⏱️ 3 min.

Ferrari wyśmiewa chińskie supersamochody: „to elektryczne słonie”

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

17-10-2025 07:10
Ferrari 849 Testarossa

Ferrari znów rozpaliło branżową dyskusję. Tym razem nie chodzi o kolejną limitowaną V12-tkę, lecz o słowa Gianmarii Fulgenziego – szefa działu produktów marki z Maranello. W ostrym wywiadzie udzielonym magazynowi AutoExpress, włoski menedżer nazwał chińskie supersamochodyelektryczne „słoniami”. To nie metafora z sympatią – raczej diagnoza ociężałości w wyścigu technologicznym, który dla Ferrari wciąż ma kręcić się wokół lekkości, emocji i mechanicznej finezji.

Chińskie „słonie” kontra włoska tradycja

Jak podkreślił Gianmaria Fulgenzi, elektryfikacja pozwala łatwo osiągnąć kosmiczne moce, ale często kosztem duszy i proporcji samochodu. W rozmowie z brytyjskim AutoExpress menedżer nie przebierał w słowach.

Jak powiedział Gianmaria Fulgenzi: można zobaczyć na rynku samochody elektryczne, które mają już ponad 2000 koni mechanicznych. To bardzo łatwe – wystarczy dodać duże silniki i ogromną baterię. Ale gdzie tu finezja? Takie auta są jak słonie.

Włoski producent – dla którego każdy kilogram mniej ma znaczenie – wyraźnie nie może przełknąć faktu, że coraz więcej chińskich marek buduje elektryczne potwory bijące rekordy przyspieszeń, lecz często też rekordy masy. Fulgenzi użył słowa „elephant cars” nie tylko z przekąsem, ale też jako przestrogę: samochód o mocy 3000 KM, ważący kilka ton, nie jest według Ferrari szczytem inżynierii, lecz ślepą uliczką.

Ferrari też pracuje nad elektrykiem – ale po swojemu

Paradoks? Wcale nie. Ferrari przygotowuje własny model elektryczny o nazwie roboczej Elletrica. Włosi potwierdzili, że auto ma mieć ponad 1000 KM, a więc połowę tego, co topowe chińskie konstrukcje. W zamian zaoferuje to, co dla marki kluczowe – balans między mocą, masą i emocjami. Ferrari Elletrica ma korzystać z czterech silników elektrycznych i baterii o pojemności 122 kWh. Marka nie ukrywa, że projekt ten jest dla niej największym wyzwaniem od czasów pierwszego hybrydowego LaFerrari.

Auto powstaje w nowym zakładzie w Maranello, zbudowanym specjalnie do obsługi produkcji pojazdów na prąd. Jak podkreślają przedstawiciele marki, priorytetem nie będzie rekord mocy, lecz charakter jazdy. Ferrari chce, by Elletrica prowadziła się z taką samą precyzją jak spalinowe modele, a przy tym zachowała akustyczną i emocjonalną tożsamość – nawet jeśli dźwięk V12 zastąpi syntezator.

Chińskie bestie: Xiaomi SU7 Ultra i Yangwang U9 Xtrem

Trudno jednak nie zauważyć, że rywale z Chin narzucili tempo, którego nawet Ferrari nie może zignorować. Xiaomi SU7 Ultra – flagowy sedan marki technologicznej – generuje ponad 1500 KM z czterech silników elektrycznych, przyspiesza do setki w mniej niż 2 sekundy i ma zasięg przekraczający 800 km. Jeszcze dalej poszła marka Yangwang, należąca do koncernu BYD. Jej U9 Xtrem deklaruje nieprawdopodobne 3018 KM. To kilka razy więcej niż w bolidach Formuły 1, a jednak – jak twierdzi Ferrari – to nie czyni z niego dzieła sztuki inżynierskiej. Włoski producent nie ma zamiaru gonić tych liczb, wierząc, że w motoryzacji wciąż liczy się emocjonalny rezonans, a nie wykres mocy. Jak stwierdził Gianmaria Fulgenzi:

Prawdziwa innowacja nie polega na tworzeniu słoni, tylko na znajdowaniu równowagi między technologią a pasją.

Elektryczna przyszłość po włosku

Ferrari, podobnie jak Lamborghini czy Aston Martin, musi pogodzić się z nowymi realiami emisji i trendów rynkowych. Ale zamiast kopiować chińskie recepty, planuje własną drogę do elektryfikacji – bardziej artystyczną niż arytmetyczną. Elletrica ma być pierwszym pełnoprawnym modelem na prąd, który nie tylko przyspiesza, ale też potrafi „mówić” z kierowcą przez układ kierowniczy i zawieszenie. Jeżeli Włochom uda się zachować to DNA, Fulgenzi będzie mógł spać spokojnie – nawet w świecie zdominowanym przez słonie o 3000 koni mechanicznych.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.