Kia EV9 GT opóźniona. Miała być hitem, a wypadła z kalendarza

Kia zaprezentowała EV9 GT z wielkimi obietnicami: sześciomiejscowy kolos miał połączyć praktyczność rodzinnego SUV-a z dynamiką na poziomie hot-hatcha. Miał też trafić do salonów jeszcze w tym roku. Tymczasem model – według informacji przekazanych amerykańskiemu Car & Driver – został opóźniony „do odwołania”. Powód jest prosty i brutalny: rynek przestał sprzyjać drogim elektrykom.
Rzeczywistość kontra marketing
Kia pokazała EV9 GT podczas zeszłorocznego salonu w Los Angeles, budując wokół niego atmosferę „rodzinnego pocisku”, który miał trafić do kierowców potrzebujących miejsca dla sześciu osób, ale niechętnie rezygnujących z osiągów. Wtedy wszystko wyglądało jak klasyczny przepis na sukces: rynek SUV-ów wciąż rósł, elektryki zdawały się nie do zatrzymania, a moc 508 KM dla „Kii” mogła brzmieć jak najlepsze PR-owe zachęty. Szybko okazało się jednak, że entuzjazm branży to jedno, a chłodne realia sprzedażowe – coś zupełnie innego. EV9 miał wejść do sprzedaży w drugiej połowie 2025 roku, lecz model nie pojawił się nawet w zapowiedziach dystrybutorów. Kia potwierdziła to, co wielu podejrzewało: projekt został wstrzymany. Jak podało przedsiębiorstwo, opóźnienie wynikało z „zmieniających się warunków rynkowych”.
Koniec amerykańskich ulg
Te „warunki” w praktyce oznaczają przede wszystkim koniec amerykańskiej ulgi podatkowej na czyste pojazdy, co odcięło EV9 od jednego z najważniejszych argumentów sprzedażowych. Wyniki są bezlitosne: w ostatnim miesiącu dealerzy sprzedali zaledwie 666 egzemplarzy EV9, wobec 1 941 sztuk rok wcześniej. Taka dynamika nie pozostawia złudzeń – rynek nie miał apetytu na elektrycznego giganta kosztującego ponad 300 000 zł. Skoro EV9 GT-Line zaczyna się w USA od 71 900 dolarów, to odmiana GT musiałaby przekroczyć próg 76 000 dolarów. Przy kursie dolarów 3,6400 daje to ok. 276 640 zł, a w praktyce zapewne ponad 300 000 zł przed opłatami.
Zgrzyt wizerunkowy
Jak na markę, która jeszcze nie tak dawno uchodziła za rozsądną i budżetową, to kwota wywołująca dłuższe westchnienie niż pisk opon. Dwusilnikowy napęd na cztery koła i moc 508 KM pozwala rozpędzać się od 0 do 96 km/h w 4,3 s. Do tego elektronicznie sterowane zawieszenie, większe hamulce, elektroniczna blokada mechanizmu różnicowego i zestaw wizualnych dodatków, które miały odróżniać GT od spokojniejszych odmian. Miała być również wirtualna zmiana przełożeń – techniczna ciekawostka mająca ucieszyć tych, którzy tęsknią za mechaniczną narracją w świecie bez przekładni.
Trend w branży
Choć opóźnienie EV9 GT wygląda na trudną decyzję biznesową, nie jest to odosobniony przypadek. Jak podało przedsiębiorstwo Kia, podobny los spotkał inny model – elektrycznego sedana EV4 również wstrzymano „do odwołania”. Branża zaczęła gwałtownie rewidować plany, a na liście anulowanych projektów pojawiły się też konkurencyjne konstrukcje: Ram wycofał 1500 REV, a Volkswagen – model ID.7 w wersji na rynek USA. To wszystko składa się w prostą układankę: część elektryków okazała się zbyt droga i zbyt optymistycznie pozycjonowana. W momencie gdy rynek zaczął hamować, pierwsze pod cięcia trafiły wersje najbardziej niszowe i najdroższe. W tej kategorii EV9 GT niestety miał wszystkie cechy idealnego kandydata.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Mercedes GLB 2026 już dostępny w Polsce. Ile kosztuje?

Alfa Romeo stawia wszystko na kompaktową ofensywę: Giulietta wraca, Giulia i Stelvio poczekają

Toyota Land Cruiser Mild-hybrid 48V już w Polsce. Cena, dane i szczegóły wersji Executive

Nowa Kia Seltos rusza na Europę. Cel? Klienci VW T-Roca



