalnych producentów wytwarzanych w Chinach, w tym większość sprzedanych lokalnie Tesli Model 3, Dacię Spring, BMW iX3 pierwszej generacji, Cuprę Tavascan, Mazdę 6e i wybrane modele Hondy.
Generalny sztab polskich sił zbrojnych również całkowicie zakazał wjazdu pojazdów wyprodukowanych w Chińskiej Republice Ludowej do chronionych obiektów wojskowych. W praktyce Europa zaczyna traktować pochodzenie auta podobnie jak pochodzenie sprzętu telekomunikacyjnego.
Chińskie marki rosną, więc temat przestał być teoretyczny
Sprawa ma większe znaczenie, bo chińskie marki mocno zwiększają obecność na czeskim i europejskim rynku. W Czechach tandem Omoda/Jaecoo z grupy Chery znalazł się w tym roku na 10. miejscu w rejestracjach, a Jaecoo 7 zajmuje taką samą pozycję wśród modeli. Dobrze radzi sobie także MG, należące do koncernu SAIC.
Marka jest w tym roku na 7. miejscu w statystykach SDA. Te dane dotyczą rejestracji, nie sprzedaży, ale pokazują zmianę w zachowaniach nabywców. Wielka Brytania także wprowadziła restrykcje dla chińskich elektryków i pojazdów zawierających krytyczne chińskie komponenty. Dotyczy to wrażliwych baz wojskowych i strategicznych obiektów rządowych. Paradoks polega na tym, że właśnie Jaecoo 7 jest tam obecnie najchętniej kupowanym autem.
Izrael wycofał auta, Chiny wcześniej uderzyły w Teslę
Izrael poszedł jeszcze dalej. Dowództwo IDF oraz ministerstwo obrony wycofały z użycia około 700 chińskich samochodów, którymi jeździli oficerowie armii. Tam skala problemu jest szczególnie duża, ponieważ chińskie marki mają już ponad 45 %. rynku nowych samochodów.
Przy takim udziale bezpieczeństwo cyfrowe floty przestaje być niszową kwestią dla informatyków, a staje się tematem dla wojska i administracji. Podobna logika zadziałała wcześniej w drugą stronę. Chińska armia zakazała wjazdu Teslom do obiektów wojskowych, budynków rządowych i osiedli zamieszkiwanych przez rodziny osób pracujących w sektorach wrażliwych.
Wszystkie Tesle, także te produkowane w chińskiej fabryce, musiały zostawać poza wyznaczonym perymetrem. Tesla odpowiedziała lokalizacją danych. Firma zbudowała w Chinach dedykowane centra danych i zmieniła system tak, aby dane z chińskich samochodów pozostawały na terytorium kraju. Dopiero po spełnieniu tych warunków restrykcje zaczęły być stopniowo łagodzone.
Nie każda „chińska” marka wygląda po chińsku
Rynek komplikuje fakt, że pochodzenie samochodu nie zawsze jest oczywiste dla kierowcy. W Czechach chińskie auta sprzedaje między innymi Agrotec z holdingu Agrofert premiera Andreja Babiša. Chodzi o samochody włoskiej firmy DR Automobiles, która sprowadza z Chin zestawy CKD i montuje je we Włoszech.
Pod tym parasolem w Europie sprzedawane są auta powiązane z producentami Chery, Jetour, JAC, BAIC, Kaiyi i Changan. Część z nich nie ma jednak aktywnego połączenia z internetem, co ponownie pokazuje, że realne ryzyko zależy od konkretnej konfiguracji technicznej, a nie wyłącznie od kraju pochodzenia.
Chińskie auta trafiły nawet do służb miejskich. Modele Evo 5 importowane przez Agrotec wykorzystują strażnicy miejscy w Terezínie, a policja miejska w Znojmie ma we flocie Chery Tiggo 7.
BAIC BJ80 dla armii? Ten pomysł szybko stał się polityczny
Chiński samochód pojawił się także w przetargu na nowe terenówki dla czeskiej armii, które miały zastąpić wysłużone UAZ-y. Do postępowania zgłoszono zmodyfikowanego BAIC BJ80, czyli chińską interpretację Mercedesa klasy G. Auto wystawiła firma SVOS z Přelouča.
Plan zakładał import zestawów z Chin i finalny montaż w Czechach, wraz z wojskową instalacją elektryczną, systemami łączności, uchwytami na broń oraz opcjonalnym lekkim opancerzeniem. Oferta wywołała ostrą krytykę ekspertów ds. bezpieczeństwa i części sceny politycznej. Po zmianie warunków przetargu zwyciężyła Toyota Hilux.
Nowa granica bezpieczeństwa przebiega przez elektronikę samochodu
Spór o chińskie samochody w wojsku nie jest już prostą dyskusją o protekcjonizmie czy konkurencji handlowej. Chodzi o to, że nowoczesne auta mogą zbierać dane z miejsc, w których zwykły smartfon też bywa traktowany jak zagrożenie.
W praktyce administracje i armie zaczynają rozdzielać samochody na dwie grupy: zwykłe pojazdy oraz połączone z siecią platformy danych. Dla kierowcy różnica może być niewidoczna, ale dla służb odpowiedzialnych za infrastrukturę krytyczną jest zasadnicza. Samochód przestał być tylko autem, a to dla wielu instytucji bardzo niewygodna wiadomość.








