⏱️ 3 min.

Farley ostro o Europie: To nie transformacja, to wygaszanie przemysłu

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

10-12-2025 09:12
Europa musi się obudzić. Szef Forda ostrzegł przed chińskim tsunami EV

Jim Farley znów wywołał polityczno-motoryzacyjną burzę. Szef Forda przekonuje, że europejska strategia elektryfikacji ugrzęzła w miejscu, a sztywne reguły oderwały się od realiów rynku. Jego zdaniem, jeśli Unia nie przeprowadzi pilnego resetu polityki klimatycznej i przemysłowej, stanie się „muzeum produkcji z XX wieku”, bezradnie obserwując, jak chińskie marki przejmują rynek szybciej, niż ktokolwiek przewidział.

Farley zwrócił uwagę, że producenci od lat ładują w elektryfikację gigantyczne środki, jednocześnie próbując nadążyć za przepisami tworzonymi – jak podkreślił – bez kontaktu z rzeczywistością. W jego opinii europejscy decydenci najpierw uchwalali ambitne cele, a potem w pośpiechu je korygowali, co tylko pogłębiało chaos i ryzyko strat liczonych w miliardach euro. Ekspert rozwinął ten wątek w komentarzu dla Financial Times, wskazując, że podobny bałagan regulacyjny widziano wcześniej w USA za czasów Donalda Trumpa, kiedy normy zużycia paliwa raz luzowano, a raz zaostrzano.

Farley: rynek EV nie rośnie, bo przestał być słuchany konsument

Farley stwierdził, że europejska polityka środowiskowa wciąż opiera się na prostym założeniu: „mandat wystarczy, popyt sam się pojawi”. Tymczasem rynek – jak zauważył – zatrzymał się na 16% udziału aut elektrycznych, czyli daleko od zakładanych 25% w 2025 roku. Klienci nie są gotowi na pełny przeskok do EV, a regulacje konsekwentnie ignorują rynkowe odbicie. Ekspert podkreślił w opinii:

Musimy dostosować cele redukcji emisji do realnej adopcji rynkowej i zapewnić producentom stabilny, dziesięcioletni horyzont. Obejmuje to pozostawienie klientom możliwości jeżdżenia hybrydami przez dłuższy czas, zamiast zmuszać ich do skoku na EV, na który nie są gotowi.

Farley zaznaczył też, że pomimo setek miliardów euro przeznaczonych na elektryfikację, rządy nie zapewniły adekwatnego wsparcia w rozbudowie infrastruktury ładowania. Sieci stacji rozwijają się głównie w zamożnych dzielnicach dużych miast, co tylko pogłębia różnice regionalne i ogranicza tempo adopcji EV.

Chińska fala już ruszyła. Europa patrzy z boku

Najmocniejsza część stanowiska Farleya dotyczyła jednak nie polityki regulacyjnej, lecz tempa ekspansji chińskich producentów. Jego zdaniem Państwo Środka ma dziś przewagę na każdym froncie – od baterii, przez koszty produkcji, po skalę eksportu. W ciągu ostatniego roku marki z Chin podwoiły swój udział w Europie, wyraźnie przyspieszając ofensywę. Jak powiedział Farley, niepokojące są również dane o europejskich zakładach:

Produkcja pojazdów w UE spadła o 3 mln sztuk w porównaniu z poziomem sprzed pandemii. Zakłady gasną. W 2024 roku w branży motoryzacyjnej zniknęło 90 000 miejsc pracy. To są miejsca pracy, które podtrzymują stabilność społeczną w Europie.

Ekspert podkreślił, że to nie jest teoretyczne ostrzeżenie, lecz realny scenariusz, który już się materializuje. W jego ocenie połączenie sztywnej polityki klimatycznej z napływem subsydiowanych chińskich EV może wywrócić europejską motoryzację szybciej, niż zakładają rządy.

Ford: nie chodzi o protekcjonizm, lecz o racjonalny plan

Farley zaznaczył, że przemysł nie oczekuje budowy ochronnego muru. Wskazał, że Ford przeszedł gruntowną reorganizację, zamknął część zakładów i ściął koszty, aby zwiększyć elastyczność działania. Jednak – jak podkreślił – nawet najbardziej bolesne cięcia nie wystarczą, jeśli politycy nie przedstawią spójnego, długofalowego planu. W opinii Farleya:

Jeśli Europa chce uniknąć stania się muzeum produkcji z XX wieku, potrzebujemy pilnego resetu i długofalowego planu. To nie jest transformacja. To wygląda bardziej jak wygaszanie europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Zdaniem Farleya, bez korekty kursu europejski sektor produkcyjny może wejść w długotrwały trend spadkowy. Konsekwencje – zarówno gospodarcze, jak i społeczne – odczuje cała wspólnota.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

Fotograf i podróżnik na czterech kołach (czasem dwóch). Aparat w jednej ręce, kierownica w drugiej – to moje motto.