Dieselgate powraca? Ford, Mercedes, Renault i inni w sądzie za manipulacje emisjami

Minęło ponad dziesięć lat od ujawnienia pierwszej afery Dieselgate, a temat ponownie wrócił na wokandę. Tym razem przed brytyjskim Wysokim Trybunałem stanęły takie marki jak Ford, Citroën, Peugeot, Mercedes-Benz, Nissan i Renault. Producenci zostali oskarżeni o stosowanie tzw. „urządzeń oszukujących” w testach emisji spalin – technologii, która miała zaniżać wyniki zanieczyszczeń w warunkach laboratoryjnych.
Dieselgate 2.0?
Sprawa toczy się w Londynie, a proces rozpoczął się 13 października 2025 roku. Oskarżyciele twierdzą, że wspomniane marki wykorzystywały oprogramowanie, które podczas testów ograniczało moc silnika, fałszując wyniki spalania i emisji. To echo praktyk, które przed dekadą doprowadziły do jednego z największych skandali w historii motoryzacji. Według informacji z pozwu, sprawa może dotyczyć nawet 1,6 miliona samochodów sprzedanych w Wielkiej Brytanii. Już teraz 220 tysięcy właścicieli aut wniosło pozew zbiorowy przeciwko koncernom, zarzucając im wprowadzanie klientów w błąd. Jak mówi Martyn Day, starszy partner w kancelarii Leigh Day, jednej z kilku firm reprezentujących poszkodowanych:
Dekadę po ujawnieniu Dieselgate 1,6 miliona brytyjskich kierowców ma wreszcie szansę dowiedzieć się, czy ich pojazdy faktycznie zawierały technologię zaprojektowaną do oszukiwania testów emisji.
Poważne zarzuty
Jak dodał prawnik, jeśli zarzuty zostaną potwierdzone, może to być „jedno z najbardziej rażących naruszeń zaufania korporacyjnego w nowoczesnych czasach”. Nie wiadomo jeszcze, jak długo potrwa proces. Według ustaleń sądu, wyrok może zapaść dopiero jesienią 2026 roku. Możliwe jednak, że firmy zdecydują się na ugodę – podobnie jak wcześniej Volkswagen. Koncern z Wolfsburga w 2022 roku zapłacił około 193 miliony funtów (czyli blisko 947 milionów złotych) w ramach porozumienia z 91 tysiącami brytyjskich kierowców. Sędziowie podkreślili, że proces dotyczy nie tylko wymiaru finansowego, ale również wiarygodności branży motoryzacyjnej.
Osłabione zaufanie do producentów
Według badań YouGov, aż 69% Brytyjczyków uważa za nie do przyjęcia fakt, że samochody potencjalnie wyposażone w takie systemy nadal poruszają się po drogach. Dodatkowo, około dwóch na trzech ankietowanych stwierdziło, że nie ufa producentom w kwestii prawdziwości danych dotyczących emisji czy wpływu samochodów na środowisko. Sprawa ma ogromne znaczenie dla całej branży. Jeśli wyrok potwierdzi winę producentów, może to doprowadzić do lawiny analogicznych pozwów w innych krajach Europy. Choć wszyscy zainteresowani producenci stanowczo zaprzeczają, że dopuścili się oszustwa, to historia Volkswagena pokazuje, że podobne oskarżenia potrafią zakończyć się wielomilionowymi odszkodowaniami.
Wątpliwości dotyczące rzetelności testów
Niektórzy analitycy zauważają, że obecne zarzuty to nie tylko powrót do przeszłości, ale również sprawdzian dla współczesnych standardów ekologicznych i technologicznych. Współczesne samochody są wyposażone w zaawansowane systemy kontroli emisji, jednak wątpliwości dotyczące rzetelności testów wciąż pozostają żywe. Tymczasem producenci bronią się, podkreślając, że wszystkie ich auta spełniały wymogi homologacyjne i przeszły testy zgodnie z obowiązującym prawem. Ostateczny wynik sprawy może jednak zaważyć na reputacji całej branży motoryzacyjnej – w czasie, gdy transformacja w kierunku elektromobilności ma przywrócić jej wiarygodność.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Verstappen nie owija w bawełnę po piątku w Chinach. Red Bull ma poważny problem

George Russell zgarnął PP do sprintu w Chinach. Kimi drugi

Ferrari 330 GTS z 1967 roku trafi na aukcję w Monako. To jeden z 99 egzemplarzy

Project Motor Racing szykuje Patch 2.0. To dopiero początek dłuższej odbudowy



