Ceny ropy ponownie gwałtownie rosną, a na Bliskim Wschodzie pojawiły się kolejne zagrożenia dla transportu surowca. Brent przekroczyła 107 dolarów za baryłkę, Huti zdobyli strategiczny port Mokha w Jemenie, a dodatkowe obawy budzi bezpieczeństwo saudyjskiego rurociągu Petroline. Dla kierowców oznacza to rosnące ryzyko dalszych podwyżek cen paliw.
Brent przekroczyła 107 dolarów za baryłkę
W czwartek notowania ropy wyraźnie przyspieszyły. Amerykańska WTI podrożała o 6,7%, kończąc dzień na poziomie 104,46 dol. za baryłkę (ok. 388 zł), natomiast Brent wzrosła o ponad 7% i znalazła się w pobliżu 108,44 dol. (ok. 402 zł). Od początku września ropa podrożała już o ponad 18%.
W kolejnych godzinach Brent utrzymywała się w przedziale około 105-107 dol. za baryłkę (ok. 390–397 zł), natomiast WTI kosztowała około 100-102 dol. (ok. 371–378 zł). Rynek reaguje przede wszystkim na coraz większe ryzyko ograniczenia dostaw z Bliskiego Wschodu oraz problemy z transportem surowca.
Huti zdobyli port Mokha
Nowym źródłem niepokoju jest sytuacja w Jemenie. Bojownicy Huti przejęli kontrolę nad strategicznym portem Mokha po ofensywie przeciwko siłom rządowym wspieranym przez Arabię Saudyjską. Ich pozycje znalazły się około 75 km od cieśniny Bab al-Mandab.
To jeden z najważniejszych punktów na morskiej mapie świata. Cieśnina łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i dalej z Oceanem Indyjskim. Ma około 27 km szerokości, dlatego stosunkowo łatwo zakłócić w niej ruch statków.
Obecnie tankowce przewożą przez Bab al-Mandab około 2,9 mln baryłek ropy dziennie. Jeszcze w 2023 roku było to 9,3 mln baryłek, czyli niemal 12% światowego morskiego handlu ropą. W 2024 roku wolumen spadł do 4,1 mln baryłek na dobę w związku z wcześniejszymi działaniami Huti.
Znaczenie cieśniny wykracza zresztą daleko poza rynek paliw. Przechodzi przez nią około jednej trzeciej światowego ruchu kontenerowego oraz około 40% handlu między Azją a Europą. Ewentualne poważne ograniczenie żeglugi oznaczałoby konieczność kierowania części statków znacznie dłuższą trasą wokół Afryki.
Niepokój wokół rurociągu
Drugim poważnym zagrożeniem jest sytuacja wokół saudyjskiego rurociągu Wschód–Zachód, znanego jako Petroline. Magistrala ma ponad 1200 km długości i łączy pola naftowe na wschodzie kraju z portem Janbu nad Morzem Czerwonym.
Jej znaczenie wzrosło wraz z problemami dotyczącymi Cieśniny Ormuz. Petroline pozwala Arabii Saudyjskiej przesyłać ropę z pominięciem tego szlaku. Przepustowość systemu sięga 7 mln baryłek dziennie, z czego około 5 mln może trafiać bezpośrednio do eksportu morskiego.
Dane satelitarne wskazywały na pożary w rejonie przebiegu magistrali w pobliżu Medyny, co wywołało obawy o bezpieczeństwo infrastruktury. Nie oznacza to jednak automatycznie potwierdzenia trwałego uszkodzenia samego rurociągu. Dla rynku już samo ryzyko ograniczenia jego działania jest istotne, ponieważ Petroline stanowi kluczową alternatywę dla transportu przez Ormuz.
Problemy nie kończą się na Bliskim Wschodzie
Rynek paliw jest obecnie pod presją także z innych kierunków. Według dostępnych szacunków około 40% rosyjskich mocy rafineryjnych zostało wyłączonych z eksploatacji, a Rosja wstrzymała eksport oleju napędowego. Jednocześnie część chińskich rafinerii ograniczyła pracę w związku ze zmniejszonym importem ropy.
Łącznie poza normalną eksploatacją znajduje się ponad 10% światowych mocy rafineryjnych. We wrześniu i październiku dołączają do tego planowe postoje remontowe części rafinerii w Ameryce Północnej. W efekcie drożeć może nie tylko sam surowiec, ale również gotowe paliwa.
Szczególnie napięta sytuacja dotyczy oleju napędowego. Europejskie notowania diesla osiągają bardzo wysokie poziomy, natomiast w Stanach Zjednoczonych jego cena zbliżyła się do granicy 6 dol. za galon.
Paliwo w Polsce już mocno podrożało
Dla polskich kierowców problemem jest połączenie drogiej ropy z sytuacją na rynku produktów rafineryjnych oraz krajowymi obciążeniami podatkowymi. Według danych przytaczanych na początku drugiej dekady września średnia cena benzyny Pb95 wynosiła około 7,63 zł za litr, a oleju napędowego przekraczała 7,30 zł za litr.
Dalszy wzrost cen nie jest przesądzony, bo wiele zależy od czasu trwania konfliktu oraz faktycznej skali zakłóceń w dostawach. Kierunek zmian na rynku hurtowym jest jednak dla kierowców niekorzystny. Jeżeli ropa pozostanie powyżej 100 dol. za baryłkę (ok. 371 zł), presja na detaliczne ceny paliw może się utrzymać.
Problemy na dwóch cieśninach?
Szczególnie niebezpieczna byłaby sytuacja, w której jednocześnie poważnie ograniczono ruch przez Ormuz oraz Bab al-Mandab. Pierwsza cieśnina odpowiada za transport ogromnej części surowców energetycznych z Zatoki Perskiej, druga jest bramą prowadzącą przez Morze Czerwone i Kanał Sueski w kierunku Europy.
W Zatoce Perskiej sytuacja pozostaje napięta. Między 1 a 9 września amerykańskie siły CENTCOM poinformowały o zniszczeniu 10 irańskich tankowców, które USA wiążą z finansowaniem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Jednocześnie pojawiają się informacje o kolejnych atakach na jednostki pływające w regionie.
Donald Trump deklarował 10 września, że spodziewa się zakończenia wojny z Iranem po listopadowych wyborach do Kongresu. Rynek nie traktuje jednak szybkiej deeskalacji jako scenariusza pewnego. Właśnie dlatego każde kolejne zagrożenie dla tankowców, rafinerii, portów czy rurociągów tak szybko przekłada się obecnie na notowania ropy.
Dla kierowców najważniejszy wniosek jest prosty: cena baryłki znów znalazła się wyraźnie powyżej 100 dolarów, a jednocześnie pogarsza się sytuacja na rynku diesla. Jeżeli napięcie na Bliskim Wschodzie nie osłabnie, obecne ceny na stacjach mogą nie być jeszcze końcem podwyżek.






