Ferrari rozkręciło tempo: 20 nowych aut w 5 lat, Elettrica w drodze. V12 wciąż żyje

Ferrari przyspieszyło jak na kwalifikacjach w Monzy: między 2026 a 2030 rokiem będą debiutować średnio cztery nowe modele rocznie, czyli łącznie aż 20 aut. Dla marki, która w 2024 roku sprzedała 13 752 egzemplarze – i tym samym wykręciła rekord – to plan ambitny, ale przemyślany. Maranello postawiło na większą różnorodność krótkoseryjnych modeli, utrzymując jednocześnie żelazną zasadę ekskluzywności i kontrolowanych wolumenów.
Strategia: więcej modeli, mniejsze serie, ta sama ekskluzywność
Ferrari celuje w szersze spektrum klientów, ale bez rozcieńczania prestiżu. Plan 20 premier w pięć lat to nie pogoń za produkcją pojazdów masowych, lecz precyzyjne dawkowanie nowości. Jak podkreśliło przedsiębiorstwo, portfel produktów obejmuje krótkie serie i limitowane odsłony – to one budują napięcie i podtrzymują popyt, który już teraz przewyższa moce produkcyjne. Według danych przekazanych inwestorom, książki zamówień pokryły cały rok produkcyjny 2026, więc nowi klienci mają otrzymać auta dopiero w 2027.
Co wiemy o gamie: od Elettriki po otwarte wersje Amalfi i F80
Na liście potwierdzonych debiutów znalazło się pierwsze w pełni elektryczne Ferrari – Elettrica. Logika programu modelowego sugeruje odświeżone 296 oraz Purosangue z napędem hybrydowym plug-in, bo platforma SUV-a przewiduje elektryfikację. Otwarta wersja Amalfi oraz roadster/Spider pokrewny F80 wydają się naturalną koleją rzeczy – tu gra toczy się bardziej o „kiedy”, niż „czy”.
Exclusivity first
Ferrari utrzymało nacisk na limitowane wolumeny. Jak podał prezes Benedetto Vigna, lepiej jest rozwijać wachlarz wersji w krótkich seriach niż „pompować” pojedyncze modele wysoką produkcją. W opinii Benedetta Vigni:
Lepiej mieć więcej modeli o ograniczonym wolumenie niż kilka modeli o wyższym wolumenie.
Ta filozofia działa: aktywna baza to około 90 000 klientów (zakupy w ciągu ostatnich pięciu lat), czyli o około 20% więcej niż w 2022 roku. W tym samym czasie ponad 32 000 osób zostało pierwszorazowymi nabywcami Ferrari, a kolekcjonerzy powiększyli swoje zbiory o około 20%.
Elektromobilność bez złudzeń: miks napędów do 2030
Rynek EV ochłodził zapał niejednego producenta – i Maranello nie jest tu wyjątkiem. W 2022 roku wstępny cel mówił o 40% udziału elektryków pod koniec dekady. Dziś ta prognoza została urealniona. Do 2030 roku portfolio Ferrari ma wyglądać następująco:
- 40% – hybrydy,
- 40% – modele spalinowe,
- 20% – auta elektryczne.
Taki układ oddaje bieżące trendy: klienci Ferrari cenią technikę hybrydową i charakter jednostek spalinowych, a elektryfikacja – choć postępuje – nie dominuje tak szybko, jak jeszcze niedawno przewidywał rynek.
V12 – legenda trwa, a Icona może dostać kolejne rozdziały
Ferrari potwierdziło przywiązanie do dwunastocylindrowej architektury. Naturalnym kandydatem do kolejnych edycji serii Icona jawi się SP4 z wolnossącym 6,5-litrowym V12, znanym z Purosangue oraz 12Cilindri. Krótkie serie z tym silnikiem nie miałyby problemu z wyprzedaniem „na pniu” – świadomość, że taka konfiguracja ma ograniczony horyzont, tylko podgrzewa zainteresowanie.
A jednak… manual może mignąć w Iconie
Oficjalna linia komunikacji jest twarda: przyszłe Ferrari mają dwa pedały. Jak stwierdził dział marketingu i sprzedaży, miłośnicy „wachlowania” powinni sięgnąć po klasyka Jednocześnie w technicznym kuluarze zabrzmiała nuta niepewności co do absolutnych zakazów. W opinii Gianmarii Fulgenziego manual mógłby powrócić w modelu Icona, ponieważ część najzamożniejszych klientów naciska na przywrócenie pedału sprzęgła. To nie deklaracja programu, lecz sygnał: jeśli gdziekolwiek, to właśnie w hiperlimitowanej Iconie manual miałby sens – i cenę.
Popyt, baza klientów i „efekt kolekcjonera”
Ferrari utrzymało dyscyplinę podaży i konsekwentnie podgrzewało popyt. Zamówienia na 2026 rok zostały zamknięte, a nowi kupujący mieli liczyć się z dostawą w 2027. Rosła też grupa debiutantów w marce – ponad 32 000 osób po raz pierwszy dołączyło do stajni z Maranello – oraz aktywność kolekcjonerów, którzy dziś trzymają o około 20% więcej aut niż wcześniej. To dowód, że strategia „więcej modeli, mniejsze serie” działa bez ryzyka inflacji prestiżu.
Mapa najbliższych ruchów: czego wypatrywać
W perspektywie średnioterminowej warto śledzić:
- debiut Elettriki – pierwszego BEV Ferrari, który otwiera nowy rozdział bez zrywania z DNA,
- aktualizację 296 – kluczowego filaru hybrydowej gamy,
- Purosangue PHEV – rozszerzenie oferty SUV-a o doładowanie z gniazdka,
- otwarte warianty Amalfi i F80 – bo Ferrari tradycyjnie celebruje wiatr we włosach,
- limitowane projekty z V12 – prawdopodobnie w rodzinie Icona, gdzie rzadkość spotyka kolekcjonerski instynkt.
Wnioski: Ferrari podniosło poprzeczkę – i robi to po swojemu
Maranello obrało kurs na szeroką, lecz limitowaną gamę. Harmonogram 20 premier w pięć lat jest imponujący, ale pozostaje zgodny z filozofią marki: najpierw ekskluzywność, potem skala. Urealnienie udziału EV do 20% nie osłabia przekazu – przeciwnie, pokazuje trzeźwe spojrzenie na rynek i klientów. V12 trwa, hybrydy rosną, a elektryfikacja wchodzi kontrolowanym krokiem. Reszta? Reszta to historia, którą Ferrari od lat pisze z nieprzyzwoitą skutecznością – i najwyraźniej właśnie dopisało plan na kolejny tom.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Citroën C3 Aircross wyraźnie tańszy w Polsce. Promocje schodzą nawet poniżej 78 tys. zł

Te silniki robią 500 tys. km bez remontu. Nie wszystkie legendy są przesadzone

Zagato i Deus Ex Machina stworzyli wyjątkowe AGTZ Twin Tail. To ruchoma rzeźba

Kierowcy nie chcą płacić co miesiąc, ale producenci i tak zamykają ADAS za abonamentem



