Bańka na rynku baterii pęka. Giganci hamują inwestycje

Branża motoryzacyjna jeszcze niedawno pompowała miliardy w fabryki akumulatorów, pewna, że sprzedaż elektryków wystrzeli jak rakieta. Dziś ta rakieta zaczęła pękać w połowie lotu. Nowy raport AlixPartners pokazał, że do 2030 roku globalna produkcja baterii ma trzy razy przekroczyć realne potrzeby rynku. Innymi słowy – fabryki będą kręciły się na pół gwizdka, a część z nich może stać się pomnikami przesadnego optymizmu z lat 2020-2023.
Trzy razy więcej baterii niż chętnych
AlixPartners podało, że światowa produkcja akumulatorów EV w 2030 roku osiągnie poziom mniej więcej trzykrotnie wyższy niż zapotrzebowanie. W Ameryce Północnej moce mają wzrosnąć nawet czterokrotnie, choć już teraz widać, że rynek nie jest gotowy tego udźwignąć. Ekspert z AlixPartners stwierdził w raporcie:
Produkcja baterii rośnie szybciej niż popyt na samochody elektryczne, co doprowadzi do znacznych nadwyżek mocy w drugiej połowie dekady.
Tę prognozę rynek zaczyna właśnie boleśnie potwierdzać.
Ford – agresywne inwestycje, jeszcze agresywniejsze cięcia
Ford przez lata budował swoją narrację na tym, że będzie liderem elektryfikacji. Wspólnie z SK On postawił w Kentucky zakład za 5,8 mld dolarów (ok. 21,3 mld zł), który docelowo ma zatrudnić 5500 osób. Jednak firma już obcięła planowaną zdolność produkcyjną baterii o 35%, a niedawno zatrzymała produkcję F-150 Lightning – modelu, który miał być ikoną elektrycznej rewolucji. Ford ogłosił, że powodem była „malejąca sprzedaż w Ameryce Północnej”, co jest elegancką formą powiedzenia, że rynek przestał się tym interesować.
GM też przykręciło kurek
General Motors również musiało wyhamować. Firma potwierdziła zwolnienie 1550 pracowników z zakładów prowadzonych wspólnie z LG Energy Solution w Ohio i Tennessee. Powód? Ekspert GM wskazał:
Spowolnienie krótkoterminowej adaptacji aut elektrycznych oraz zmieniające się regulacje.
To duża zmiana, biorąc pod uwagę, że jeszcze dwa lata temu GM mówiło o pełnej elektryfikacji jako o „nieuchronnym kierunku rynku”.
Panasonic buduje… ale jeszcze nie wie, kiedy ruszy pełną parą
Panasonic uruchomił w lipcu nową fabrykę baterii w Kansas, ale wciąż nie podał, kiedy osiągnie pełną skalę produkcji. Pierwotny plan mówił o końcu roku fiskalnego 2026. Teraz – cisza. W opinii Nikkei Asia wynika to głównie z ostudzenia popytu na Teslę w Ameryce Północnej. Jeżeli główny klient Panasonic zwalnia, cała reszta również musi zwolnić.
Niektóre projekty już umarły
Spowolnienie sprzedaży elektryków w USA doprowadziło do skasowania niektórych inwestycji. T1 Energy miało postawić fabrykę baterii w Georgii – miało, bo projekt został porzucony. To istotny sygnał: jeżeli firmy rezygnują z rozpoczęcia projektu w kraju, który dopiero co pompował miliardy w zachęty dla producentów, to znaczy, że rynek naprawdę drastycznie się ochłodził.
Zmiana polityki USA przewróciła stolik
Polityka administracji Donalda Trumpa jeszcze mocniej odwróciła trend. Rząd usunął federalną ulgę 7500 dolarów (ok. 27 500 zł) na zakup elektryka i zlikwidował kary za niewywiązywanie się z celów emisyjnych. W praktyce oznacza to, że produkcja aut spalinowych znów stała się łatwa, tania i politycznie bezproblemowa. Branża przestała mieć presję regulacyjną, a wielu producentów zaczęło odkręcać swoje najbardziej ambitne plany elektryfikacji. Jak podało Nikkei Asia, to nie jest korekta. To zmiana kierunku.
Rynek wchodzi w nową fazę
Bańka na rynku baterii nie pęka z hukiem – raczej schodzi z niej powietrze. Fabryki wciąż powstają, ale już wiadomo, że ich moce będą zbyt duże wobec realnego popytu. Zmiana nastrojów w USA, zatrzymane projekty i cięcia produkcji są pierwszym etapem większej transformacji. Prawdziwe pytanie brzmi nie „czy” rynek dostosuje się do niższego popytu, tylko „jak szybko” i „jak boleśnie”.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Mimo krytyki, Verstappen skoncentrowany na wynikach w 2026

Volkswagen obniżył ceny Polo. Najtańszy wariant to koszt 65 990 zł

Ferrari 499P na sezon WEC 2026. Mniej rewolucji, więcej precyzyjnych poprawek

Mekies podsumował: Mocny debiut Hadjara. Red Bull musi gonić Mercedesa i Ferrari



