⏱️ 3 min.

Test zderzeniowy ujawnił ryzyko pożaru w Hyundaiu Santa Fe. Ponad 135 000 SUV-ów trafi do serwisu

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

09-10-2025 11:10
Test zderzeniowy ujawnił ryzyko pożaru w Hyundaiu Santa Fe. Ponad 135 000 SUV-ów trafi do serwisu

Hyundai ogłosił akcję serwisową obejmującą aż 135 386 egzemplarzy Santa Fe z roczników 2024 i 2025. Powodem jest ryzyko zwarcia elektrycznego, które w skrajnych przypadkach może doprowadzić do pożaru – nawet po kolizji. Problem odkryto dopiero po oficjalnym teście zderzeniowym NCAP, co czyni całą sytuację dość niecodzienną.

Rzadki, ale poważny defekt: odsłonięty terminal rozrusznika

Jak wyjaśnił Hyundai, przyczyną problemu jest nieprawidłowo osadzona gumowa osłona przewodu zasilającego rozrusznik. Element ten, zwany „boot cover”, powinien chronić terminal „B+” przed kontaktem z innymi częściami silnika. Jednak w niektórych egzemplarzach osłona nie została prawidłowo dociśnięta do końca. W efekcie, w określonych scenariuszach wypadków – zwłaszcza przy odkształceniu komory silnika – terminal może zetknąć się z zespołem wentylatora chłodnicy. Taki kontakt może spowodować zwarcie, a to z kolei prowadzi do ryzyka pożaru. Co gorsza, dzieje się to już po kolizji, w momencie, gdy w układzie może znajdować się wyciekające paliwo.

Test zderzeniowy, który zapalił alarm

Źródłem całej historii był test zderzeniowy przeprowadzony przez amerykańską agencję NHTSA w ramach programu NCAP. Podczas badań modelu Santa Fe 2024, po uderzeniu w barierę czołową, inspektorzy zauważyli unoszący się dym z komory silnika. Jak podała NHTSA, po inspekcji ujawniono, że przyczyną było zwarcie elektryczne w rejonie rozrusznika, spowodowane nieosłoniętym terminalem.

To zdarzenie uruchomiło wielomiesięczne dochodzenie wewnętrzne Hyundai’a. Producent próbował odtworzyć sytuację i zidentyfikować czynniki sprzyjające problemowi. W trakcie badań wykryto „pewną liczbę” egzemplarzy z nieprawidłowo zamontowaną osłoną terminala, co ostatecznie skłoniło firmę do decyzji o dobrowolnym wezwaniu do serwisu ponad 135 000 SUV-ów.

Nie znaleziono usterek fabrycznych – problem występuje marginalnie

Po inspekcji fabryk Hyundai nie stwierdził żadnych błędów montażowych w bieżącej produkcji. Co więcej, testy wykazały, że prawidłowo zamocowana osłona terminala utrzymuje się na miejscu przez długi czas i nie wykazuje tendencji do zsuwania. Według danych producenta, tylko około 1 % pojazdów objętych akcją może faktycznie mieć ten defekt. Oznacza to, że realne ryzyko pożaru jest znikome, a przypadek NHTSA pozostaje jak dotąd jedynym potwierdzonym incydentem. Mimo to Hyundai zdecydował się działać prewencyjnie. To kolejny przypadek w ostatnich miesiącach, gdy koncern z Korei Południowej podejmuje działania zapobiegawcze związane z możliwym zagrożeniem ogniem – zjawiskiem, które w ostatnich latach dotyka coraz większej liczby producentów samochodów.

Szybka wizyta w serwisie: naprawa w mniej niż pół godziny

Dla właścicieli Santa Fe 2024–2025 procedura jest prosta i bezpłatna. Wystarczy udać się do autoryzowanego serwisu Hyundai’a, gdzie mechanicy sprawdzą, czy osłona przewodu rozrusznika została prawidłowo zamontowana. W razie potrzeby element zostanie ponownie założony. Według dokumentu serwisowego, cała operacja powinna potrwać mniej niż 30 minut.

Producent zapowiedział, że listy informujące właścicieli o kampanii serwisowej trafią do nich w grudniu 2025 roku. To rutynowa procedura w USA, prowadzona we współpracy z NHTSA.

Prewencja po fakcie – czy testy zderzeniowe zmieniają branżę?

Choć przypadek Santa Fe można uznać za jednostkowy, to pokazuje on, jak testy zderzeniowe coraz częściej wykrywają nieoczywiste zagrożenia – nie tylko w zakresie bezpieczeństwa pasażerów, ale i ryzyka pożaru po kolizji. Z punktu widzenia producentów, tego typu incydenty wymuszają jeszcze większą dbałość o detale montażowe i materiały izolacyjne. Dla klientów zaś to sygnał, że akcje serwisowe nie zawsze oznaczają realny problem, lecz często są przejawem nadmiernej ostrożności firm dbających o wizerunek.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

Uwielbiam samochody… dopóki nie trzeba płacić za paliwo i ubezpieczenie. Na szczęście pisanie o nich jest darmowe.