Włochy i Niemcy buntują się przeciw zakazowi silników spalinowych. Wspólne stanowisko obu państw

Europa zaczyna pękać w szwach pod ciężarem własnych ambicji klimatycznych. Dekadę przed planowanym zakazem sprzedaży nowych samochodów spalinowych, Włochy i Niemcy wspólnie zaapelowały do Komisji Europejskiej o rewizję Zielonego Ładu. Ich zdaniem transformacja w obecnej formie jest zbyt kosztowna, zbyt szybka i oderwana od realiów przemysłowych.
List z Berlina i Rzymu: ostrzeżenie dla Brukseli
Sygnał wyszedł wprost z gabinetów w Berlinie i Rzymie. Premier Giorgia Meloni oraz kanclerz Friedrich Merz podpisali wspólny list skierowany do unijnych instytucji, w którym domagają się „głębokiej rewizji polityki przemysłowej” związanej z transformacją motoryzacji. Jak podkreślono w piśmie, Zielony Ład w obecnym kształcie nie jest ani ekonomicznie, ani społecznie zrównoważony. Minister ds. przedsiębiorstw Adolfo Urso nie owijał w bawełnę:
Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Europejski przemysł nie może pozwolić sobie na kolejne błędy.
Polityk odniósł się do przepisów, które – w jego ocenie – zbyt gwałtownie wymuszają elektryfikację bez realnego przygotowania rynku. Efektem są nie tylko utraty miejsc pracy i przenoszenie produkcji poza Europę, ale też coraz większa przepaść między wizją urzędników a codziennością przedsiębiorców i konsumentów.
Kryzys branży i dominacja Chin
Odkąd Bruksela ogłosiła zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych (od 2035 roku), europejska branża rzuciła się w wyścig ku elektryfikacji. Ale reguły gry napisał ktoś inny – Chiny. To właśnie tamtejsi wytwórcy, dzięki taniej produkcji i agresywnej ekspansji, opanowali segment tanich pojazdów elektrycznych, zostawiając za sobą europejskich gigantów. Grupy takie jak Stellantis czy Volkswagen – jeszcze niedawno liderzy transformacji – dziś balansują na granicy opłacalności. Popyt na auta elektryczne rośnie zbyt wolno, a oferta producentów często nie przystaje do realnych możliwości finansowych kierowców. Fabryki ograniczają produkcję, linie stoją, a tysiące pracowników traci zatrudnienie.
Infrastruktura nie nadąża, a „elektryk ludowy” to mit
Choć państwa członkowskie inwestują miliardy w sieci ładowania, tempo rozwoju wciąż nie nadąża za potrzebami rynku. Włoskie i niemieckie media alarmują, że w wielu regionach Europy nadal brakuje gęstej sieci ładowania. Jednocześnie dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych nie są w stanie zniwelować różnicy między ich ceną a możliwościami przeciętnego obywatela. W efekcie idea „popularnego elektryka” – samochodu dostępnego dla wszystkich – pozostaje jedynie pustym hasłem. Nawet mniejsze samochody na prąd kosztują dziś tyle, ile jeszcze niedawno dobrze wyposażony kompakt z silnikiem benzynowym.
Nowe otwarcie: biopaliwa, e-paliwa i realizm
Rzym i Berlin nie chcą wojny z Komisją Europejską, ale proponują nowy kierunek. Ich celem jest „pragmatyczna transformacja” – taka, która nie porzuca celów klimatycznych, lecz rozszerza wachlarz rozwiązań. W praktyce oznacza to otwarcie drzwi dla biopaliw i e-paliwa– syntetycznych paliw neutralnych węglowo, które mogłyby przedłużyć życie tradycyjnych silników. Takie podejście zyskuje poparcie zwłaszcza w Niemczech, gdzie przemysł motoryzacyjny stanowi filar gospodarki, a miliony miejsc pracy nadal zależą od sektora spalinowego.
Nie chodzi o to, by zatrzymać postęp, ale by nie zniszczyć tego, co jeszcze działa – podkreślono w liście.
Bruksela na razie nie ustępuje
Tymczasem Komisja Europejska pozostaje nieugięta. Ursula von der Leyen w niedawnym wystąpieniu o stanie Unii stwierdziła:
Przyszłość jest elektryczna i Europa musi być jej częścią.
To jasny sygnał, że Bruksela nie planuje odwrotu. Problem w tym, że deklaracje te coraz bardziej rozmijają się z realiami rynku. Europa może chcieć być liderem zielonej rewolucji, ale jak na razie to Azja rozdaje karty.
Co dalej? Walka o kompromis
Presja ze strony dwóch największych gospodarek UE może jednak zmusić Komisję do ustępstw. W grę wchodzi choćby przesunięcie kluczowych terminów, elastyczniejsze zasady dla producentów lub większe wsparcie dla modernizacji fabryk. Niewykluczone też, że część zapisów Zielonego Ładu zostanie złagodzona – jeśli nie z powodu polityki, to z czystego pragmatyzmu. W przeciwnym razie rynek sam wymusi korektę: gdy elektryki nadal będą zalegać na placach, a kierowcy pozostaną przy benzynie i dieslu, ideał „zielonej Europy” może zamienić się w kosztowną porażkę. Bo jak pokazują statystyki – miliony kierowców wciąż wybierają sprawdzone auta spalinowe, a rewolucja, zamiast nabierać rozpędu, zaczyna grzęznąć w błocie.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Verstappen nie owija w bawełnę po piątku w Chinach. Red Bull ma poważny problem

George Russell zgarnął PP do sprintu w Chinach. Kimi drugi

Ferrari 330 GTS z 1967 roku trafi na aukcję w Monako. To jeden z 99 egzemplarzy

Project Motor Racing szykuje Patch 2.0. To dopiero początek dłuższej odbudowy



