Ile czasu dziennie chcemy poświęcić na ładowanie auta elektrycznego? Oto najnowsze wyniki badań

Adam Kopeć
Andrzej Kopeć
Największe przeszkody dla rozwoju elektromobilności to stosunkowo skromny zasięg samochodów elektrycznych, ich cena oraz niedogodności związane z ładowaniem. A ile czasu jesteśmy skłonni poświęcić na to ostatnie? Takie badanie przeprowadził IHS Markit.

Obecnie liczba publicznych punktów ładowania na świecie przekroczyła okrągły milion, z czego ponad połowa znajduje się w samych Chinach. Mimo to producenci samochodów elektrycznych oraz rządy na całym świecie naciskają, aby masowo zwiększać tę liczbę. Unia Europejska postawiła sobie za cel 1 mln stacji szybkiego ładowania do 2025 roku, a w Wielkiej Brytanii weszły przepisy o obowiązkowym instalowaniu punktów ładowania w nowo budowanych budynkach.

Mimo podjętych kroków nadal brakuje punktów ładowania, o czym przekonali się choćby holenderscy właściciele Tesli, którzy w zeszłym roku niemal w tym samym czasie licznie ruszyli na ferie zimowe w austriackie Alpy. Efekt? Wielogodzinne kolejki do superchargerów, a nawet konieczność spędzenia nocy w hotelu. Ten przykład dobitnie pokazuje, że infrastruktura nadal jest niewystarczająca, a ładowanie – zbyt długie.

Ile czasu właściciele aut elektrycznych są skłonni czekać na to aż ich samochody zostaną w pełni naładowane? W badaniu IHS Markit, przeprowadzonym na ośmiu głównych rynkach motoryzacyjnych, wzięło udział 8000 uczestników. 35% z nich spodziewa się pełnego naładowania w ciągu 30 minut, natomiast 58% – w godzinę. Oczywiście, osiągnięcie takich wyników wymaga nie tylko szybkich ładowarek, ale i samochodów zdolnych przyjąć prąd o odpowiedniej mocy.

Wykres czasu, jaki jesteśmy w stanie poświecić dziennie na ładowania auta elektrycznego.

Coraz dłuższe ładowanie

Do 2015 roku większość aut mogło pochwalić się szczytową mocą wynoszącą 100 kW, natomiast obecnie coraz częściej mamy do czynienia z modelami zdolnymi przyjąć 250 czy nawet 270 kW. Pomimo tego, od 2015 roku zauważa się wzrost czasu ładowania samochodów prądem stałym (DC) o około 6% rocznie, co wynika z jednego podstawowego powodu. Otóż obecne samochody elektryczne mają coraz większe baterie, zapewniające dłuższy zasięg, co z kolei wydłuża czas ładowania. Dlatego pozornie starsze elektryki, z wyraźnie mniejszymi bateriami (i niższym zasięgiem) ładuje się krócej.

Nie oznacza to jednak, że ich akumulatory są zdolne szybciej przyjąć prąd. Aby przeciwdziałać takiemu myśleniu oraz lepiej informować konsumentów o szybkości ładowania, IHS proponuje posługiwanie się wartością liczby kilometrów, o jakie samochód jest w stanie zwiększyć zasięg w czasie 10 minut, czyli np. podczas przerw w podróży na kawę. To tym bardziej istotne, ponieważ pojazdy o dużej mocy niekoniecznie utrzymują najwyższą szybkość ładowania liniowo powyżej 10-15 minut ze względu na potrzebę ustabilizowania wytwarzania ciepła i ochrony akumulatora przed degradacją.

Zgodnie z najnowszymi badaniami zespołu IHS Markit dotyczącymi technologii akumulatorów i ładowania, średnia liczba kilometrów na 10 minut różni się w każdym segmencie pojazdów. W przypadku segmentu A to 24 km/10 min, natomiast w B: 36 km/10 min. Wynika to z prostego faktu – w przypadku mniejszych baterii, a takie stosuje się w autach z obu powyższych klas – producenci nie dają możliwości szybszego ładowania niż 30-40 kW (DC).

Widać to zresztą na poniższym wykresie. Zielony pasek przedstawia całkowity zakres km/10 min w danym segmencie rynku, czerwony pasek to średnia, natomiast nazwa auta wskazuje najlepszy model pod względem szybkości ładowania. Rekordzistą jest tutaj Tesla Model 3, zdolna w przeciągu 10 minut zwiększyć swój zasięg aż o 260 km! Nieźle radzą sobie także modele grupy Volkswagena.

Średni czas ładowania w zależności od segmentu rynku.

Co dalej?

Aby poprawić szybkość ładowania producenci ciągle szukają nowych rozwiązań dotyczących akumulatorów. Mówi się o wykorzystaniu półprzewodników, co ma potencjalnie podwoić zasięg, oraz o przejściu z ciekłego na stały elektrolit. Ten ostatni zabieg zmniejszyłby rozmiary i wagę baterii. A to oczywiście także przełożyłoby się na wzrost zasięgu samochodu. We wdrażaniu powyższych technologii liderami mają być takie marki jak: BMW, Toyota czy Volkswagen. Na początku tego roku Samsung ogłosił przełom w rozwoju akumulatorów, jednak przewiduje się, że jego technologia będzie masowo wykorzystywana dopiero na przełomie dekady.

Dr Richard Kim, główny analityk badawczy IHS Markit Automotive i ekspert ds. Komponentów akumulatorów, powiedział:

Zasięg pojazdów typu BEV już od lat odnotowuje obiecujący postęp, a odległości wzrosły nawet o 60% w nowych modelach względem ich poprzedników. Dzięki ciągłemu rozwojowi akumulatorów i wysiłkom producentów w zakresie zmniejszania wagi pojazdów nie mam wątpliwości, że zasięg będzie nadal się poprawiał. Rzeczywiście, możliwości szybkiego ładowania i infrastruktura również zyskują na znaczeniu na całym świecie; mam nadzieję, że pomoże to zmniejszyć obawy konsumentów dotyczące zasięgu i paliwa. Ostatecznie jest to jednak scenariusz typu jajko i kura, w którym koszt technologii akumulatorów i późniejsze ceny detaliczne pojazdów spadną tylko wtedy, gdy będą produkowane w dużych ilościach, co może nastąpić wyłącznie, gdy popyt na elektryki wyraźnie wzrośnie.

O autorze

Adam Kopeć

Andrzej Kopeć

Redaktor
Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.

© 2026 MotoGuru.pl