Ferrari 488 GTS za głośne dla Nowego Jorku? Absurdalny spór z władzami miasta

Właściciel Ferrari 488 GTS z Nowego Jorku postanowił stawić czoła systemowi, który – jego zdaniem – niesłusznie ukarał go za „nadmierny hałas”. Rob Ferretti, przedsiębiorca znany z prowadzenia Gotham Dream Cars, odwołał się od dwóch mandatów o łącznej wartości, po przeliczeniu na naszą walutę, około 6 173 zł. Utrzymuje on, że samochód jest całkowicie seryjny, a winę za ich wystawienie mogły ponosić wadliwe czujniki miejskiego monitoringu.
Ferretti, jak podało przedsiębiorstwo Gotham Dream Cars, zakwestionował sankcje wystawione po tym, jak miejska sieć kamer i mikrofonów miała zarejestrować przekroczenie limitu 85 dB. W jego ocenie pomiar opierał się na urządzeniu, które – według obrońców – nie przeszło przeglądu od 16 miesięcy. To wystarczyło, by pojawiły się wątpliwości co do rzetelności całej procedury.
Linia obrony: niepewne dane i czujnik bez przeglądu
Eksperci z zespołu obrony Ferrettiego podkreślili, że korzystano z sensora, którego stan techniczny mógł wypaczać każdy odczyt. Prawnicy zauważyli również, że to samo Ferrari 488 GTS przejeżdżało przez inne ulice bez wywoływania alarmu, co dodatkowo sugerowało błąd pomiarowy. Miasto utrzymuje jednak, że rozbudowana sieć kamer i mikrofonów to kluczowe narzędzie w ochronie mieszkańców przed rosnącym hałasem generowanym przez motocykle i sportowe auta. Administracja Nowego Jorku przypomina, że przekroczenie progu 85 dB skutkuje mandatem niezależnie od rodzaju pojazdu.
Sprawa trudniejsza, niż wygląda
Problem jest bardziej złożony, niż sugerowałby sam pomiar. Technologia rejestracji hałasu w ciasnej zabudowie miejskiej bywa kapryśna. Echo między budynkami, ruch uliczny czy dźwięki placów budowy mogą wywoływać krótkotrwałe skoki, które nie muszą pochodzić z badanego auta. Zespół Ferrettiego wystąpił do sądu o pełen dostęp do dokumentacji urządzeń, ich historii serwisowej i nieprzetworzonych nagrań. Dla firm zajmujących się wynajmem aut sportowych stawką jest coś więcej niż pojedyncze mandaty – jeśli system okaże się zbyt agresywny, sektor może zostać zalany karami i obciążony reputacyjnie. Z kolei nadmierna pobłażliwość osłabiłaby miejską politykę walki z hałasem.
Ferrari 488 GTS i akustyka w praktyce
Ferrari 488 GTS, jak każdy supersamochód tej klasy, generuje różny poziom dźwięku w zależności od obrotów silnika, temperatury czy momentu zmiany biegów. Auto Ferrettiego ma seryjny układ wydechowy, co – jak stwierdził właściciel – wyklucza jakiekolwiek manipulacje zwiększające hałas. Nawet seryjne superauta potrafią jednak chwilowo przekraczać miejskie limity w specyficznych warunkach, zwłaszcza w gęstych „kanionach” ulic między wysoką zabudową. Dlatego obrona domaga się potwierdzenia, że pomiar rzeczywiście pochodził z jego samochodu i że odczyt można uznać za miarodajny. Decyzja sądu ma zapaść jeszcze w tym miesiącu.
Supersamochodowa społeczność obserwuje
Środowisko właścicieli supersamochodów i firm wynajmujących takie pojazdy śledzi sprawę z wyraźnym napięciem. Zbyt restrykcyjne limity mogłyby doprowadzić do lawinowego wzrostu kar, które nie odzwierciedlają rzeczywistego zachowania kierowców. Z drugiej strony złagodzenie kontroli osłabiłoby działania na rzecz mieszkańców, którzy od lat domagają się skutecznych narzędzi ograniczających miejski hałas. Ferretti podkreśla, że w pełni ufa kondycji technicznej swojej floty i procedurom jej przygotowania do jazdy. Miasto pozostaje nieugięte i zapowiada dalsze egzekwowanie przepisów – czeka jedynie na decyzję sądu.
Co dalej?
Bez względu na werdykt, spór już teraz otworzył debatę o tym, jak mierzyć hałas w mieście w sposób rzetelny, odporny na zakłócenia i kontekst urbanistyczny. Wynik może przesądzić o kierunku rozwoju systemów automatycznego monitoringu akustycznego – nie tylko w Nowym Jorku.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?



