Fałszywe airbagi z Chin zabijają pasażerów. Śledztwo trwa

Nowa afera airbagowa uderzyła w rynek części zamiennych: według NHTSA do amerykańskich aut trafiły tanie, niebezpieczne kopie poduszek DTN Airbags.
W serii incydentów doszło do co najmniej siedmiu gwałtownych eksplozji, a w dwóch wypadkach zginęło łącznie pięć osób. Brzmi jak deja vu po Takacie? Niestety, tym razem trop prowadził do Chin. Pierwsze sygnały opisywały amerykański urząd NHTSA oraz serwisy branżowe, a sprawę nagłośnił „Wall Street Journal”.
Według tych doniesień na rynek wtórny trafiły poduszki, które wyglądają jak oryginały, ale kosztują ułamek ich ceny – nierzadko „jedną dziesiątą”. Efekt? Zbyt szybkie, niekontrolowane napełnianie grozi ciężkimi obrażeniami pasażerów. To nie odosobniona wpadka, lecz powtarzający się schemat.
DTN Airbags: „Nie sprzedajemy do USA”. A jednak trafiały
Producentem wskazanych poduszek okazało się chińskie Detiannuo Safety Technology z prowincji Jilin, znane jako DTN Airbags. Firma na swojej stronie deklarowała, że jej produkty „nie mogą być sprzedawane w Stanach Zjednoczonych”. Problem w tym, że część warsztatów – najwyraźniej nieświadomie – montowała je do aut, a prywatne zamówienia przez internet i wysyłka za ocean są możliwe.
Tani zamiennik kusi, ale sankcje prawne i ryzyko dla życia – już niekoniecznie. Jak podkreślił przedstawiciel General Motors oraz prezes branżowej Rady przeciw fałszowaniu części,
Fałszywe poduszki często powstawały z materiałów niskiej jakości i częściej zawodziły, bo były tylko imitacją wyników rozwoju prawdziwych produktów.
Z kolei amerykański sekretarz transportu ostro oceniał proceder:
Każdy, kto sprowadza i montuje wadliwe chińskie części, naraża amerykańskie rodziny i dopuszcza się poważnego przestępstwa.
Groźna chemia i niebezpieczna powtórka z historii
NHTSA poinformowało, że wadliwe napełniacze mogły zawierać lotne związki podatne na zapłon w chwili aktywacji poduszki. Brzmi to boleśnie znajomo i przypomina aferę z Takatą w roli głównej. Nie podano konkretnych nazw substancji, ale mechanizm zagrożenia jest podobny: niestabilny ładunek pirotechniczny, a w efekcie zbyt agresywne napełnianie i rozrywanie elementów inflatora.
Poprzedni kryzys objął nawet 100 mln aut wielu marek i lata później wciąż generuje akcje serwisowe. Nowa sprawa jest na mniejsza skalę, ale identyczna w swojej istocie – oszczędzanie na bezpieczeństwie kończy się tragicznie.
Jak wadliwe poduszki trafiły do aut? Tanie „okazje” i słaby łańcuch dostaw
Jednym z kanałów są indywidualne zakupy online – kierowca lub warsztat szukający oszczędności może wybrać „tańszy” element, który do złudzenia przypominał oryginał. Z relacji wynikało, że część serwisów mogła nawet nie wiedzieć, co montuje. To jednak klasyka szarej strefy: podrabiana etykieta, imitacja opakowania, brak pełnej dokumentacji i oszczędności na testach. W efekcie do obiegu trafiał produkt, który nie spełniał standardów, ale potrafił „przejść” przez sito pobieżnej weryfikacji.
Europa też jest zagrożona?
Rosnący import aut z Chin do Europy oznacza, że rynek podróbek i „tańszych odpowiedników” może próbować podczepić się również pod unijny rynek. Nie oznacza to, że każde chińskie auto ma problem z poduszkami, ale że okazyjne inflatory z szemranych źródeł są zagrożeniem dla bezpieczeństwa i reputacji branży. Gdy w grę wchodzi poduszka powietrzna, „najtaniej” często kończy się „najdrożej”.
Jak nie wpaść w pułapkę „okazji” (praktyka serwisowa)
- Kupuj elementy bezpieczeństwa (airbagi, inflatory, napinacze pasów) wyłącznie w oficjalnych kanałach – z pełną dokumentacją i numerami części.
- Weryfikuj opakowania, hologramy, numery seryjne i zgodność etykiet z katalogiem producenta pojazdu.
- Unikaj „superpromocji” i komponentów bez jasnego pochodzenia – zwłaszcza w sprzedaży wysyłkowej spoza UE.
- Jeśli auto brało udział w kolizji i wymagało wymiany poduszek, żądaj od warsztatu listy części z numerami referencyjnymi i potwierdzenia źródła.
- W razie wątpliwości – audyt montażu i diagnostyka systemu SRS w autoryzowanej sieci.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Specyfikacja auta Maxa Verstappena pod lupą. Auto wzbudza kontrowersje

Ferrari HC25 wygląda jak przyszłość marki, ale ma „retro” napęd

Kimera K39 w duchu Lancii 037 i V8 od Koenigsegga. Ma ponad 1000 KM

McLaren i Intel. Gigant wraca do F1 po 20 latach przerwy



