Ferrari zaprezentowało pierwsze w historii auto elektryczne – model Elettrica – i… natychmiast zaliczyło najgorszy dzień na giełdzie w całej swojej historii. Spadek wartości akcji o ponad 15% nie był jednak wynikiem premiery, lecz rozczarowujących prognoz finansowych, które ochłodziły entuzjazm inwestorów.
Rekordowy spadek po Dniu Rynków Kapitałowych
Na włoskiej giełdzie w Mediolanie akcje Ferrari runęły o 16,1%, kończąc dzień ze stratą 15,4%. Równocześnie na nowojorskim parkiecie notowania spadły o 15%, bijąc poprzedni rekordowy jednodniowy zjazd z lutego 2016 roku, wynoszący 12,4%. Analitycy podkreślili, że tak gwałtowna reakcja rynku nie była spowodowana debiutem elektrycznego modelu, lecz ostrożnymi prognozami finansowymi.
Włoski producent oczekuje w 2025 roku przychodów netto na poziomie co najmniej 7,1 mld euro (ok. 30,23 mld zł), podczas gdy wcześniejsze przewidywania mówiły o ponad 7 mld euro. Długoterminowo Ferrari zakłada wzrost do 9 mld euro (ok. 38,32 mld zł) i osiągnięcie EBITDA na poziomie 3,6 mld euro (ok. 15,33 mld zł) do 2030 roku. Jak zauważyli analitycy z Citi:
Zaktualizowane wytyczne Ferrari plasują się poniżej naszego scenariusza niższego wzrostu i odzwierciedlają konserwatywne podejście zarządu.
Elettrica: 1000 KM, 530 km zasięgu i akumulator 122 kWh
Podczas prezentacji Ferrari ujawniło pierwsze szczegóły dotyczące modelu Elettrica – swojego pierwszego samochodu w pełni elektrycznego. Auto będzie dysponować mocą 1000 KM, zasięgiem do 530 km, a sprint do 100 km/h zajmie zaledwie 2,5 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 310 km/h, co czyni go jednym z najszybszych EV na rynku. Pod karoserią znalazł się potężny akumulator o pojemności 122 kWh, z gęstością energii 195 Wh/kg na poziomie pakietu i 305 Wh/kg na poziomie ogniwa. Zastosowano architekturę 800 V, która pozwala na ładowanie z mocą 350 kW, co oznacza, że w idealnych warunkach Elettrica może odzyskać znaczną część zasięgu w niecałe 20 minut.
Ferrari ogranicza plany elektryfikacji
Największym zaskoczeniem dla inwestorów nie była sama Elettrica, lecz zmiana strategii marki w zakresie elektryfikacji. W 2022 roku Ferrari zapowiadało, że do 2030 roku 40% jego sprzedaży będą stanowiły auta w pełni elektryczne. Teraz jednak prognozy zostały znacznie skorygowane. Firma ogłosiła, że w 2030 roku 40% sprzedaży będą stanowiły modele spalinowe, kolejne 40% hybrydy, a tylko 20% – elektryki. Oznacza to, że Ferrari planuje sprzedać o połowę mniej EV niż pierwotnie zakładało. Jak wyjaśniło przedsiębiorstwo, decyzja wynika z „podejścia skoncentrowanego na kliencie, obecnego otoczenia rynkowego oraz oczekiwanej ewolucji rynku”.
Spowolnienie tempa elektryfikacji wpisuje się w trend obserwowany w całej branży – wielu producentów, od Forda po Mercedesa, obniża swoje oczekiwania dotyczące popytu na auta elektryczne z powodu stagnacji sprzedaży w kluczowych regionach, takich jak Europa i Chiny.
Konserwatywna wizja przyszłości
Ferrari pozostaje przy strategii stopniowej transformacji, zachowując silną pozycję modeli z silnikami spalinowymi i hybrydowymi. Elettrica ma być raczej technologicznym pokazem możliwości marki, a nie masowym produktem, który zmieni strukturę sprzedaży. Zarząd stawia na utrzymanie wyjątkowości marki, rentowności i lojalności klientów, a nie pogoń za udziałem w rynku aut elektrycznych. Takie podejście nie spodobało się inwestorom, którzy liczyli na bardziej dynamiczną ekspansję. Ferrari tym samym przypomina, że w świecie, gdzie wielu producentów goni za elektryfikacją na siłę, marka z Maranello wybiera drogę ewolucji, a nie rewolucji – nawet kosztem chwilowych turbulencji na giełdzie.






