Honda Prelude po korektach dealerów w USA. Wzrost cen o 152%

Honda chciała wrócić do gry romantycznym powrotem modelu Prelude, ale dealerzy w USA bardzo szybko sprowadzili fanów na ziemię. Hybrydowe coupé, które już w cenniku wygląda na mocno optymistycznie wycenione, w rękach sprzedawców zamieniło się w absurdalnie drogi gadżet. Zamiast nostalgii – mamy więc lekcję, jak jednym ruchem zrazić własnych klientów.
Dealerzy podnieśli ceny do poziomu aut premium
Prelude startuje z MSRP na poziomie 42 000 dolarów, czyli ok. 154 000 zł (przy kursie 1 dolarów = 3.6726 zł). Już ta wartość wywołała u wielu pytania o to, czy Honda nie przeceniła swojej gwiazdy. Jednak część salonów postanowiła udowodnić, że można i jeszcze odważniej. W sieci zaczęły krążyć zdjęcia naklejek na szybach i ogłoszeń, na których widniejąca cena przestała mieć cokolwiek wspólnego z logiką.
Jak zauważył jeden z kupujących, zapłacił przed podatkiem 59 345 dolarów (ok. 217 900 zł). Kwotę pompowano „pakietem ochronnym i korektą rynkową” o wartości 14 995 dolarów (55 000 zł). W zestawie znalazły się dodatki typu listwa bagażnika, blokady kół, chlapacze, ochrona lakieru czy przyciemnienie szyb – czyli wszystko to, co w normalnych warunkach byłoby rozsądnym upsellem, ale nie usprawiedliwia astronomicznej kwoty.
Przekładając to na polskie realia, gdzie cena wyjściowa wynosi 214 500 zł, to tak jakby dealer zaoferował pojazd w kwocie 302 445 zł!
„Korekta rynkowa” robi całą robotę
Prawdziwy ciężar ceny generuje wyłącznie dopisek o „market adjustment”. Tak więc pod pretekstem dodatkowego wyposażenia, wykorzystano sytuację rynkową i szum wokół tego pojazdu, aby podnieść cenę auta, zwiększając przede wszystkim marżę. Mało tego, inny salon zarobił 61 714 dolarów, a jeszcze kolejny – tym razem z Kalifornii – aż 63 850 dolarów za limitowaną do 60 sztuk edycję. 152% w polskich realiach oznaczałoby około 326 040 zł, biorąc pod uwagę jeszcze bardziej wygórowaną cenę wyjściową w kraju nad Wisłą.
Rzeczywistość kontra konfigurator Hondy
Krótki spacer po oficjalnym konfiguratorze pokazuje, jak bardzo te ceny odstają od realiów. Nawet po zaznaczeniu absolutnie wszystkiego: pokrowca, dokładek aerodynamicznych, spojlera, osłon, listew, pakietów ochronnych, dywaników i 19-calowych kół – Prelude dobija do 50 926 dolarów, czyli ok. 187 000 zł. To wciąż daleko od astronomicznych sum z ogłoszeń.
Konkurencja wypada znacznie rozsądniej
Honda wyposażyła model w hybrydowy układ o mocy 200 KM. To wartość, która w teorii brzmi sensownie, ale zestawiona z ceną 42 000 dolarów (plus 1 195 dolarów opłaty) sprawia, że Prelude wygląda na auto oderwane od rzeczywistości. Zwłaszcza w starciu z bardziej gorącymi propozycjami:
- Toyota GR86: 30 800 dolarów (113 000 zł)
- Ford Mustang EcoBoost: 32 320 dolarów (118 700 zł)
- Nissan Z (400 KM): 42 970 dolarów (157 900 zł)
A gdy dealerzy podbijają Prelude do pułapu powyżej 60 000 dolarów, japońskie coupé trafia w rejony modeli klasy premium – BMW 430i (52 600 dolarów, czyli 193,9 000 zł) czy Mercedes CLE (59 550 dolarów, 219 000 zł). Co gorsza, przebija nawet Mustanga GT (46 560 dolarów, ok. 171 000 zł) i zbliża się do Dark Horse’a (64 080 dolarów, ok. 235,6 000 zł).
W komentarzach pojawiły się głosy, że za podobne kwoty można przejść na zupełnie inny poziom: BMW M240i czy Toyotę GR Suprę 3.0 Premium, gdzie cennik oscyluje w okolicach 62 000 dolarów. Jeden z użytkowników porównał model do „iPhone’a Air Hondy”, argumentując, że sensowna cena końcowa powinna się zatrzymywać w okolicy 35 000 dolarów.
W świecie elektryków też są lepsze opcje
Dla tych, którzy szukają przyspieszenia w wydaniu zelektryfikowanym, Model 3 Performance wypada znacznie atrakcyjniej: 54 990 dolarów (ok. 201 900 zł), oferując wyraźnie lepsze osiągi. Tuż powyżej tej kwoty zaczyna się Chevrolet Corvette z silnikiem umieszczonym centralnie – 70 000 dolarów (257 000 zł). Trudno więc bronić markupu Hondy, kiedy za podobne pieniądze można wejść na teren pełnoprawnych sportowych ikon.
Fani są wściekli – i trudno się dziwić
Internet zareagował natychmiast. Jeden z komentatorów podsumował sytuację krótko:
To auto nie ma absolutnie żadnego argumentu, by kosztować 63 000 dolarów.
Takie sytuacje są jednak stare jak świat. Pierwsza fala nowości zawsze przyciąga dealerów, którzy testują granice cierpliwości klientów. Z czasem jednak, gdy auta przestaną znikać jak „na pniu”, a zamiast tego wypełniają w nadmiarze zapasy, emocje opadną, a ceny wrócą do bardziej trzeźwych poziomów.
Najrozsądniejsza strategia?
Jeśli ktoś naprawdę marzy o Preludzie, najlepiej uzbroić się w cierpliwość i szukać ofert bez marż. Historia pokazuje, że „ekskluzywne” auta bardzo często po kilku miesiącach trafiają na listy wyprzedażowe, gdy dealerzy orientują się, że sentyment to nie wszystko, a klienci nie chcą płacić za fantazję sprzedawców.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Mercedes GLB 2026 już dostępny w Polsce. Ile kosztuje?

Alfa Romeo stawia wszystko na kompaktową ofensywę: Giulietta wraca, Giulia i Stelvio poczekają

Toyota Land Cruiser Mild-hybrid 48V już w Polsce. Cena, dane i szczegóły wersji Executive

Nowa Kia Seltos rusza na Europę. Cel? Klienci VW T-Roca



