Kosmera wjeżdża na CES z hipersamochodem o mocy 1903 KM. I dorzuca sedana w stylu Porsche

Kosmera nie poprzestała na jednym debiucie. Marka zapowiedziała, że na targach CES pokaże dwa auta: znanego już z zapowiedzi sedana o sylwetce przypominającej Porsche oraz tajemniczy „hipersamochód” o mocy, która wygląda jak prowokacja rzucona całej branży.
Brzmi jak klasyczna historia o startupie, który chce zrobić hałas, tylko że tym razem liczby i deklaracje są na tyle konkretne, by traktować je poważnie. Firma ogłosiła, że oba samochody mają celować w segment premium, a pokaz na CES ma być demonstracją możliwości projektowych i technologicznych. Tyle że od deklaracji do produkcji droga bywa dłuższa niż prosta na Le Mans, zwłaszcza gdy na starcie mówimy o prototypach.
Dwa debiuty, jeden przekaz: „patrzcie na nas”
Kosmera przekazała, że na CES przywiezie dwa pojazdy. Pierwszy to sedan lub liftback o stylistyce ewidentnie celującej w skojarzenia z europejskimi markami, w tym z Porsche. Drugi to zapowiedziany „hipersamochód nowej energii”, o którym firma na razie mówi mniej, ale za to bardziej efektownie: ma łączyć „dziedzictwo klasycznych supersamochodów” z technologią nowej generacji. To oczywiście formułka, którą da się wstawić wszędzie, więc kluczowe jest to, co widać i co da się policzyć. 
Hipersamochód: 476 KM na koło i łącznie do 1903 KM
Najmocniej wybrzmiała deklaracja dotycząca napędu. Kosmera zapowiedziała układ wysokich osiągów, który ma generować do 476 KM na każde koło. Przy czterech kołach daje to łącznie do 1903 KM mocy systemowej. Firma dorzuciła też zapowiedź niemal idealnego stosunku mocy do masy, w okolicach 1:1, co w teorii sugeruje nie tyle szybkie auto, co narzędzie do walki o rekordy. Pod kątem stylistyki teaser nie odsłania wszystkiego, ale widać kilka tropów:
- wyrazistą osłonę chłodnicy, która przywodzi na myśl włoskie i francuskie skojarzenia (Alfa Romeo i Bugatti pojawiają się tu same),
- obłe, „napompowane” błotniki,
- opadającą linię dachu,
- duży tylny spoiler, bez udawania, że to grzeczny samochód do miasta.

Materiały jak z lotnictwa i metal z drukarki 3D
Kosmera ogłosiła, że konstrukcja ma korzystać z kompozytów klasy lotniczej oraz elementów metalowych wytwarzanych metodami druku 3D. W praktyce ma to dać wysoką sztywność skrętną nadwozia i podwozia, czyli fundament zarówno dla prowadzenia na torze, jak i dla pracy zaawansowanego zawieszenia.
AI Coach i obraz na szybę, czyli torowa szkoła jazdy na skróty
Ciekawiej robi się przy elektronice. Kosmera zapowiedziała funkcję AI Coach, która ma pomagać kierowcy stać się szybszym na torze. W ramach tego systemu auto ma wykorzystywać wyświetlacz przezierny z rozszerzoną rzeczywistością, pokazujący optymalną linię przejazdu. Jeśli to będzie działało dobrze, może być realnie użyteczne.
Aktywne zawieszenie z silnikiem liniowym i „tryb bez wrażeń”
Najbardziej ambitnie brzmi opis zawieszenia. Firma zapowiedziała „rewolucyjny aktywny system zawieszenia z silnikiem liniowym”, który ma płynnie przełączać się między bardzo komfortowym trybem jazdy określanym jako „zero-sensation” a sztywną konfiguracją torową. Takie obietnice zawsze brzmią pięknie, ale w przypadku hipersamochodu to właśnie zawieszenie i kalibracja robią różnicę między „mocą na papierze” a samochodem, który faktycznie potrafi przenieść ją na asfalt.
To mają być prototypy i ekspozycja statyczna. I to zmienia wszystko
Tu jest najważniejszy hamulec dla entuzjazmu: Kosmera określa oba auta jako prototypy oraz pojazdy przeznaczone do ekspozycji statycznej. Innymi słowy, na CES mają pokazać stylistykę i kabinę, a nie koniecznie gotowy do produkcji produkt. Firma nie podała planów rynkowych, dostępności ani harmonogramu wdrożenia.
W skrócie: na razie oglądamy deklaracje i formę, a nie finalny model, który można zamówić. Na dokładkę pojawia się kwestia formalna: nazwa Kosmera jest zastrzeżona przez chińską spółkę Xing Chen Future Automotive Technology Co Ltd, co sugeruje, że ewentualna obecność rynkowa może być ograniczona.
Co z tego wynika: potencjał jest, ale produkcja nie jest obiecana
Kosmera zapowiedziała moc do 1903 KM, zaawansowane materiały, systemy wsparcia kierowcy i aktywne zawieszenie brzmiące jak marzenie inżyniera. Jednocześnie firma jasno komunikuje, że to pokaz prototypów i możliwości. Jeśli celem jest zrobienie wrażenia na CES, plan wygląda sensownie. Jeśli celem jest realna droga do seryjnej produkcji, na razie brakuje tego, co zwykle oddziela prezentację od rynku: terminów, skali, homologacji i konkretnej strategii sprzedaży.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?







