Baterie w elektrykach i mit szybkiej jazdy. Naukę źle zrozumiano

Nowe badania nad akumulatorami do samochodów elektrycznych wywołały prawdziwą burzę. Część kierowców zinterpretowała je tak, jakby szybka i dynamiczna jazda mogła wydłużać żywotność baterii. Eksperci natychmiast sprostowali te doniesienia i ostrzegli: takie wnioski są błędne, a rzeczywistość wygląda dokładnie odwrotnie.
Na czym polegał eksperyment?
Opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Nature badanie „Dynamic cycling enhances battery lifetime” porównało dwa scenariusze pracy akumulatora. Pierwszy zakładał laboratoryjne testy w warunkach stałego prądu (constant-current), uznawane dotąd za łagodniejsze. Drugi polegał na dynamicznym ładowaniu i rozładowywaniu, które bardziej przypomina codzienną eksploatację samochodu elektrycznego. Wynik okazał się zaskakujący – baterie poddane statycznym cyklom zużywały się szybciej niż te drugie.
Gdzie narodziło się nieporozumienie?
Na wieść o tych wynikach część kierowców doszła do wniosku, że codzienna, sportowa jazda w rzeczywistych warunkach będzie dla akumulatorów korzystna. Brzmi to mniej więcej jak recepta: codzienna dieta z burgerów i piwa przedłuża życie do 120 lat. Niestety, tak to nie działa. Eksperci firmy Aviloo – specjaliści w dziedzinie diagnostyki baterii – przeprowadzili testy terenowe na 402 identycznych samochodach elektrycznych. Jak podali do publicznej wiadomości:
Sportowy styl jazdy nieuchronnie skraca żywotność akumulatora.
Dlaczego dynamiczna jazda szkodzi?
Jak zauważył Nikolaus Mayerhofer z Aviloo, szybka jazda zwiększa zużycie energii, a co za tym idzie – wymaga częstszego ładowania. A to oznacza większy wysiłek dla ogniw i przyspiesza proces ich degradacji. W rozmowie z Auto Motor und Sport, Mayerhofer stwierdził:
Jeśli jeździsz oszczędnie, oszczędzasz około dziesięciu procent energii w całym cyklu życia. To oznacza, że 100 000 km przejechane ekonomicznie obciąża baterię w takim stopniu, w jakim 90 000 km przejechane agresywnie.
Co radzą eksperci?
Aviloo nie zarzuciło autorom badania błędu, lecz podkreśliło, że ich wyniki zostały przez opinię publiczną źle odczytane. Wnioski pozostają niezmienne:
-
- Jeździć możliwie efektywnie.
- Unikać częstego szybkiego ładowania, o ile nie jest to konieczne.
- Nie doładowywać baterii regularnie powyżej 80%.
- Nie zostawiać pojazdu długo z pełnym akumulatorem.
Nie taki diabeł straszny
Dla tych, którzy już teraz zaczęli panikować, pojawiła się jednak łyżka miodu. Niemieckie badania na egzemplarzu VW ID.3 pokazały, że po czterech latach i przebiegu 172 000 km samochód stracił jedynie 13 km (8 mil) zasięgu. Tak, to ten sam model, w którym trzeba bulić abonament, aby odblokować dodatkową moc… Co więcej, auto niemal zawsze ładowano do pełna i często tak zostawiano. To dowód, że współczesne akumulatory – mimo swojej ceny – są konstrukcjami znacznie bardziej odpornymi, niż wielu sądzi.
Podsumowanie
Wnioski są jasne: dynamiczne rozładowanie w laboratorium to nie to samo, co agresywna jazda na drodze. O ile naukowcy badali naturalne profile obciążeń, to kierowcy w codziennym użytkowaniu muszą pamiętać, że każda dodatkowa sesja ładowania to realne skrócenie życia akumulatora. A że jego wymiana wciąż kosztuje krocie – lepiej wycisnąć z niego tyle kilometrów, ile się da.
O autorze
Marek Karpiuk
Najnowsze

Volkswagen Taigo Pure za 77 390 zł. 115 KM i DSG w standardzie

Volkswagen przemianuje ID.3 na ID.3 Neo. Najważniejsze zmiany kryją się jednak w środku

Ferrari Amalfi Spider debiutuje. V8 zostało, dach zniknął

Orlen zamyka bramy przed autami z Chin. Chodzi o dane i infrastrukturę krytyczną



