⏱️ 3 min.

Elektryki w UE wreszcie tanieją. Pierwszy taki spadek od 2020 roku

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

16-03-2026 09:03
Renault 5

Średnia cena samochodu elektrycznego w Unii Europejskiej spadła w 2025 roku o 1800 euro (ok. 7685 zł), do 42 700 euro (ok. 182 302 zł). To pierwszy taki ruch od 2020 roku i wyraźny sygnał, że rynek przestał iść wyłącznie w stronę droższych modeli. Transport & Environment ocenia, że spadek jest skutkiem presji regulacyjnej oraz wejścia tańszych aut segmentu B, ale ostrzega też, że ten trend nie jest dany raz na zawsze. Między 2020 a 2024 rokiem średnia cena elektryka w Unii Europejskiej wzrosła o 5000 euro (ok. 21 347 zł), mimo że koszty baterii i komponentów w tym czasie malały.

T&E wiąże ten paradoks z łagodniejszymi celami CO₂, które pozwalały producentom skupiać się na większych i bardziej dochodowych modelach. Rynek długo udawał, że masowy elektryk może jeszcze poczekać.

Regulacje wymusiły zmianę kierunku

Od 2025 roku producenci funkcjonują już pod presją nowych celów emisyjnych, dlatego do oferty zaczęły trafiać bardziej przystępne cenowo modele segmentu B. Właśnie w tej klasie średnia cena spadła najmocniej, bo o 13%, co miało istotny wpływ na cały rynek.

Debiuty takich aut jak Citroën ë-C3 i Renault 5 zbiegły się z momentem, w którym branża musiała pokazać, że potrafi sprzedawać elektryki nie tylko klientom premium. Lucien Mathieu, dyrektor działu samochodów w T&E, tak podsumował tę zmianę:

Unijne cele dostarczają tańsze elektryki europejskim kierowcom. Branża niechętnie to przyznaje, ale moment pojawienia się nowych, przystępnych modeli jest jednoznaczny.

Kto już wyrabia cele, a kto jeszcze goni

Analiza T&E pokazuje, że połowa rynku już dziś spełnia cele na lata 2025-2027, i to z dwuletnim wyprzedzeniem. W tyle pozostają Renault i Volkswagen, choć organizacja zakłada, że także te marki osiągną wymagany poziom do końca 2027 roku.

To sugeruje, że obecne regulacje nie są dla rynku ścianą, tylko raczej bardzo konkretnym kijem i marchewką. Raport wskazuje też, że parytet cenowy między elektrykami i autami spalinowymi został już osiągnięty w segmentach D i E.

W segmentach A, B i C ma do tego dojść do 2030 roku, ale tylko wtedy, gdy producenci będą przekazywać klientom korzyści wynikające z dalszego spadku kosztów technologii. Sam rozwój techniczny nie wystarczy, jeśli oszczędności zatrzymają się po drodze.

Bruksela może ten trend wyhamować

T&E ostrzega, że osłabienie celu emisyjnego na 2030 rok mogłoby odwrócić część obecnych korzyści. Uśrednienie celu na trzy lata podniosłoby średnią cenę elektryka w 2030 roku o 2300 euro (ok. 9819 zł) względem obecnych zasad. Jeszcze mocniejsze złagodzenie, czyli pięcioletnie uśrednienie postulowane przez branżę, zmniejszyłoby udział aut elektrycznych w rynku w 2030 roku do 32% zamiast 57%.

Lucien Mathieu z T&E powiedział:

Elektryki są na kursie do osiągnięcia parytetu cenowego ze spalinówkami, o ile cele CO₂ nie zostaną osłabione. Jeśli teraz wyślemy sygnał, że można wstrzymać premiery tańszych modeli, to opóźnienie w 2030 roku stanie się samospełniającą się przepowiednią.

T&E ocenia, że stawką nie są wyłącznie ceny dla klientów, ale też tempo całej transformacji i konkurencyjność europejskiego rynku wobec Chin oraz USA.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

Redaktor działu Simracing
Fotograf i podróżnik na czterech kołach (czasem dwóch). Aparat w jednej ręce, kierownica w drugiej – to moje motto.

© 2026 MotoGuru.pl