Amerykańska agencja Immigration and Customs Enforcement (ICE) postanowiła walczyć z kryzysem kadrowym w dość niecodzienny sposób – zamiast kolejnych podwyżek czy benefitów, sięgnęła po… Fordy Mustangi GT z 5-litrowymi silnikami V8 o mocy 480 KM. Samochody zyskały złote logotypy ICE i hasło „Defend the Homeland”, a ich łączny koszt przekroczył 120 tys. dolarów, czyli ponad 441 tys. zł.
Pomysł był prosty: tradycyjne bonusy i dodatki nie działały, więc rząd federalny postanowił postawić na konie mechaniczne. Mustang GT Fastback w roli maskotki rekrutacyjnej ma przemówić do wyobraźni kandydatów podczas targów pracy i wydarzeń promujących służbę w ICE. Agencja ogłosiła, że auta mają pełnić rolę „śmiałego, wysokowydajnego symbolu innowacji, siły i nowoczesnej służby federalnej”.
Nie chodzi jednak o dwie sztuki muscle carów. Sam pomysł wpisuje się w większą, kosztowną kampanię rekrutacyjną. Jak podało ICE, już wcześniej przeznaczono ponad 700 tys. dolarów (ok. 2,547 mln zł) na samochody wykorzystywane w celach wizerunkowych. W arsenale pojawiły się m.in. Ford Raptor i GMC Yukon oklejone grafikami nawiązującymi do Boeinga 757 Donalda Trumpa. Te „gadżety na kołach” miały wspierać nagrania filmów rekrutacyjnych i generować szum w mediach społecznościowych.
Samochody zamiast premii
Problem, przed którym stanęła agencja, nie był błahy. ICE od dawna borykała się z niedoborem chętnych do pracy. Niskie morale funkcjonariuszy zbiegły się w czasie z agresywną ekspansją i rosnącym naciskiem na cywilne zatrzymania imigrantów. Tradycyjne zachęty, takie jak podwyżki, pakiety socjalne czy elastyczny czas pracy, nie wystarczyły, by przyciągnąć kandydatów. Ekspert ds. bezpieczeństwa publicznego stwierdził:
Takie działania mają przede wszystkim efekt marketingowy – nie chodzi o to, by pracownicy codziennie jeździli Mustangami, ale by agencja wreszcie przebiła się do świadomości potencjalnych rekrutów.
Rekrutacja na skróty
Co ciekawe, cała akcja miała tak wysoki priorytet, że zignorowano standardowe procedury przetargowe. Zlecenie trafiło do dealera oddalonego o 25 minut od Białego Domu, który miał dwa Mustangi na stanie i mógł je dostarczyć w ekspresowym tempie. Kilka dni po zamówieniu samochody były już gotowe do oklejenia i ustawienia na wydarzeniach rekrutacyjnych. Dziennikarze zauważyli, że Fordowi nie spieszyło się z opróżnianiem placów dealerskich z Mustangów – popyt nie nadążał za podażą, więc rządowe zakupy można uznać za przypadek win-win. ICE zyskało atrakcyjny rekwizyt promocyjny, a Ford pozbył się zalegającego towaru.
Kreatywna rekrutacja
Choć użycie sportowych aut do rekrutacji w służbach federalnych brzmi nietypowo, w praktyce to tylko nowa odsłona starej strategii. Wojsko od dekad kusiło kandydatów pokazami zaawansowanej technologii – od samolotów bojowych po systemy rakietowe. FBI również słynęło z flot imponujących samochodów, choć głównie w kontekście operacyjnym, a nie rekrutacyjnym. ICE jednak poszło krok dalej, traktując Mustangi jako billboardy na kołach. Pytanie tylko, czy ten trik rzeczywiście poprawi morale i przyciągnie odpowiednich ludzi, czy raczej pozostanie symbolem desperacji i przerostu formy nad treścią. Jak podsumował analityk rynku motoryzacyjnego:
Samochody mogą przyciągnąć uwagę, ale ostatecznie liczą się warunki pracy i perspektywy kariery – a te w ICE wciąż pozostają problematyczne.






